Przypadkowo wczoraj trafiłem na film “Wilgotne miejsca” wg książki którą czytałem o takim samym tytule. Ściągnąłem sobie ten film, choć nie wiem kiedy odważę się go oglądnąć. Książka to jak zaglądanie komuś w majtki zupełnie bez seksualnego kontekstu. Co innego jednak czytać. Można cenzurować wyobraźnią. Ale zobaczyć interpretację na własne oczy. Muszę nabrać odwagi. Nie wiem jeszcze czy oglądnę go przez dziurkę od klucza, czy z Basią. Dziś wybieram się do rodziców, a potem idziemy do koleżanki na urodziny. Bardzo okrągła liczba i jak dla mnie przerażająca, choć jak widzę koleżankę, to kompletnie do niej niepasująca. Do naszego lustra zdaję się też. Choć człowiek własny swój obraz ma bardzo ocenzurowany. A to już tak niedługo ją dogonimy. Z koleżanką tą jedziemy razem do tej Czeskiej Szwajcarii. Tak się jakoś złożyło, że wspomnieliśmy o wyjeździe i po paru dniach spytała czy mogłaby się wybrać z nami. W wyniku różnych perturbacji z czwartą osobą na wyjazd jedziemy w trzy i mamy wspólny pokój. Ja sam i dwie kobiety. Muszę kupić sobie pidżamę. Ja chyba nie potrafię tak spać. Wczoraj mieliśmy duże parcie na rower. Zaczęło się od pięknej pogody jak zresztą dziś. Potem ruszył się wiatr i jak zacząłem wyciągać rower zaczynało głowę urywać. Zrobiło się chłodno i pochmurno. Zrezygnowaliśmy z roweru i poszliśmy pieszo. Znowu odkryliśmy ścieżkę, której do tej pory nie zwiedzaliśmy. Niestety od pierwszego kilometra zaczęło padać. Tak ledwo, ledwo. Szliśmy głównie lasem i mżawka nie przeszkadzała. Co jakiś czas wychodziło słońce i robiło się radośniej. Na przemian deszcz i słońce. W końcu zrezygnowaliśmy z dalszej wycieczki i zawróciliśmy najkrótszą drogą. W sumie zrobiliśmy prawie 20 kilometrów. Basia ostatnio znacznie straciła na wadze. Zrobiła też wszelkie badania łącznie z USG jamy brzusznej. Zarówno wyniki krwi jak i USG idealne. Te badania robi w związku z ciśnieniem. Nie wiem czy to kwestia naszych spacerów (na endomodo w kwietniu mamy zarejestrowanych 99 km, a nie zapisuje codziennych wieczornych spacerów około 5 km) zmiany przez Basię diety. Na pewno znaczący wpływ miał też stres związany z zabiegiem. Obserwuję też, że moje działania w kierunku aktywowania Basi przynoszą skutki. Od dawna nie widziałem jej tak szczęśliwej. To mnie ogromnie cieszy. Wczoraj dobrą godzinę spędziła przed lustrem przymierzając sukienki i spodnie. Ciągle przychodziła z błyskiem w oczach i pokazywała jak odstają w pasie, albo jak teraz na nią pasują jakieś z przed 10 lat. Cieszyło ją to jak małego pieska pchły. Weszła z powodzeniem nawet w obcisłą sukienkę z przed ponad 10 lat. Ma takie piękne zdjęcie w niej z nad morza. Jak Konrad był jeszcze mały. Mnie też się to udzieliło i okazało się przy ważeniu, że straciłem 2 kg.
Route 2 563 119 - powered by www.wandermap.net
Komentarze