Niestety, zabiegu Basia nie miała. Powód - wysokie ciśnienie. Odebrałem ją od razu we wtorek. Dostała wypis dopiero w południe. Wściekła na cały świat. Momentami zastanawiałem się, czy nie będzie lepiej zatrzymać się i wziąć taksówkę. Bałem się jednak, że kierowca taksówki może się okazać mniej odporny ode mnie. Kolejny błąd, pozwoliłem jej wykupić receptę w Aptece i okazało się, że lekarz wypisał 100% choć powinien zniżkową. Tu już było apogeum. Wybiegłem z apteki czerwony ze wstydu. Basia jest jak wulkan gorąca. Z ciśnieniem od co najmniej 20 lat twierdzę, że powinna się leczyć. Sukcesem jest to, że zaczęła zażywać te pastylki. Za dwa tygodnie zobaczymy co będzie. Przy okazji wstąpiliśmy do okulisty, mam dla siebie i rodziny darmowego w firmowej klinice. Potem do optyka. Basia sprawiła sobie całkiem ładne okulary do czytania. Dziś je odebrałem. Jak nowa kobieta :) Szkoda tylko, że Konrad nie pojechał w skały. Aczkolwiek ogniem się nie powinno bawić. Ba! nitrogliceryną. Żarty, żartami. Żal mi jej i siebie też, bo zdaję sobie sprawę co mnie czeka. Już to przechodziłem przez ponad 10 lat z teściową. Można się poświęcać dla kogoś, to nawet bywa konstruktywne i przynosi spełnienie, ale najgorzej jest jak powodem niemożności rozwiązania czy choćby opanowania problemu jest opór, niechęć, walka i pretensje osoby mającej ten problem. Trudno zmusić się do pomocy komuś, jeśli ten ktoś we wszystkim upatruje problemów i szuka nieszczęść. Nie ma takiej siły, która by człowieka uszczęśliwiła, gdy ten szczęśliwym być nie chce. Zdaję sobie sprawę, że łatwo mówić nie będąc w takiej sytuacji. Ale znałem ludzi, czytałem blogi osób, którzy byli w sytuacji tysiąckroć gorszej. Zresztą miałem przykład teścia. Aż miło było go wspierać. Nie zabrał mi nic, tylko wiele dał wtedy gdy woziłem go po szpitalach, czy załatwiałem leki. Pamiętam nawet takie “czarodziejskie” z Indii. Ja chcę Basię wspierać, tak sobie wyobrażam starość, ale jak mam to robić jak gryzie i kopie. Szkoda, że wpis ten jest smutny. Wszytko czego doświadczamy jest nauką. Tak ujmując wszystko ma pozytywne skutki. Mam taką teorię od dawna, że wszelkie zdarzenia, nawet te najtragiczniejsze i najgorsze zdarzenia, są po to aby zapobiec jeszcze gorszym, abyśmy mogli wyciągnąć wnioski i nauczyć się czegoś. Mieć siłę podołać jeszcze gorszym. Kiedyś prosiłem Boga aby dał mi drugą szansę po dziesięcioletnim zmaganiu się z oporem teściowej przy jej chorobie. Miałem sobie wiele do zarzucenia. Ale jak już mówiłem trudno być spokojnym jak ktoś gryzie i kopie z wdzięczności. Może właśnie mam drugą szansę? Przecież przewidziałem to. Dziś mnie olśniło przy oglądaniu pewnego dokumentalnego filmu. Czemu Stalin był tak okrutny? Dzięki temu z zacofanego, chłopskiego kraju stworzył militarną uprzemysłowioną potęgę. Rządami terroru i strachu stworzył armię, której żołnierze bardzie bali się swego przywódcy niż wroga. Stworzył potęgę zdolną stawić opór Hitlerowi i wygrać wojnę. Tę wojnę też wygram, tylko muszę ją przestać postrzegać jako wojnę.
Komentarze
Uściski :)
Nie zgadzam się na wyznaczanie najbliższym osobom roli 'chłopca do bicia' i już:)
Miłość, współczucie i wspieranie w chorobie nie musza polegac na uleganiu kaprysom, złości, etc, nie zostaną też wtedy docenione, jak sądzę.