Wielki Piątek

Jestem już po pierwszym koszeniu, choć oczywiście jak i z piłą spalinową, tu postanowiłem podkosić spalinową obrzeża. Tak od razu na wiosnę. Oczywiście w połowie skończyła się żyłka i okazało się, że nie mam więcej. Na domiar złego jak już skończyłem, zapomniałem o tym, że nie skosiłem przed bramką od ulicy. Nie chciało mi się już jednak wyciągać znowu. Trawa nie jest duża. Miejscami nie bardzo było wiadomo czy w ogóle coś kosi. Przynajmniej jednak wyrównałem i będzie równo rosło. Zrobiło się bardzo świeżutko i wiosennie. A w piątek, w Wielki Piątek. Mając w pamięci wycie i ryczenie, czyli ogólne zrobienie parodii z męki pańskiej w wydaniu naszych nowych księży na parafii. Wybraliśmy się na obrzędy do Katedry na Wawelu. Owszem wszystko trwało ponad dwie i pół godziny. Ale od dłuższego czasu po raz pierwszy przeżyłem to jak należy. Miejscami, jak chór się odzywał odgrywając tłum krzyczący “ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!” Aż ciarki przechodziły. Prowadził Dziwisz, a między innymi gośćmi był “dziamdziak” tak nazywam Kaczyńskiego :) Jakoś nie lubię tego gościa. Źle mu z oczy patrzy. Daleki jestem od polityki, ale kilku z wyglądu nie akceptuję. Mimo tego, że rzadko ich oglądam. Obrzędy były piękne i sama katedra zachwyciła mnie. Adoracja krzyża odbywała się na środku i podchodziło się dwójkami przez taki wielki dywan na około obsiędziony przez dostojników kościelnych. Poszliśmy razem z Basią. Postanowiliśmy od teraz, co roku chodzić w Wielki Piątek do innego kościoła w Krakowie. Wybór katedry na Wawelu jako pierwszej okazał się znakomitym wyborem.

Komentarze

Pozdrawiam z Krakowa, gdzie jestem niespodziewanie tego roku gościem podczas tych świat. Życzę wspaniałej Wielkanocy. Bardzo fajnie czyta sie twego bloga.
Nomad pisze…
Miło mi, ja też zaglądam i chyba zasubskrybuję :)
mironq pisze…
Od kilku lat ze względu na to, aby rutyna nie przysłoniła (a i ględzona msza od religii odwieść nawet potrafi ;-) ) przeżywania wiary, "zwiedzam" kościoły w dalszej i bliższej okolicy. W obcym kościele nie ma mowy o przysypianiu i myśleniu o czymkolwiek dla zabicia czasu. Po prostu w obcym miejscu zmysły nastawione są na czujność. :-)

PS. Fioletka ma rację, że fajnie się czyta, mógłbyś jednak co jakiś czas dawać linijkę przerwy między akapitami. Wtedy czytałoby się jeszcze fajniej. Pozdrawiam :-)
Nomad pisze…
Och, tak masz rację z tymi akapitami. Mam problem ze stylistyką, interpunkcją i ortografią. To takie pisanie ciurkiem, szybko co ślina na język przyniesie. Zwykle te notatki robię pośpiesznie i byle jak. Jakoś umyka mi to, że ktoś może czytać.