Przez kolejne dwa tygodnie nie będę jadał obiadów. Będę się żywił czereśniami. Przychodzę z pracy i nawet do domu nie wchodzę. Kładę torbę na tarasie i idę na drzewo. Po pół godzinie spadam na dół z brzuchem wypchanym czereśniami. Na ogrodzie są trzy drzewa. Dojrzało już pierwsze. Potem będą takie twarde i strasznie słodkie. A na końcu wielkie sercówy, soczyste. Do czereśni stosuje zasadę nieoznaczoności Heisenberga. Jak do nich nie zaglądam, to nie ma w nich robali. Jak zaglądam, to są. Więc oczywistym jest, że nie zaglądam.
A tak w ogóle cierpię na chroniczny brak czasu. Taras się rozpada, a ja nie mam kiedy i jak się za niego zabrać. Zawsze jest coś innego do zrobienia. Pochłaniają mnie inne rzeczy. Basia ciągle chce chodzić na spacery, albo żebym jej robił koktaile, kawy mrożone, sałatki i inne. No to może ona w takim razie zrobi z tarasem.
Ostatnie kilka sobót mieliśmy ciągle gości. O! Albo nie chce jej się zrobić obiadu i robimy grilla/ognisko. To znaczy, że ja robię, ona je. Kobiety są leniwe. Przyniosła od koleżanki pomidory, zasadziła i zapomniała. Oczywiście ja muszę podlewać. Dokłada mi tylko pracy. Muszę to przełamać i zrobić z tym tarasem, bo strasznie mnie to męczy. Nie mogę się niczym przez to zająć. Co więcej ciągle ciągnie mnie na zakupy i kupuje jakieś sukienki, spodnie, bluzeczki. Odkąd zrobiła się szczupła laska. Ciągle się stroi. Wczoraj wyciągnęła mnie do Futura. Moja trochę w tym wina, bo kupiła sobie piękną sukienkę w kwiaty, a mnie się jeszcze spodnie spodobały. No i nie było rozmiaru. Ale pani uprzejma sprowadziła po kilku dniach do sklepu. Wygląd ślicznie. A cieszy ją ta nowa swoja postać jak małego pieska pchełki.
Na zdjęciu truskawkowa mrożona kawa.
A tak w ogóle cierpię na chroniczny brak czasu. Taras się rozpada, a ja nie mam kiedy i jak się za niego zabrać. Zawsze jest coś innego do zrobienia. Pochłaniają mnie inne rzeczy. Basia ciągle chce chodzić na spacery, albo żebym jej robił koktaile, kawy mrożone, sałatki i inne. No to może ona w takim razie zrobi z tarasem.
Ostatnie kilka sobót mieliśmy ciągle gości. O! Albo nie chce jej się zrobić obiadu i robimy grilla/ognisko. To znaczy, że ja robię, ona je. Kobiety są leniwe. Przyniosła od koleżanki pomidory, zasadziła i zapomniała. Oczywiście ja muszę podlewać. Dokłada mi tylko pracy. Muszę to przełamać i zrobić z tym tarasem, bo strasznie mnie to męczy. Nie mogę się niczym przez to zająć. Co więcej ciągle ciągnie mnie na zakupy i kupuje jakieś sukienki, spodnie, bluzeczki. Odkąd zrobiła się szczupła laska. Ciągle się stroi. Wczoraj wyciągnęła mnie do Futura. Moja trochę w tym wina, bo kupiła sobie piękną sukienkę w kwiaty, a mnie się jeszcze spodnie spodobały. No i nie było rozmiaru. Ale pani uprzejma sprowadziła po kilku dniach do sklepu. Wygląd ślicznie. A cieszy ją ta nowa swoja postać jak małego pieska pchełki.
Na zdjęciu truskawkowa mrożona kawa.

Komentarze
Pamiętam jak cierpiałem gdy z kumplami chodziliśmy na grandę na działki - oni objadali się czereśniami, wiśniami, śliwami a ja grzebałem w ziemi za marchewką lub pietruszką...