Wstałem dziś z mocnym postanowieniem popracowania jako drwal na końcu ogrodu. Do godziny 10 było nadal cztery stopnie. Mimo to, zacząłem się zbierać, choć przyznam z niechęcią. Oczywiście “pierwszy hamulcowy” zaczął mękolić - a nie chodź, po co pójdziesz. Zimno jest, przeziębisz się, a w poniedziałek masz iść oddać krew. No fakt mam iść oddać krew aby mieć wolne, bo w poniedziałek muszę pojechać z Basią na zdjęcie szwów. Zamiast brać urlop, pojedziemy z samego rana i może uda się oddać krew. Nie musiałbym brać wolnego wtedy. Ten argument mnie przekonał. Za jakiś czas jednak jak zaczęło się robić trochę cieplej. Moje parcie na ogród stało się silniejsze. Główny hamulcowy zaczął wtedy mękolić abyśmy poszli na wycieczkę. Taką krótką.
W końcu Basia jest po zabiegu. No dobra, poszliśmy. Uszliśmy jakiś kilometr i wyszło słońce. Złośliwość przyrody. Mogłem jednak iść na ogród. Ale spacer miał być krótki. Wrócimy szybko, to coś jeszcze porobię. Skończyło się jak zwykle na prawie 20 km. Stałą dolinkową trasą. Wróciliśmy o 16:00. Mimo słońca i tak było zaledwie 8 stopni. Ale bezwietrznie i mogłem spokojnie odwalić kawał dobrej roboty na ogrodzie. Ale trudno. Dopiero początek marca mamy. Będzie jeszcze sporo czasu. Jest już jasno prawie do 18:00. Może w poniedziałek coś się da zrobić. Jutro wybieram się na rower. Druga część pustynnego szlaku jak dobrze pójdzie. Okolice Bukowna znowu. A takie dziś było śniadanko jak widać na zdjęciu. Własnoręcznie przygotowane. Francuskie serowe ptysie. Do tego sałatka z łososiem i zielone smoothie ze szpinakiem.
W końcu Basia jest po zabiegu. No dobra, poszliśmy. Uszliśmy jakiś kilometr i wyszło słońce. Złośliwość przyrody. Mogłem jednak iść na ogród. Ale spacer miał być krótki. Wrócimy szybko, to coś jeszcze porobię. Skończyło się jak zwykle na prawie 20 km. Stałą dolinkową trasą. Wróciliśmy o 16:00. Mimo słońca i tak było zaledwie 8 stopni. Ale bezwietrznie i mogłem spokojnie odwalić kawał dobrej roboty na ogrodzie. Ale trudno. Dopiero początek marca mamy. Będzie jeszcze sporo czasu. Jest już jasno prawie do 18:00. Może w poniedziałek coś się da zrobić. Jutro wybieram się na rower. Druga część pustynnego szlaku jak dobrze pójdzie. Okolice Bukowna znowu. A takie dziś było śniadanko jak widać na zdjęciu. Własnoręcznie przygotowane. Francuskie serowe ptysie. Do tego sałatka z łososiem i zielone smoothie ze szpinakiem.
Route 2 490 157 - powered by www.wandermap.net

Komentarze