W drugi dzień świąt dostaliśmy zaproszenie do znajomych !?! Przestaliśmy się spotykać jakieś pięć lat temu. Basia bardzo chciała jechać, choć w planach mieliśmy w tym dniu wycieczkę. Szczerze powiedziawszy nie bardzo odpowiada mi tego typu towarzystwo. Nie mam tu na myśli gospodarzy. Ja po prostu źle się czuję w towarzystwie nastawionym jedynie na humor wywołany w najbanalniejszy ze sposobów. Zawsze stawiałem na bardziej intelektualną stronę spotkań :) Po prostu nie pasuję do takiego towarzystwa. Oczekuję czegoś więcej i raczej tylko psuję nastrój nie potrafiąc się zmusić do ogólnego rozradowania. Drażnią mnie też ludzie z ograniczoną chemicznie świadomością usiłujący mnie zmusić do robienia tego co oni chcą. Czym bardziej ktoś nalega, tym większy stawiam opór. Tak chętnie porozmawiałbym z nimi, bo nie widzieliśmy się pięć lat. Ale po godzinie zacząłem odczuwać symptomy uszkodzenia słuchu, które były zasługą piszczącej uczestniczki zabawy. No cóż drętwy jestem i tyle. A może po prostu wyrosłem już ze szczenięcych lat i oczekuję humoru na wyższym poziomie.
Przed wizytą, aby nie tracić całkowicie dnia wybrałem się na rower. Chciałem zrobić film z przejazdu ścieżką po lesie Zabierowskim. Trawersem, którym ostatnio szliśmy pieszo. Niestety popadało trochę, a są tam strome zjazdy miejscami po skałkach. Na pierwszym z nich i chyba najstromszym. Było na tyle mokro i grząsko, że przednie koło zagłębiło się w ściółkę dość znacznie. Prawdopodobnie trafiło na jakąś przeszkodę. Poślizgnęło się w bok i zablokowało. W takiej sytuacji amortyzator wszedł do końca, a ja niestety beztrosko nie obciążywszy tyłu odpowiednio przed zjazdem przeleciałem przez kierownicę. Upadłem, szacuję z około dwóch metrów biodrem na skałę, albo kłodę w liściach. Trudno to określić. Oczywiście adrenalina działała i opanowawszy ból wskoczyłem na rower. Zjechałem do końca. Dopiero w domu jak zsiadłem z roweru oceniłem co się stało. Mam ogromnego guza na biodrze i nie mogę chodzić. Wczoraj wieczorem po powrocie z wizyty dostałem chyba od tego gorączkę Od urazu nie od towarzystwa. Zastanawiałem się dziś nad USG biodra. Na razie jedynie kupiłem sobie taki specjalny żel na urazy i smaruję się. Zacisnąłem zęby i poszliśmy do Rudawy do Apteki. Mimo bólu i mojego kalectwa. Sporo nam to zajęło. Ale po pierwsze jestem niezniszczalny, a po drugie chciałem sprawdzić czy to tylko ból, czy jakieś uszkodzenie. Chcę też rozchodzić. Mam w planach nadal Magurę w sobotę i niedzielę. Nie odpuszczę. Przeszkodą może być jedynie pogoda. Potem pierwszy maja i Czeska Szwajcaria. Muszę być sprawny.
Przed wizytą, aby nie tracić całkowicie dnia wybrałem się na rower. Chciałem zrobić film z przejazdu ścieżką po lesie Zabierowskim. Trawersem, którym ostatnio szliśmy pieszo. Niestety popadało trochę, a są tam strome zjazdy miejscami po skałkach. Na pierwszym z nich i chyba najstromszym. Było na tyle mokro i grząsko, że przednie koło zagłębiło się w ściółkę dość znacznie. Prawdopodobnie trafiło na jakąś przeszkodę. Poślizgnęło się w bok i zablokowało. W takiej sytuacji amortyzator wszedł do końca, a ja niestety beztrosko nie obciążywszy tyłu odpowiednio przed zjazdem przeleciałem przez kierownicę. Upadłem, szacuję z około dwóch metrów biodrem na skałę, albo kłodę w liściach. Trudno to określić. Oczywiście adrenalina działała i opanowawszy ból wskoczyłem na rower. Zjechałem do końca. Dopiero w domu jak zsiadłem z roweru oceniłem co się stało. Mam ogromnego guza na biodrze i nie mogę chodzić. Wczoraj wieczorem po powrocie z wizyty dostałem chyba od tego gorączkę Od urazu nie od towarzystwa. Zastanawiałem się dziś nad USG biodra. Na razie jedynie kupiłem sobie taki specjalny żel na urazy i smaruję się. Zacisnąłem zęby i poszliśmy do Rudawy do Apteki. Mimo bólu i mojego kalectwa. Sporo nam to zajęło. Ale po pierwsze jestem niezniszczalny, a po drugie chciałem sprawdzić czy to tylko ból, czy jakieś uszkodzenie. Chcę też rozchodzić. Mam w planach nadal Magurę w sobotę i niedzielę. Nie odpuszczę. Przeszkodą może być jedynie pogoda. Potem pierwszy maja i Czeska Szwajcaria. Muszę być sprawny.
Route 2 568 104 - powered by www.bikemap.net
Komentarze
Pozdrawiam ciepło :)
znajomy miał podobny wypadek/przypadek - spadł z roweru, złamał obojczyk, a biodro potłukł, jak się wydawało i chodził z takim bolącym, a po kilku tygodniach jak się okazało - złamanym!
Złamanie nie zawsze uniemożliwia chodzenie, weź to pod uwagę.
Powodzenia:)