Wczoraj Basia mnie opieprzała abym nie robił takich pysznych ciasteczek, a już na pewno czekolady. Bo jej tyłek urośnie jak będzie takie jadła. Dziś mnie od wejścia z pracy niemalże błagała abym zrobił jeszcze bo Konrad jej wyżarł te co z wczoraj zostały. No to zrobiłem 40 szt. W tym 10 z żurawiną.
Jakieś dwa tygodnie przed świętami znalazłem gdzieś przepis na świąteczną nalewkę. Wrzucało się do słoja masę suszonych owoców. Do tego orzechy, przyprawy i pomarańczę wraz ze skórką. Zalałem wszystko litrem wódy. Do tego jeszcze 100 ml spirytusu. Święta przeszły. Musiała odstać miesiąc. Wreszcie parę dni temu zlaliśmy do butelki. Wyszło trochę ponad pół litra. A gdzie reszta? Zostało w owocach. No przecież nie można tego zmarnować.
Na dodatek takie owoce - pychota. Tylko potem trudno sobie w drzwi trafić. Właśnie podjadam sobie taką żurawinkę wódkową. Po niecałym tygodniu zostało już tylko pół słoika. Najwięcej Basia wyżera. Nalewka poszła do piwnicy odstać jeszcze z parę tygodni i dojrzeć już przefiltrowana. Ale nawet taka jest też pyszna.
W poniedziałek, albo w niedzielę. Sam już nie pamiętam. Wybraliśmy się do Ojcowa (mamy 12 km) na spacer. Pochodziliśmy sobie trochę. Ładnie tam, ale bardzo zaniedbane, szczególnie podwórka prywatnych posesji. To park narodowy i wyjątkowe miejsce. Powinny być jakieś regulacje prawne. Aby choć trawę skosić. Wczoraj mieliśmy iść do kina, ale zapowiedział się ksiądz. Po raz pierwszy zbuntowałem się i nie wziąłem urlopu, zresztą nie bardzo mogłem. Już minęły czasy jak ludzie na wsi pracowali na roli i byli w domu od rana. Teraz ludzie pracują. Może najwyższy czas zmienić porę takich wizyt. Poza tym ksiądz chodzi od 8:30 i nie wiadomo czy będzie o 10:00 czy 16:00. Już parę razy tak było, że wziąłem urlop i od rana czekałem do 17:00. Przyszedł, posiedział 10 min i tyle. Zaczyna mnie to ostatnio irytować trochę. Jak człowiek poczyta trochę.
Szczególnie “alternatywnych” źródeł. Zaczyna mu się rozjaśniać w głowie. Zaczyna dostrzegać pewne związki, podobieństwa, nawiązania. Pranie mózgu od chrzcielnicy począwszy mu przechodzi. Zaczynam mniej bezkrytycznie patrzeć na to co teraz i co było w historii. Nie wiem, może tracę wiarę, ale pomału mnie to wkurza. Nie tak miało być. Niestety dochodzę do wniosku, że przez ponad 2000 lat wypaczono nauki Tego, który poświęcił się dla ludzkości. Pomijając czy był synem bożym, czy tylko kolejnym filozofem. Chciał dobrze i miał piękne idee. Ale spieprzyliśmy to totalnie.
Dziś odebrałem zamówiony przenośny dysk 2TB. W komputerze TV mam 3TB dysku, ale zaczyna kurczyć się ta przestrzeń. Archiwum zdjęć i filmów ma ponad 1TB W tej chwili właśnie się przegrywa na ten przenośny. Fajna zabawka. Do tego tania. Szukając takiego dysku zdziwiłem się cenami. Byłem bardzo mile zaskoczony jak zdążyły stanieć takie pojemności.
Jakieś dwa tygodnie przed świętami znalazłem gdzieś przepis na świąteczną nalewkę. Wrzucało się do słoja masę suszonych owoców. Do tego orzechy, przyprawy i pomarańczę wraz ze skórką. Zalałem wszystko litrem wódy. Do tego jeszcze 100 ml spirytusu. Święta przeszły. Musiała odstać miesiąc. Wreszcie parę dni temu zlaliśmy do butelki. Wyszło trochę ponad pół litra. A gdzie reszta? Zostało w owocach. No przecież nie można tego zmarnować.
Na dodatek takie owoce - pychota. Tylko potem trudno sobie w drzwi trafić. Właśnie podjadam sobie taką żurawinkę wódkową. Po niecałym tygodniu zostało już tylko pół słoika. Najwięcej Basia wyżera. Nalewka poszła do piwnicy odstać jeszcze z parę tygodni i dojrzeć już przefiltrowana. Ale nawet taka jest też pyszna.
W poniedziałek, albo w niedzielę. Sam już nie pamiętam. Wybraliśmy się do Ojcowa (mamy 12 km) na spacer. Pochodziliśmy sobie trochę. Ładnie tam, ale bardzo zaniedbane, szczególnie podwórka prywatnych posesji. To park narodowy i wyjątkowe miejsce. Powinny być jakieś regulacje prawne. Aby choć trawę skosić. Wczoraj mieliśmy iść do kina, ale zapowiedział się ksiądz. Po raz pierwszy zbuntowałem się i nie wziąłem urlopu, zresztą nie bardzo mogłem. Już minęły czasy jak ludzie na wsi pracowali na roli i byli w domu od rana. Teraz ludzie pracują. Może najwyższy czas zmienić porę takich wizyt. Poza tym ksiądz chodzi od 8:30 i nie wiadomo czy będzie o 10:00 czy 16:00. Już parę razy tak było, że wziąłem urlop i od rana czekałem do 17:00. Przyszedł, posiedział 10 min i tyle. Zaczyna mnie to ostatnio irytować trochę. Jak człowiek poczyta trochę.
Szczególnie “alternatywnych” źródeł. Zaczyna mu się rozjaśniać w głowie. Zaczyna dostrzegać pewne związki, podobieństwa, nawiązania. Pranie mózgu od chrzcielnicy począwszy mu przechodzi. Zaczynam mniej bezkrytycznie patrzeć na to co teraz i co było w historii. Nie wiem, może tracę wiarę, ale pomału mnie to wkurza. Nie tak miało być. Niestety dochodzę do wniosku, że przez ponad 2000 lat wypaczono nauki Tego, który poświęcił się dla ludzkości. Pomijając czy był synem bożym, czy tylko kolejnym filozofem. Chciał dobrze i miał piękne idee. Ale spieprzyliśmy to totalnie.
Dziś odebrałem zamówiony przenośny dysk 2TB. W komputerze TV mam 3TB dysku, ale zaczyna kurczyć się ta przestrzeń. Archiwum zdjęć i filmów ma ponad 1TB W tej chwili właśnie się przegrywa na ten przenośny. Fajna zabawka. Do tego tania. Szukając takiego dysku zdziwiłem się cenami. Byłem bardzo mile zaskoczony jak zdążyły stanieć takie pojemności.
Route 2 407 398 - powered by www.wandermap.net


Komentarze
A księdzu zawsze można zaproponować spotkanie w godzinach popołudniowych.
W mojej parafii nie ma takiego problemu. Ksiądz rozpoczyna kolędę o godzinie 17:00.
A zewnętrzny dysk to świetny wynalazek. Już od dłuższego czasu gromadzę na nim wszystkie zdjęcia, a potem kopiuję wybrane na komputer.
Pozdrawiam