Jak to dobrze być informatykiem. Informatyk, świadomy zagrożeń człowiek. Tylko czasami zapominalski. Na wakacjach zepsuł mi się telefon. Mapy działały, nie chciałem nic ruszać. Domyślałem się, ze zwykły twardy reset wystarczy. Wszystko wskazywało na awarię oprogramowania. I tak faktycznie było. W domu zrobiłem reset i telefon ruszył. No ale cała pamięć, telefony, ustawienia wszystko zostało skasowane. Telefon przed resetem nie dał się skopiować na komputer. Olśniło mnie jednak. Przecież ja w miarę regularnie robię backupy. Stacjonarnego, notebooka, tabletu i również telefonu. Na dodatek mam taki sprytny programik w telefonie co robi backup na dodatkową kartę pamięci. No i jest, wszystko. Backup zadziałał. Jedynie jakieś tam dwa ostatnie mniej ważne telefony się nie załapały w tym backupie. Telefon działa jak nowy.
Pierwsze po przyjeździe co zrobiłem to do sadu. Trawa ogromna, ale kosiarka powinna dać radę. Podwórko i u Szarika - to już tak zostanie - choć Szarik już od kilku lat śpi snem sprawiedliwego. Tu Konrad skosił naprawioną kosiarką. W poniedziałek skoro świt zacząłem robić przystawkę do kosiarki. Bez wyrzutu trawy nie da radę. Kosiarka jednak jest z koszem i z taką specjalną przystawką i dodatkowym nożem do mielenia trawy. Ale takiej wysokiej nie nadąży mielić. Musi ta trawa być wyrzucana. Z boku nie ma możliwości. Jedynie podnieść klapę na kosz i do tyłu. No dobra, ale ja za kosiarką idę. Nie da rady, zawali mnie trawą. Zresztą z dużą siłą ta trawa wali do kosza. W myślach zaprojektowałem specjalną osłonę i wyciąłem z blachy. Musiała odpowiednio w bok kierować trawę i podtrzymywać klapę. Działa rewelacyjnie, choć głupio to wygląda, jak jakaś kosmiczna maszyna. Można kosić dzięki temu wysoką i gęstą trawę po kolana. Nic się nie zapycha. Zatankowałem, skosiłem pół sadu i skończyła się benzyna.
Nie było łatwo. W takiej trawie sama kosiarka nie bardzo chce jechać. Trzeba jej pomagać. Zatankowałem ponownie, zapalam. A tu nic. Co jest grane? W końcu po wielokrotnym szarpaniu się ze sznurkiem. Zapaliła, ale jakoś tak niemrawo chodzi. Wjeżdżam na trawę i od razu gaśnie. Nie ma mocy. Sprawdzam świecę, filtr powietrza. No, pewnie gaźnik. Tego nie rozbiorę. Dodatkowo, się wkurzyłem, bo kosiarka wróciła z serwisu we środę. Zapakowałem do samochodu, przy okazji zawiozłem Basię do Krakowa, bo ją już nosiło. Zawiozłem do serwisu kosiarkę, Basię do galerii. Wracam do serwisu, a facet mówi, że wystarczyło przedmuchać gaźnik, pewnie brudne paliwo wlałem. Wlewałem z tego samego kanistra i przez sitko. No zaraz panu pokaże, że chodzi. Odpala, a kosiarka dalej tak niemrawo chodzi. Widzę konsternację na jego twarzy i zmieszanie. Zgasił. I teraz nie może zapalić ponownie. W końcu mówi, że musi w takim razie rozebrać gaźnik. Dziś przyjechałem i gotowa. Wyszli z twarzą, bo nie wzięli ani grosza.
Na szczęście pracy na ogrodzie jest tyle, że miałem co robić. Wracając wczoraj z serwisu, a! Basia oczywiście kupiła sobie seksowną sukienkę w galerii. Ja za to wracając wczoraj z serwisu kupiłem sobie nożyce do żywopłotu. Takie elektryczne. Co prawda żywopłotu nie mam. Ale przede wszystkim mam dużą powierzchnię takich płożących się. Taki żywopłot poziomy. Sekatorem można się zajechać. Poza tym jest prawie dziesięć metrów ściana przy tarasie z winogron. Rozrosły się monstrualnie. Dziś użyłem tych nożyc, pierwsze co, to obciąłem kabel od przedłużacza :) Ale po tym małym incydencie spisały się rewelacyjnie. Naprawdę trafiony zakup, choć nie wydziwiałem i kupiłem prawie najtańsze. Nawet nie wiem co to za firma. Za to trzy lata gwarancji. To zdecydowało. Oczywiście przegonił mnie deszcz. Potrzebuję teraz pełnych dwóch dni, aby poradzić sobie ze wszystkim na ogrodzie. Takich, co nie będę co chwila krył się przed deszczem. Dziś cztery razy uciekałem. A nawet chwilę na deszczu robiłem. Ale jak z włosów zaczęło mi kapać, dałem sobie spokój.
Pierwsze po przyjeździe co zrobiłem to do sadu. Trawa ogromna, ale kosiarka powinna dać radę. Podwórko i u Szarika - to już tak zostanie - choć Szarik już od kilku lat śpi snem sprawiedliwego. Tu Konrad skosił naprawioną kosiarką. W poniedziałek skoro świt zacząłem robić przystawkę do kosiarki. Bez wyrzutu trawy nie da radę. Kosiarka jednak jest z koszem i z taką specjalną przystawką i dodatkowym nożem do mielenia trawy. Ale takiej wysokiej nie nadąży mielić. Musi ta trawa być wyrzucana. Z boku nie ma możliwości. Jedynie podnieść klapę na kosz i do tyłu. No dobra, ale ja za kosiarką idę. Nie da rady, zawali mnie trawą. Zresztą z dużą siłą ta trawa wali do kosza. W myślach zaprojektowałem specjalną osłonę i wyciąłem z blachy. Musiała odpowiednio w bok kierować trawę i podtrzymywać klapę. Działa rewelacyjnie, choć głupio to wygląda, jak jakaś kosmiczna maszyna. Można kosić dzięki temu wysoką i gęstą trawę po kolana. Nic się nie zapycha. Zatankowałem, skosiłem pół sadu i skończyła się benzyna.
Nie było łatwo. W takiej trawie sama kosiarka nie bardzo chce jechać. Trzeba jej pomagać. Zatankowałem ponownie, zapalam. A tu nic. Co jest grane? W końcu po wielokrotnym szarpaniu się ze sznurkiem. Zapaliła, ale jakoś tak niemrawo chodzi. Wjeżdżam na trawę i od razu gaśnie. Nie ma mocy. Sprawdzam świecę, filtr powietrza. No, pewnie gaźnik. Tego nie rozbiorę. Dodatkowo, się wkurzyłem, bo kosiarka wróciła z serwisu we środę. Zapakowałem do samochodu, przy okazji zawiozłem Basię do Krakowa, bo ją już nosiło. Zawiozłem do serwisu kosiarkę, Basię do galerii. Wracam do serwisu, a facet mówi, że wystarczyło przedmuchać gaźnik, pewnie brudne paliwo wlałem. Wlewałem z tego samego kanistra i przez sitko. No zaraz panu pokaże, że chodzi. Odpala, a kosiarka dalej tak niemrawo chodzi. Widzę konsternację na jego twarzy i zmieszanie. Zgasił. I teraz nie może zapalić ponownie. W końcu mówi, że musi w takim razie rozebrać gaźnik. Dziś przyjechałem i gotowa. Wyszli z twarzą, bo nie wzięli ani grosza.
Na szczęście pracy na ogrodzie jest tyle, że miałem co robić. Wracając wczoraj z serwisu, a! Basia oczywiście kupiła sobie seksowną sukienkę w galerii. Ja za to wracając wczoraj z serwisu kupiłem sobie nożyce do żywopłotu. Takie elektryczne. Co prawda żywopłotu nie mam. Ale przede wszystkim mam dużą powierzchnię takich płożących się. Taki żywopłot poziomy. Sekatorem można się zajechać. Poza tym jest prawie dziesięć metrów ściana przy tarasie z winogron. Rozrosły się monstrualnie. Dziś użyłem tych nożyc, pierwsze co, to obciąłem kabel od przedłużacza :) Ale po tym małym incydencie spisały się rewelacyjnie. Naprawdę trafiony zakup, choć nie wydziwiałem i kupiłem prawie najtańsze. Nawet nie wiem co to za firma. Za to trzy lata gwarancji. To zdecydowało. Oczywiście przegonił mnie deszcz. Potrzebuję teraz pełnych dwóch dni, aby poradzić sobie ze wszystkim na ogrodzie. Takich, co nie będę co chwila krył się przed deszczem. Dziś cztery razy uciekałem. A nawet chwilę na deszczu robiłem. Ale jak z włosów zaczęło mi kapać, dałem sobie spokój.

Komentarze
te narzędzia bardzo ułatwiają pracę w ogrodzie, choć i tak często używam sierpa. Sierpem poręczniej niż nożycami;)
Kupię je pewnie wiosną, bo teraz jest już za późno na strzyżenie żywopłotu z tui...
Nie mam pojęcia co to jest backup.
Basi gratuluję zakupu seksownej sukienki :)
Backupy dobrze działają - odzyskałem wszystkie pliki multimedialne i dokumenty z Tabletu po twardym restarcie - ale i tak nie udaje mi się odzyskać zapisanych stron browsera. Chyba spróbuje zrootować androida i wtedy pokombinować.