Chrześcijanie homeopatyczni

Taki termin sobie ukułem dziś rano. Jak co niedziela punkt 10:30 wybraliśmy się na mszę. Niestety spóźniliśmy się 3 minuty. Niech, kto bez grzechu pierwszy rzuci kamień. Odkąd przygarnąłem kobietę, cnota punktualności poszła w zapomnienie. Zadyszani, prawie biegnąc dotarliśmy z parkingu pod bramę murów ogrodu kościelnego. Od razu poraziła mnie cisza. Ale widzę, przed bramą stoi dwóch, jeszcze na obrzeżach parkingu. Ze złożonymi rękoma w skupieniu kontemplując tą ciszę. Przemierzamy ogrody przykościelne. Dobre 30-40 metrów. Pojawiają się grupki co śmielszych z zaczerwienionymi uszami. No raczej z mrozu nie wstydu. Wszyscy skupieni w ciszy jak to na mszy. Docieramy do spiżowej bramy. A jednak jest. Głośniki zewnętrzne chyba zamarzły, albo ktoś zapomniał włączyć. Z drugiej strony, kino, teatr czy nawet filharmonia nie daje posłuchu na zewnątrz. Mieszkam dobry kilometr od przybytku i czasami, przy dobrej pogodzie mam wrażenie, że państwo islamski coraz bliżej. Współczuję tym w najbliższym sąsiedztwie. Przedzieramy się przez gęsty tłum. Kościół stary z kamienia, grawitacja w nim jakoś dziwnie działa. Z tyłu tłumy, choć tam w stopy szczypie. My do światła, rozpychając się łokciami. Prawie ślizgiem na kolana. Moja wina, wielka wina. Tylko trzy minuty.

Komentarze

makroman pisze…
Wielu myli pojęcia "ucsestniczyc w mszy" z "pojściem do kościoła" co czesto jest tozsame z "przebywaniem w okolicach".

Osobiscie odkąd skończyłem 45 wiosen, uwazam ze mam prawo siedzieć i przychodze 15 minut wczesniej... choć, w Boze Narodzenie bylo to "na styk" bo moja Marzenka nie mogla dobrac elementow stroju.
ikroopka pisze…
Moja znajoma mieszka tuż przy kosciele, dzwonia jej w domu, obłęd.
makroman pisze…
A wiecie ze w czasie Rewolucji Październikowej zamykanie cerkwii uzasadniano tym ze bicie dzwonow przeszkadza okoliznym mieszkańcom?
Dekret ten zostal z aplauzem przyjety przez koła zachodnich wolnomyslicieli. Jak widac tyrania lubii i umie sie poslugiwac wolnosciowa frazeologia.
Tesia pisze…
Właśnie trafiłam na filmik:
https://www.youtube.com/watch?v=6s_WhjGnqnc
Zobacz około 1:50 ;-)
Nomad pisze…
Tu nie chodzi o bicie dzwonów, choć w niedzielę przed szóstą może być irytujące jak się mieszka blisko. Cała msza jest transmitowana na zewnątrz i z takiej odległości przy odpowiedniej pogodzie wychodzi coś na kształt lamentu z echem. Jak z meczetu.
makroman pisze…
Ja osobiście idąc do pracy na rano lubię, przechodząc przez tory w niedozwolonym miejscu (i niebezpiecznym - kilkaset metrów stamtąd na wschód zginął mój ojciec), słyszeć odgłosy porannej mszy...

Oczywiście rozumiem dolegliwości, z drugiej jednak strony kościoły były budowane zazwyczaj na dziesiątki jeśli nie setki lat przed budowaniem domów, więc "widziały gały co brały", bo o ile nagłaśnianie mszy to kwestia ostatnich kilkudziesięciu lat, to w dzwony bije się "od zawsze".

Reasumując. Namawiał bym do ostrożności, my coś powiemy, a ktoś to wykorzysta i uzna za argument. Najlepszym rozwiązaniem było by zamontowanie takich głośników by przekazywały dźwięk daleko w formie czystej i pięknej (koszty) lub takie ich dostrojenie by były słyszalne jedynie wokół kościoła i niedalekiej okolicy. Inna sprawa to postawa wielu ludzi, którym nie przeszkadzają np. dudnienia basów z BMWic miejscowych lub przejezdnych buraków, a szkodzą im dźwięki mszy. To już nie obiektywne odczucia, ale czysta małość.

Tesiu chodzi o to "opory" przy wchodzeniu do kościoła? Wcale nie trzeba być bioenergoszarlatanem - wystarczy jedynie popaść w pychę i zadufanie.
Tesia pisze…
Makro, zastanawiałam się nad tym, czy odległość od ołtarza może być jakimś wskaźnikiem stanu duchowego. A może nawet fizyczna zmiana miejsca może mieć jakieś znaczenie ;-) Postanowiłam się o tym dzisiaj przekonać i usiąść w ławce bliżej ołtarza. I co? Te bliższe były zajęte!
makroman pisze…
Tesiu - kiedyś robiono badania na temat percepcji filmów - wyszło na to że te oglądane w kinie są przyswajane lepiej i głębiej niż te w telewizji.
Podobnie z mszami czy czymkolwiek innym - już sam fakt konieczności wyjścia z domu, przełamania oporów, niechęci, lenistwa itp.... zmienia nasz umysł. czy wato pchać się przed ołtarz? Nie wiem - w moim kościółku nawet stojąc pod chórem jestem bliżej ołtarza niż w innych kościołach siedząc w pierwszym rzędzie.

Z drugiej strony, w lecie lubię usiąść pod lipami w kościelnym ogródku. Inna sprawa że jak miał bym stać na parkingu czy gdzieś tak - to wolał bym już iść na piwo.