Nimfomanka

Już w czasach szkolnych lubiła wisieć głową w dół ściskając w udach sznur do wspinaczki na lekcjach WF-u W tej scenie końcówka liny usztywniona skórą podryguje niczym ejakulujący fallus. I to byłby swoisty przedmiot filmu. Niestety to jedyna tak wymowna scena w tym filmie. A szkoda, bo liczyłem na ambitny film. Film o takim tytule powinien być albo zmysłowy, albo rysować obrazem i pisać wyraziście słowem.
Fabuła, to opowieść snuta przez dojrzałą już kobietę, starszemu mężczyźnie. Podzielona na pięć rozdziałów. To pierwsza część filmu, bowiem całość podzielono na dwie. Życie, to długa opowieść. Jest tu kilka dobrych przenośni. Porównanie zdobywania kochanków do wędkowania. Kobiety zastawiają sidła. Trzech kochanków jak polifonia w utworze. Czy wreszcie, mnie najbardziej fascynujące wskazanie na ciąg fibonacciego: Dwukrotna penetracja waginalna i trzykrotna analna. Całość pięć - kolejna liczba z ciągu. To zbyt dorosłe na rozdziewiczanie koleżanki przez młodzieńca. Choć… czasy się zmieniły. Zbyt dużo groteskowości w scenach seksu, a opowieść to raczej tragiczna. Groteskowe jest wyskakiwanie do pralni szpitalnej co parę chwil na małe bzykanko podczas konania ojca. Tak, gdy wojna, rodzi się więcej dzieci. Ludzie w obliczu stresu i zagłady kopulują na potęgę. To taka samoobrona natury. Królik byłby lepszym zilustrowaniem popędu seksualnego niż chomik. No, ale może zależy to od narodowości. Groteskowe są pretensje matki trojga dzieci wobec kochanki męża. Film do mnie nie przemawia, ale może muszę go przetrawić i musi we mnie dojrzeć. Jak zawsze bawię się w zamianę ról przy takich okazjach. Wstawmy mężczyznę w miejsce pokrzywdzonej. Tak dokładnie. Kobieta sama tak siebie przedstawia. Ba! Ma sobie wiele do zarzucenia. Bardzo to szablonowe. Bohaterowie wpasowują się dokładnie w rolę przydzielone przez płeć. Nie dość, że dostała po mordzie od kochanka, to jeszcze uważa, że to jej wina. Ma wyrzuty sumienia, że się puszczała i niszczyła innym życie i rozbijała rodziny. Nie czuje się królem życia jak Casanova - zdobywca kobiet. Choć pierwszy rozdział chce nam to wyraźnie pokazać. Słuchający opowieści usiłuje ją ciągle rozgrzeszać nie widząc nic wielkiego w tym co robiła. Jednak sam przy wyborze pierwszeństwa ręki u której obcinamy paznokcie kładzie za powód, łatwość, a kobieta przyjemność wywodzącą się z tej łatwości. To powinno być odwrotnie. Nie wiem czy wybiorę się na kontynuację. Byli tacy, którzy wychodzili w połowie tej pierwszej. Wiele scen było po prostu niesmacznych. Nie wulgarnych, po prostu niesmacznych. Medyczne zabiegi na kobiecym kroczu, czy przegląd penisów, to niełatwe na dużym ekranie wśród żrących popcorn i chłepcących colę. Ten film nie nadaje się na wyświetlanie go w multipleksie. Pierwszą minutę dźwięku podczas ciemnego ekranu prawie przegapiłem.

Komentarze

makroman pisze…
Cóż Trier to trudny gość w odbiorze - przyznam że mnie męczy - choć scena gdy bohaterka Melancholii pieści się pod otwartym niebem to czysta poezja erotyczna.