Nie, dla siebie też coś od czasu do czasu muszę zrobić. Czasami rodzi się we mnie bunt. Ciągle coś ktoś ode mnie chce, czegoś oczekuje. A ja to co? W niedziele z rana spakowałem się, rower wrzuciłem do samochodu i pojechałem do Lgoty. Początkowo miałem jechać z domu.
W planach był jednak szlak pustynny, ta część wzdłuż Białej Przemszy. Na zachód od Bukowna. Bałem się, że to może być bardzo piaszczysty teren, a ta część szlaku ma około 20 km. Z domu cała wycieczka wyszłaby ponad setkę. Po kościele jest już godzina 11:00 Ciemno robi się w tak piękny i słoneczny dzień około 17:30. Zbyt mało czasu z ryzykiem prowadzenia roweru po piachu. Zresztą tereny z domu do Lgoty mam już zjeżdżone do obrzydzenia. To ma być czysta przyjemność z wycieczki, a nie życiówka jakaś. Czy zdobywanie odznaki wytrwałości. Zanim dojechałem do szlaku pustynnego też jechałem terenowo przez las ponad 10 km. Tą trasę już pokonałem w lodzie i śniegu. Powiem szczerze, że było chyba łatwiej. Tam są piękne tereny, ale mają zasadniczą wadę dla rowerzysty. Większość ścieżek jest po prostu wielką piaskownicą. Dla roweru prawie nieprzejezdne bez specjalnych opon. Sam szlak okazał się jednak bardziej leśny niż pustynny. Jechało się w większości po igliwiu bardziej niż po piasku. Miejsce gdzie wpada Sztoła do Białej Przemszy, urokliwe.
Do momentu gdzie jechało się lasem było ok. Powrót, to była jednak udręka. Śląsk jest brzydki i zniszczony. Drogi, te wsiowe są w opłakanym stanie. Na domiar złego na 20 km przed samochodem. Złapałem gumę. Zawsze mam dwie zapasowe i dodatkowo łatki. Oczywiście jedna z nich okazała się wadliwa. Przecięta na długości centymetra. Prawdopodobnie z mojej winy złego przechowywania. Zmieniłem dętkę i jakoś dojechałem do samochodu. Mimo pięknej pogody nie zdjąłem kurtki, ani długich spodni. Wiał cały czas zimny wiatr. Podczas powrotu bardzo uciążliwy z przodu. Wycieczka jednak naładowała mi baterie, mocno ostatnio nadwyrężone.
W planach był jednak szlak pustynny, ta część wzdłuż Białej Przemszy. Na zachód od Bukowna. Bałem się, że to może być bardzo piaszczysty teren, a ta część szlaku ma około 20 km. Z domu cała wycieczka wyszłaby ponad setkę. Po kościele jest już godzina 11:00 Ciemno robi się w tak piękny i słoneczny dzień około 17:30. Zbyt mało czasu z ryzykiem prowadzenia roweru po piachu. Zresztą tereny z domu do Lgoty mam już zjeżdżone do obrzydzenia. To ma być czysta przyjemność z wycieczki, a nie życiówka jakaś. Czy zdobywanie odznaki wytrwałości. Zanim dojechałem do szlaku pustynnego też jechałem terenowo przez las ponad 10 km. Tą trasę już pokonałem w lodzie i śniegu. Powiem szczerze, że było chyba łatwiej. Tam są piękne tereny, ale mają zasadniczą wadę dla rowerzysty. Większość ścieżek jest po prostu wielką piaskownicą. Dla roweru prawie nieprzejezdne bez specjalnych opon. Sam szlak okazał się jednak bardziej leśny niż pustynny. Jechało się w większości po igliwiu bardziej niż po piasku. Miejsce gdzie wpada Sztoła do Białej Przemszy, urokliwe.
Do momentu gdzie jechało się lasem było ok. Powrót, to była jednak udręka. Śląsk jest brzydki i zniszczony. Drogi, te wsiowe są w opłakanym stanie. Na domiar złego na 20 km przed samochodem. Złapałem gumę. Zawsze mam dwie zapasowe i dodatkowo łatki. Oczywiście jedna z nich okazała się wadliwa. Przecięta na długości centymetra. Prawdopodobnie z mojej winy złego przechowywania. Zmieniłem dętkę i jakoś dojechałem do samochodu. Mimo pięknej pogody nie zdjąłem kurtki, ani długich spodni. Wiał cały czas zimny wiatr. Podczas powrotu bardzo uciążliwy z przodu. Wycieczka jednak naładowała mi baterie, mocno ostatnio nadwyrężone.
Route 2 491 954 - powered by www.bikemap.net


Komentarze