Byliśmy w Czeskiej Szwajcarii, zachwyciliśmy się i przemarzli. Przybyliśmy tam prawie na 20:00 Było trochę kłopotu ze znalezieniem kwatery. Schowała się za kościołem. Mieliśmy dwa pokoje z łazienką i kuchnią za jedyne 37 zł w przeliczeniu za noc za osobę. Stare miasto i stare budownictwo. Nie było jednak źle. W końcu pojechaliśmy tam zwiedzać, a nie mieszkać.
Nie obyło się też bez przygody na autostradzie. Mijałem Tir-a gdy eksplodowała w nim opona. Jakimś niepojętym szczęściem nic nam się nie stało. Samochód i rowery też całe. Prawdopodobnie pęd powietrze wyrzucił szczątki nad samochód. Niesamowity huk i chmura gumowych szczątków. Basia aż krzyknęła, bo największy ochłap poleciał prosto w nią. Zatrzymaliśmy się. Okazało się, że jest czarna smuga przez maskę samochodu. Ale pocierając palcem bez problemu schodzi. Byłem przekonany, że urwało nam rowery. Na szczęście nic im się nie stało. Pojechaliśmy dalej.
Na kolejny dzień z samego rana, a był to ciepły i słoneczny dzień podjechaliśmy na szlak, którym doszliśmy do Kamenicy z przeprawami łodzią. Przepiękny kanion w którym płynie rzeka.
Potem do Pravcickiej Brany i skałami dalej. Zrobiliśmy około 25 km. Tenia dała radę.
Drugi dzień, kontynuacja tego czerwonego szlaku. Też około 25 km, ale tu teren bardzo trudny. Ciągłe wspinanie się po skałach. Po pochylniach, schodach i drabinkach. Niestety pogoda znacznie się popsuła. Pod koniec temperatura spadła do 5 stopni. Tu Tenia wymiękła w Jetrihovicach. Została tam na obiad i odpoczynek. My pognaliśmy jeszcze jednym czerwonym szlakiem zobaczyć kolejną rzeczkę w kanionie. Najlepsze, że po odpoczynku miała pójść około 4 km do samochodu. My poszliśmy około 6 + te 4 do samochodu. Okazało się po dojściu, że jej nie ma. Nie odbiera telefon. Na szczęście mieliśmy drugie kluczyki. Postanowiliśmy ją szukać. Okazało się, że mimo dodatkowego szlaku dotarliśmy jakieś 20 min wcześniej niż ona.
Trzeci dzień miał być rower do Niemiec. Niestety zaczął się mżawką. Rzuszyliśmy pieszo na improwizowaną trasę, która okazała się bardzo terenowa i ciekawa. Po drodze zdobyliśmy chyba najwyższy szczyt w okolicy 619 m. Przeszliśmy 30 km. Tenia dotarła wykończona. Ale wyjaśniliśmy jej przed wyjazdem w jaki sposób my odpoczywamy. Sama chciała.
Na czwarty dzień, dzień wyjazdu. Wyszło słońce, przynajmniej rano. Poszliśmy na msze, czeską mszę. Trafiliśmy na święto z biskupem. W kaplicy dosłownie 30 osób. Czesi to jednak mało religijny naród. W swojej historii mają niechlubne zdarzenie związane z władzami kościelnymi. Po drodze do domu odwiedziliśmy Pańską Skałę. Ostatnie zdjęcia z albumu. Oczywiście mamy już rezerwację na sierpień na tydzień, tym razem w samym środku w Jetrihovicach. Wracamy i to chyba nie ten jeden raz. Zanosi się na to, że pojedziemy tam jeszcze kilka razy.
Nie obyło się też bez przygody na autostradzie. Mijałem Tir-a gdy eksplodowała w nim opona. Jakimś niepojętym szczęściem nic nam się nie stało. Samochód i rowery też całe. Prawdopodobnie pęd powietrze wyrzucił szczątki nad samochód. Niesamowity huk i chmura gumowych szczątków. Basia aż krzyknęła, bo największy ochłap poleciał prosto w nią. Zatrzymaliśmy się. Okazało się, że jest czarna smuga przez maskę samochodu. Ale pocierając palcem bez problemu schodzi. Byłem przekonany, że urwało nam rowery. Na szczęście nic im się nie stało. Pojechaliśmy dalej.
Na kolejny dzień z samego rana, a był to ciepły i słoneczny dzień podjechaliśmy na szlak, którym doszliśmy do Kamenicy z przeprawami łodzią. Przepiękny kanion w którym płynie rzeka.
Potem do Pravcickiej Brany i skałami dalej. Zrobiliśmy około 25 km. Tenia dała radę.
Drugi dzień, kontynuacja tego czerwonego szlaku. Też około 25 km, ale tu teren bardzo trudny. Ciągłe wspinanie się po skałach. Po pochylniach, schodach i drabinkach. Niestety pogoda znacznie się popsuła. Pod koniec temperatura spadła do 5 stopni. Tu Tenia wymiękła w Jetrihovicach. Została tam na obiad i odpoczynek. My pognaliśmy jeszcze jednym czerwonym szlakiem zobaczyć kolejną rzeczkę w kanionie. Najlepsze, że po odpoczynku miała pójść około 4 km do samochodu. My poszliśmy około 6 + te 4 do samochodu. Okazało się po dojściu, że jej nie ma. Nie odbiera telefon. Na szczęście mieliśmy drugie kluczyki. Postanowiliśmy ją szukać. Okazało się, że mimo dodatkowego szlaku dotarliśmy jakieś 20 min wcześniej niż ona.
Trzeci dzień miał być rower do Niemiec. Niestety zaczął się mżawką. Rzuszyliśmy pieszo na improwizowaną trasę, która okazała się bardzo terenowa i ciekawa. Po drodze zdobyliśmy chyba najwyższy szczyt w okolicy 619 m. Przeszliśmy 30 km. Tenia dotarła wykończona. Ale wyjaśniliśmy jej przed wyjazdem w jaki sposób my odpoczywamy. Sama chciała.
Na czwarty dzień, dzień wyjazdu. Wyszło słońce, przynajmniej rano. Poszliśmy na msze, czeską mszę. Trafiliśmy na święto z biskupem. W kaplicy dosłownie 30 osób. Czesi to jednak mało religijny naród. W swojej historii mają niechlubne zdarzenie związane z władzami kościelnymi. Po drodze do domu odwiedziliśmy Pańską Skałę. Ostatnie zdjęcia z albumu. Oczywiście mamy już rezerwację na sierpień na tydzień, tym razem w samym środku w Jetrihovicach. Wracamy i to chyba nie ten jeden raz. Zanosi się na to, że pojedziemy tam jeszcze kilka razy.
Route 2 581 624 - powered by www.wandermap.net
Route 2 583 564 - powered by www.wandermap.net
Route 2 584 982 - powered by www.wandermap.net
Komentarze
Pozdrawiam :)
to poczekam do przyszłej, brzydkiej majówki :)
bo jeśli ładna, to chyba też tłok będzie