No i zima się skończyła. Po co ja sobie kupiłem narty skitourowe? Co więcej, teraz myślałem o kupnie takich backcountry, śladowych. To takie szersze biegówki. Lekkie z lekkimi zwykłymi butami. Takie w sam raz na pagórki. No i deszcz pada. Dobra nasza, że w tamtym tygodniu wybraliśmy się nad to źródło Sztoły. Teraz jest +2 stopnie. Udało mi się wczoraj umyć samochód, bo był cały w soli. Nie będzie czysty, ale przynajmniej sól nie będzie go zżerała. Miałem robić w ciągu tygodnia apteczkę. Zaprojektowałem sobie ją i poszedłem dociąć części, ale facet mnie tak skołował i na dodatek powiedział, że we czwartek będzie dopiero ten co docina, że wróciłem z niczym i postanowiłem jeszcze trochę przeprojektować. Ale jutro twardo jadę docinać. Już wszystko wiem. Muszę się zebrać i kupić też akcesoria do uszycia tego pokrowca, też mam nowy pomysł i muszę trochę przeprojektować. Okropnie wzięła mnie sztuka kulinarna. Co dzień coś piekę i gotuję. Basia narzeka, że za dużo tego jedzenia i ciast. I będzie gruba. Ja na to, że nie musi jeść. Ona - kiedy to takie pyszne… I tak leci czas ten niby zimowy. No i czytam na potęgę. W styczniu, to chyba padł rekord. 10 książek. Oto jedna z nich, pasująca bardzo do tego wpisu:
Filozofia pisana poetyckim językiem. Dzięki temu bardzo przystępna, bez trudnych słów i trudnych myśli. Pisanie o sprawach codziennych. Mistrzowski opis pierogów z wiśni i postrzegania ścierki do podłogi. Autorka pisze też o rodzeniu, cierpieniu i umieraniu jako o codzienności, o tym co nieuchronne i oczywiste. Przez cierpienie pełniej odczuwamy istnienie. Okrutne, ale prawdziwe. Najpełniej czujemy życie tracąc je. Na świat przechodzimy przez szczelinę istnienia, Postrzegamy go przez te szczeliny. Kobieca ta książka bardzo. Na koniec mamy podaną mięsność naszego istnienia wraz z opisem uboju i oprawiania jagnięcia, które umierając daje nam siebie w darze jako życie. My też swoje damy w ofierze robakom i poprzez to istnienie istnieć będziemy. Prosta filozofia bez doszukiwania się ukrytych znaczeń, bez poszukiwania nadrzędnego celu. Wszystko jest proste i oczywiste wystarczy to zaakceptować.
Filozofia pisana poetyckim językiem. Dzięki temu bardzo przystępna, bez trudnych słów i trudnych myśli. Pisanie o sprawach codziennych. Mistrzowski opis pierogów z wiśni i postrzegania ścierki do podłogi. Autorka pisze też o rodzeniu, cierpieniu i umieraniu jako o codzienności, o tym co nieuchronne i oczywiste. Przez cierpienie pełniej odczuwamy istnienie. Okrutne, ale prawdziwe. Najpełniej czujemy życie tracąc je. Na świat przechodzimy przez szczelinę istnienia, Postrzegamy go przez te szczeliny. Kobieca ta książka bardzo. Na koniec mamy podaną mięsność naszego istnienia wraz z opisem uboju i oprawiania jagnięcia, które umierając daje nam siebie w darze jako życie. My też swoje damy w ofierze robakom i poprzez to istnienie istnieć będziemy. Prosta filozofia bez doszukiwania się ukrytych znaczeń, bez poszukiwania nadrzędnego celu. Wszystko jest proste i oczywiste wystarczy to zaakceptować.

Komentarze
Udało mi się dostosować wiązania zjazdowe do zwykłych butów, ale w zjazdowych biegać się nie da, prawdę powiedziawszy zjeżdżać też się już teraz nie daje... ;-)