Wyprawowo

Dzisiejszy post będzie poniekąd odpowiedzią na komentarz z poprzedniego. Ale zanim to zrobię. Muszę zapisać coś ważnego. Poprzednia moja praca to była wspaniała firma. Nie dlatego, że tak dobrze płacili czy jakieś inne profity. Przede wszystkim kultura pracy była tam na najwyższym poziomie. Tworzyli ją ludzie i to Ci z najwyższych stanowisk. Było trzech właścicieli. Pan Maciek, Pan Tadeusz i Szymon. Wszyscy sobie mówili na Ty. Zresztą odkąd zacząłem pracować w prywatnych firmach nie wyobrażam sobie mówienia komuś z pracy na Pan. Pan Maciek i Pan Tadeusz byli Panami w moim przypadku z czystego szacunku. Dzieliła nas też pewna różnica wieku. Ja wtedy byłem przed trzydziestką. Nadal utrzymujemy kontakty. Pan Tadeusz nawet zaczął budować w tamtym roku dom w mojej okolicy. Dwa dni temu przeczytałem informację, że w Krakowie z tramwaju na łuku torowiska wypadł razem z drzwiami pasażer i jest w ciężkim stanie w szpitalu. Wiadomość jakich wiele. Zaraz zapomniałem co przeczytałem. Podobno stojąc, prawdopodobnie puścił się poręczy w momencie jak tramwaj wjeżdżał na łuk. Zachwiał się, upadł na drzwi, a te wyleciały razem z nim. Dziś dowiedziałem się, że tym nieszczęsnym pasażerem był właśnie Pan Tadeusz. Jutro jest w jego intencji msza, nie wiem jednak czy zdołam dotrzeć.

A teraz odpowiedź na komentarz z poprzedniego posta. Wprost: Tak w zasadzie to każdy rowerzysta jest poniekąd mechanikiem. Od kilku lat intensywnie uprawiam tak zwaną górską turystykę rowerową. Nazwę chyba sam wymyśliłem. Po prostu rowerem po górach zwiększam dzienny zasięg dwu-trzy krotnie. Może tracę na podejściach, ale zyskuję na zjazdach i dojazdach. Poza tym ogromną frajdą jest zjeżdżać kilka czy nawet niekiedy kilkanaście kilometrów leśnym traktem, czy wąską asfaltówką. Byłem już trzykrotnie w Karpatach Ukraińskich na rowerze. W tym raz samotnie. Są to wyjazdy kilkudniowe z namiotem. Śpię gdzie popadnie. Zwykle na szczycie góry lub po prostu w krzakach czy lesie. Takie kilkudniowe wycieczki odbywam samotnie. Preferuję dwu-dniowe z jednym noclegiem po drodze. Pierwsza moja wyprawa, o ile pamiętam cztero czy pięciodniowa to był wyjazd w Karpaty Ukraińskie. Zapakowałem do plecaka ponad 15 kg Byłem wtedy bardzo niedoświadczony. Opłaciłem to otarciami tyłka aż do krwi. Teraz mój plecak waży nie więcej niż 7 kg Do tego na specjalnie wykonanym na zamówienie bagażniku spoczywa namiot. Taka jednoosobowa trumna. 1.6 kg z doskonałym tropikiem. Kalimata i butelka muszynianki.
Na kierownicy pokrowiec na aparat lub specjalna torba, do której można jeszcze upchnąć dodatkowy obiektyw. Na kierownicy jest też kamerka sportowa wraz z uchwytem i licznik rowerowy GPS z zapisem śladu marki Holux. 24 godziny bez ładowania. Mam też odtwarzach MP3 do słuchania audiobooków wielkości pudełka zapałek 36 godzin bez ładowania.
Pod siodełkiem dętka na zmianę, zestaw specjalnych kluczy rowerowych, łatki, klocki hamulcowe, kilka spinek łańcucha, olej do łańcucha i uchwyt do przerzutki. Kiedyś urwałem. Zwój drutu, kawałek sznurka, kiedyś bardzo się przydały.

W plecaku:
Śpiwór 0,7 kg
Komplet bielizny termoaktywnej, chyba, że są spodziewane upalne noce. Ale i tak po dziesięciogodzinnej jeździe po górach występuje gorączka powysiłkowa i dreszcze.
Lekkie wiatro i deszczo odporne spodnie i kurtka firmy berkner.
Spodenki i koszulka rowerowa na zmianę.
Bielizna na każdy dzień. z zastrzeżeniem, że maksymalnie trzy pary. (po prostu piorę i rozwieszam potem na kalimacie do wyschnięcia w trakcie jazdy)
Zapasowe baterie do telefonu, kamery i aparatu
Drugi telefon z GPS-em i mapami. Teraz został zastąpiony tabletem
Mapa papierowa obszaru po którym się poruszam
Kilka batonów energetycznych
Specjalny mały turystyczny, szybkoschnący ręcznik, mydło w płynie w małej tubce 100ml, pasta do zębów w małej tubce, filtr 30-tka, szczoteczka do zębów
Widelco-łyżko-nóż. Na Ukrainę duży nóż do obrony przed złymi ukraińcami, ten nadaje się doskonale też do innych celów obozowo-ogniskowych.
Czołówka i zapasowe baterie do niej. Czerwona lampka sygnalizacyjna zapinana na plecak lub namiot abym go w nocy znalazł jak wychodzę na siku. Specjalna przetwornica do ładowania sprzętu z baterii + kabelek USB. Sieciowa ładowarka USB Wszystkie urządzenia łącznie z licznikiem rowerowym mają ładowanie przez USB. Dodatkowe karty pamięci do aparatu i kamery. Rękawiczki ogrodowe, aby się nie upaprać jak choćby łańcuch spadnie czy trzeba zmienić dętkę.
Apteczka, a w niej: plastry, gaza, opatrunki. Nożyczki, zapałki, zapalniczka, krzesiwko. Leki na sraczkę, przeciwbólowe, na gardło i przeciwzapalne. Specjalny krem na oparcia. chusteczki higieniczne
Mam nadzieję, że wszystko wymieniłem

Komentarze

Ewa pisze…
Podziwiam, rozumiem i często utożsamiam się z Nomadem.

Myślę też, że każdemu pisany jest los.

Pozdrawiam :))))*
makroman pisze…
Tak to rozumiem, Sam na wyprawach przyjmuję funkcję mechanika, gdyż zauważyłem ze wiele osób nie zdaje sobie sprawy co to znaczy nawet jedna wyłamana szprycha gdy jest się na wyprawie rowerowej, a do domu setki kilometrów.