Krwawy poniedziałek

Wszystko powszednieje. Już nie chce mi się wrzucać tras naszych spacerów. Zbyt dużo ich. Teraz chodzimy wieczorami. Jak się ściemni. Głównie z uwagi na moją budowę. Po pracy mam maksymalnie trzy godziny do zmroku. Robię dopóki się da. Potem z czołówką idziemy na spacer. Zwykle jest to 5-6 km wokoło miejscowości. Zawsze taka sama trasa. Nie idzie o widoki, czy trasę. Chodzi o to aby co dzień ze sobą pobyć. Chyba jako jedyni, ci po 30-tce :) chodzimy nadal za rękę. Kiedyś miejscowy ksiądz się tym zachwycił.

Chodzi o to aby po prostu pogadać. Spacer taki zajmuje trochę ponad godzinę. Taką trasę robimy prawie co dzień. Ostatnio zabieramy peleryny. W niedzielę zwykle robimy dłuższą trasę. I tak w piątek poszliśmy prawie 12 km, a w niedzielę 20 km.

Oddałem dziś krew. Miałem więc wolne od pracy. Taki mini urlop. Od piątku do wtorku. Cztery dni laby. Ciekawy obrazek. Przyszedł oddać krew dziadziu. Naprawdę wyglądał na jakieś 70 lat. Można oddawać do 65. Przyszedł o kulach. Na dodatek cały w tatuażach. Może faktycznie nie ma jeszcze 65, tylko tak zorany przez życie. Widać, że pierwszy raz. Inni pomagali mu wypełnić ankietę. Okazało się, że przyszedł na czczo. Tak jak na badanie krwi. Prawdopodobnie chciał oddać krew w czyimś imieniu. Już czegoś takiego się nie praktykuje.

RCKiK nie wydaje zaświadczeń. To nieetyczne. Dziś po oddaniu krwi nie budowałem oczywiści, zresztą i tak lało do 16:00

Rodzice chwalą się swoimi dziećmi. Mają do tego prawo bez względu jakie te dzieci są. Dla rodziców i tak zawsze są najpiękniejsze i najlepsze. No to ja też się pochwalę. Oto zdjęcie z Grecji jakie L. dziewczyna Konrada wstawiła na FB

Zrobiłem też film z Czeskiej Szwajcarii, Taki zwykły, nudny. W stylu: Jedzie facet na rowerze.

Komentarze

Tesia pisze…
Czy mozna spytać, czy gdy dziecko dorasta bardzo odczuwa się syndrom pustego gniazda? To pewnie moment, na który się z jednej strony czeka, a z drugiej pojawia się chyba jakaś pustka, która trzeba zapełnić czymś nowym. Czy to jednak inaczej działa?
makroman pisze…
Tesia to zależy jak dziecko było "prowadzone". Gdy często wojażowało, uczyło się z dala od domu, studiowało - to i szok jest mniejszy.

Nomadzie - ja też nie wrzucam codziennych tras, bo nie ma sensu, tylko te "odgrzewane" lub nowe. Za ręce nadal się trzymamy - choć już po czterdziestce.
Nomad pisze…
Syn zawsze był bardzo samodzielny. Wpierw ze mną, potem sam jeździł pod namiot. Nigdy nie mieliśmy problemu aby mu zaufać i pozwolić wrócić późno, czy nawet gdzieś zostać na noc. Ja jako mężczyzna pewnie nigdy nie będę odczuwał tak silnie tęsknoty jak żona. Na razie to i tak są jedynie wyjazdy dwu-trzy tygodniowe. Oczywiście po kilku dniach jakoś tak pusto się w domu i w sercu robi. Makroman - my jesteśmy grubo po 40-tce :)
makroman pisze…
Pisałeś "jako jedyni po 30-stce - więc pewnie nieporozumienie.

Ostatnio mieliśmy dwa tygodnie takiego "pustego gniazda" gdy jeden i drugi wybyli. Ale to nieco inna sprawa, bo wakacje, wiec i my w domu nie siedzieliśmy - podejrzewam iż jesienne i zimowe wieczory mogą być puste.
Nomad pisze…
Pisałem z uśmieszkiem :) Wiesz, nawet 50 jest po 30-tu :) Bardziej chodziło mi o zaakcentowanie, że rzadko pary po 30-tce eksponują swoje uczucia. Zwykle wytrzymują 10 lat. Potem to już tylko przyzwyczajenie. Niestety wokół nas mamy wiele przykrych przykładów znajomych, którzy nie przetrwali.
Bożena pisze…
fajnie, że potraficie być ze sobą i to w aktywny sposób. przyjemne z pożytecznym :)
Tesia pisze…
Makroman i Nomad - nie sprawiacie wrazenia spanikowanych :-) Można z komentarzy wywnioskowac, że składa się na to pewność, że dziecko/dzieci będą dobrze do tego przygotowane i to, że więź malzenska zapelni to miejsce, ktore wcześniej bylo zarezerwowane na całe "zamieszanie" wiążace się z byciem z dziecmi. Tak jak to chyba podsumowała Polly. Dzięki :-)
makroman pisze…
Podobnie jak małżeństwo Nomadów tak i Makromanów kocha wspólne podróże, przygody. Więc dzieci nie są naszym jedynym spoiwem.