Ten blog ostatnio jest jakiś taki kulinarny. Po troszę wynika to z braku czasu na cokolwiek innego i trochę z moich ostatnich fascynacji. Przejdzie mi to Póki co w pracy kończę stabilizacje projektu. W piątek siedziałem do 20:00 i dłubałem w pewnym algorytmie. To jest ten jeden, który jest chyba najbardziej skomplikowany. I tak nie zrobiłem poprawki tak jak chciałem. Największy problem jest w skomplikowaniu danych, które musi on przetwarzać. Tam jest po prostu ogromna ilość zmiennych i scenariuszy postępowania.
Kolejny rok nie robimy imienin i kolejny rok przyjdą na te nie imieniny znajomi. W sumie to ja się wyluzowałem. Zrobiłem jedynie Likier Nutella, który już zdążyliśmy wypić pół jednej butelki. Ale jest jeszcze ponad litr i zrobię jeszcze te sakiewki ciotki Kingi co ostatnio. Ale tym razem Basia je sklei. Może nie wypłyną. Na imieninowe śniadanie Basi natomiast zrobiłem danie z surowego łososia - Ceviche meksykańskie. Nie dość, że surowa ryba, to jeszcze piekło w gębie jak to się mówi. Cała papryczka jalapeno. O mało mi języka nie wypaliło. Basi bardzo smakowało.
Kolejny rok nie robimy imienin i kolejny rok przyjdą na te nie imieniny znajomi. W sumie to ja się wyluzowałem. Zrobiłem jedynie Likier Nutella, który już zdążyliśmy wypić pół jednej butelki. Ale jest jeszcze ponad litr i zrobię jeszcze te sakiewki ciotki Kingi co ostatnio. Ale tym razem Basia je sklei. Może nie wypłyną. Na imieninowe śniadanie Basi natomiast zrobiłem danie z surowego łososia - Ceviche meksykańskie. Nie dość, że surowa ryba, to jeszcze piekło w gębie jak to się mówi. Cała papryczka jalapeno. O mało mi języka nie wypaliło. Basi bardzo smakowało.

Komentarze