Niestety okazało się, że spotkanie aparatu z wodą ma swoje dalsze konsekwencje. W momencie zanurzenia miałem założony obiektyw kitowy na szczęście. Ten który był z aparatem. Teraz, o ile można go jeszcze kupić, pewnie by kosztował kilkadziesiąt złotych. Niemniej jednak jest to dobry obiektyw. Taki uniwersalny zoom. Okazuje się, że padł w nim silnik do autofocusa. Obiektyw się nie rusza. Można jednak ustawiać go ręcznie i gdy aparat potwierdzi ostrość nacisnąć spust migawki. Nie jest to łatwe, ale kiedyś tak robiono zdjęcia i nie było problemu. Po prostu zrobienie zdjęcia trwa dłużej. Ten obiektyw akurat rzadko używam. Moim podstawowym obiektywem jest szerokokątny 10-20 Jak by ten padł, strata byłaby wielka. Dziś odwiedziła nas L dziewczyna Konrada. Zrobiłem bananowe placki owsiane na śniadanie i makaron ze szparagami i chorizo na obiad. Nagotowałem stanowczo za dużo makaronu. Jutro pewnie zrobię do niego tuńczyka z pieczarkami, a nie wiem czy na poniedziałek jeszcze nie zostanie. Zawsze mam problem z ilością makaronu. Odebrałem też dziś rower z serwisu. Co rok na wiosnę oddaję na przegląd. Po sezonie zawsze trzeba wymienić linki od przerzutek i klocki hamulcowe. Te zdarza mi się wymienić nawet dwa razy w sezonie. Mimo tego, że kupuje dość twarde. W tym roku doszła do tego wymiana piasty. Oznacza to również przekręcenie całego koła. Niestety jak jeździ się po pieszych szlakach turystycznych i na dodatek po górach powyżej 1000 m To trzeba zrobić od czasu do czasu mały remont roweru. W tamtym roku wymieniałem amortyzator. Przegląd roweru kosztował prawie tyle co będzie mnie kosztował przegląd samochodu. W zasadzie przy rowerze też czasami zdarza mi się wymiana oleju, w hamulcach :) Poszliśmy dziś do serwisu po rower na nogach. Około 10 km. Do Krzeszowic. Mieliśmy nadzieję pojechać gdzieś po serwisie. Wzięliśmy Basi rower. Zrobiło się jednak tak makabrycznie zimno, że zrezygnowaliśmy z jazdy. Wróciliśmy jedynie do domu. O dziwo wieczorem ociepliło się i poszliśmy jeszcze na spacer. Trasa z połączenia i pieszej drogi do serwisu i powrotu rowerowego i wieczornego spaceru. Trzeba jednak przyznać, że jak wsiadłem na rower po serwisie, to stwierdziłem, że jakbym miał nowy rower. Jak się jeździ i degraduje jakość jazdy wraz ze zużywaniem się części. Nie zauważa się tego. Potem jest kolosalna różnica. Przede wszystkim hamulce. Rower staje w miejscu. No i faktycznie piasta wymagała wymiany. Niebo a ziemia teraz z kręceniem. Co do przeglądu samochodu, już się umówiłem na sobotę po świętach. Przeglądy robię w Sączu, tam gdzie kupiłem. Jak się uda, to planuję po przeglądzie skoczyć do Magurskiego parku i zostać na niedzielę, aby pojeździć tam tym razem rowerem. Może uda mi się jeszcze kogoś namówić aby zasponsorował połowę trasy.
Route 2 552 908 - powered by www.wandermap.net
Komentarze