Źródła Sztoły

Z rana jak planowałem, zrobiłem pancakes amerykańskie. Znaczy przepis był oryginalnych amerykańskich. Ja jednak zrobiłem dwa większe. Dla mnie i dla Basi. Normalnie amerykanckie robi się mniejsze i układa w stos. No i bez jakiegoś tam syropu klonowego. Zwykły polski dżem.

Śniadanie wyborne. Mam jeszcze jedną maślankę i zrobię sobie na jutro do pracy. Na sam wieczór po wycieczce zrobiłem ten rosbef. Szybko smacznie. Na 40 min do piekarnika i już był gotowy. Wcześniej jedynie natarłem różnymi przyprawami. A na wycieczce byliśmy u źródeł Sztoły. Zainspirowany pewnym pięknym zdjęciem na G+ postanowiłem odwiedzić to miejsce. Z rana zrobiło się słonecznie. Ruszyliśmy późno, około 12:00. Podjechaliśmy samochodem do Lgoty. Do Bukowna, gdzie w zasadzie zrobione to zdjęcie jest około 15 km. Ale mnie chodziło o to aby po pierwsze przejść się na dłuższy spacer, po drugie zaliczyć źródło Sztoły. Wspaniałe rejony na spacery i na jazdę rowerem.

Oczywiście w lecie. Dojście do źródeł Sztoły zajęło nam prawie 2 godziny, ponad 7 km. Pięknie, śnieżnie. Niestety już nie starczyło czasu aby przejść się wzdłuż rzeki, to będzie kolejna wycieczka. Słońce skryło się już za chmurą i temperatura spadła do -12. Zaczęło trochę szczypać w nos. Postanowiliśmy wracać. Na pół godziny przed dojściem do samochodu zaczęło sypać śniegiem i zrobiło się naprawdę zimno. Dotarliśmy na 16:00 do samochodu. Po drodze, w momencie gdy zaczął sypać śnieg, a jeszcze w oddali widać było jak świeci słońce. Pojawiła się tęcza.

W zimie to niecodzienny widok. Zrobiłem zdjęcie, ale raczej do publikacji się nie nadaje.

A co do samochodu Konrada. Już wczoraj ruszył. Odpalił w garażu jak odmarzł. Zostawiliśmy go jednak na całą noc. Rano musiałem odśnieżać swój samochód. Stał na zewnątrz. Sporo było śniegu. Wsiadłem. Przekręcam kluczyk. Brak jakiejkolwiek reakcji. Nic. Jedynie świecą się kontrolki. Samochód nawet nie próbuje zapalić. Ale patrzę świeci się kontrolka. Samochód z kluczykiem. Z mechaniki i samochodów to ja jestem noga. Nie cierpię mechaniki. Ale coś mnie tknęło. Zostawiłem kluczyk przekręcony i zacząłem dalej odśnieżać. Wsiadłem z powrotem. Kontrolka zgasła. Zapalam, od tak zwanego kopa. Bez żadnych problemów zapalił.

Pojechaliśmy do kościoła. Po kościele znowu zapalam. Patrzę, ponownie ta kontrolka. Ale zgasła dosłownie po dwóch sekundach. Zapalił bez problemu. Po wycieczce też kontrolka, przez jakieś pięć sekund i brak reakcji na zapalanie. Wygląda na to, że to jakiś specjalny taki system. Może rozgrzewa paliwo czy coś w tym rodzaju. Jestem pewien, że to nie jakaś awaria. Muszę poczytać w książce od samochodu i popytać innych.

Route 2 422 719 - powered by www.wandermap.net

Komentarze

Bożena pisze…
fajny zimowy spacer, a po tym spacerku, taki obiadek to w sam raz :)
pensjonarka pisze…
ładnie:) świetne widoki, takich wycieczek zazdroszczę:)
makroman pisze…
Niezła trasa.

"Z mechaniki i samochodów to ja jestem noga. Nie cierpię mechaniki". od czego ta kontrolka?
Jeśli od akumulatora, to sprawdź poziom zasolenia baterii - być może elektrolit osłabł i akumulator musi chwile popracować na "martwym ciągu" aby zgromadzić odpowiedni ładunek.
Jeśli masz diesla to trzeba poczekać aż świece żarowe zadziałają (kilkanaście sekund)
Być może to też kwestia któregoś z przekaźników które zmarznięte przerywają obwód - ale na tym jako elektronik już powinieneś znać się lepiej ode mnie.
Nomad pisze…
To kontrolka imobilajzera, nie ma związku. Moja nadinterpretacja.