Oczywiście jak co niedziela, dłuższy spacerek. Pogoda cudna. Słonecznie ale trochę w cieniu lodowato. Tak mi przyszło na myśl, bo obserwuję ludzi w swoim otoczeniu notorycznie smarkających i kaszlących. Czasami mam wrażenie, że to ich normalny stan. Wystarczy, że po pogodnych dniach raz spadnie deszcz i już są przeziębieni. Dziś obserwowałem ludzi na spacerze. Ja szedłem w podkoszulku z krótkim rękawem. Owszem w cieniu, w lesie zmarzły mi ręce. Wokół jednak większość szła wręcz w czapkach i w kurtkach. Tak, miałem w plecaku sweter i kurtkę. Nie było jednak tak zimno abym musiał ubierać. Wziąłem tak na wszelki wypadek. Jakbyśmy się zapuścili gdzieś dalej i wrócili już po zmroku. Jak wychodziło się na słońce, grzało tak, że wróciliśmy wręcz opaleni. Nie pamiętam w zasadzie kiedy byłem ostatnio przeziębiony. A chory tak abym musiał jakieś leki brać? Z drugiej strony często pamiętam, że jest mi zimno. Ostatnio jak robię ten domek gospodarczy. Ciągle jestem spocony i marznę. Wolę jednak tak, niż pocić się jeszcze bardziej.
Co do domku. W sobotę od 9:00 do 18:30 non stop. Udało mi się dociąć materiał na półki. Na strychu miałem takie wielkie trzy-metrowe płyty. Pozostałości z dawnych czasów.
Jak jeszcze za teściów podłogi były z takich płyt zrobione. Nie wiem co to jest ale strasznie twarde i sztywne. Musiałem dokupić w między czasie brzeszczot, bo jeden stępiłem. Są też strasznie ciężkie. Wyciąłem z nich sześć trzymetrowych kawałków głębokich na 35 cm. Skończyłem też całkowicie instalację elektryczną. Jest światło, gniazdka. Wszystko na full. I na koniec wykończyłem i uszczelniłem całkowicie jedną boczną ściankę. Muszę kupić jeszcze co najmniej jedną płytę osb na podbitkę od spodu dachu. Muszę też w jakiś sposób dociąć z blachy boczne osłony na wykończenie dachu. Boję się, że jakaś mocna wichura mogłaby uszkodzić dach. Pracy jeszcze wiele, ale już teraz takiej mozolnej. Same wykończenia. To niestety długo schodzi. Mam już jednak tam światło. Jak tylko będzie w miarę ciepło jakoś się uda skończyć przed zimą. Marzy mi się abym przed śniegiem przeniósł tam większość rzeczy z garażu.
Dziś zlałem do butelek też ostatnia nalewkę. Z czarnej porzeczki. Pisałem już, że jest ponad 25 litrów nalewek. Sześć rodzai i jedno wino z wiśni. Być może, że jeszcze zrobię z winogron. Przy naszym piciu, mamy na jakieś pięć lat. Chyba, że porozdajemy.
Co do domku. W sobotę od 9:00 do 18:30 non stop. Udało mi się dociąć materiał na półki. Na strychu miałem takie wielkie trzy-metrowe płyty. Pozostałości z dawnych czasów.
Route 2 819 621 - powered by www.wandermap.net
Jak jeszcze za teściów podłogi były z takich płyt zrobione. Nie wiem co to jest ale strasznie twarde i sztywne. Musiałem dokupić w między czasie brzeszczot, bo jeden stępiłem. Są też strasznie ciężkie. Wyciąłem z nich sześć trzymetrowych kawałków głębokich na 35 cm. Skończyłem też całkowicie instalację elektryczną. Jest światło, gniazdka. Wszystko na full. I na koniec wykończyłem i uszczelniłem całkowicie jedną boczną ściankę. Muszę kupić jeszcze co najmniej jedną płytę osb na podbitkę od spodu dachu. Muszę też w jakiś sposób dociąć z blachy boczne osłony na wykończenie dachu. Boję się, że jakaś mocna wichura mogłaby uszkodzić dach. Pracy jeszcze wiele, ale już teraz takiej mozolnej. Same wykończenia. To niestety długo schodzi. Mam już jednak tam światło. Jak tylko będzie w miarę ciepło jakoś się uda skończyć przed zimą. Marzy mi się abym przed śniegiem przeniósł tam większość rzeczy z garażu.
Dziś zlałem do butelek też ostatnia nalewkę. Z czarnej porzeczki. Pisałem już, że jest ponad 25 litrów nalewek. Sześć rodzai i jedno wino z wiśni. Być może, że jeszcze zrobię z winogron. Przy naszym piciu, mamy na jakieś pięć lat. Chyba, że porozdajemy.
Komentarze
P.S. Przyjrzalam się mapie, aby sprawdzić, czy znam okoliczne miejscowości. Okazało się, że nie. Najciekawszą nazwą jest "Na Hektarach";-) My Wroclawianie musimy trzymac rękę na pulsie, bo istnieje tradycja przenoszenia do nas nazw z okolic Krakowa (np. Tyniec, Chrzanów, Trzebinia).
Tyniec znam (Tesiowy przepada za tym miejscem). Byliśmy także (to znaczy mnie nie wpuscili) u Kamedulow na Bielanach. Bielany też tutaj mamy (wieś prawie połączona z Wrocławiem :-) Ale Trzebinie zamienili inna nazwą. Pewnie za to dali az dwa Tynce (przynajmniej ja wiem o dwu, może jest tego u nas więcej :-).