Jak jeść wiśnię

Oczywiście jak dziś pojechałem z rana zatankować. Musiałem z rana, bo w miejscu, gdzie zwykle pokazywana jest liczba kilometrów możliwych do przejechania na tym co w baku. Pojawiły się kreski. Tankowanie zajmuje trochę i do pracy dojechałem jakieś dziesięć minut później. Miejsca w garażu już nie znalazłem. Po pracy wyszedłem na parking i zamiast samochodu znalazłem bryłę lodu. Ale nic to. Włączyłem laser, który mam w oczach i lód rozpuściłem. Trochę to zajęło. Na drodze lodowisko. Pada deszcz i od razu zamarza. No przecież, skoro takie warunki, akurat dziś z Basią musiałem pojechać na wizytę u lekarza, już ostatnia przed zabiegiem. Wizyta o 20:30! Na szczęście przestało padać. Pozytywne jest to, że teraz deszcz przerodził się coś białego. Na razie nie wygląda to jeszcze całkiem jak śnieg. Ale tak już trochę jak przedśnieg. No i mróz, że aż trzeszczy. Całe -2.5. A jutro mam rozmowy kwartalne. Sześć osób. W poczekalni u lekarza pisałem sobie tematy i pytania. Czytam rewelacyjną książkę. Wczoraj ją kupiłem w wersji wirtualnej. Przeczytałem jej wczoraj jedną czwartą. Od teraz wiem już jak jeść wiśnie. Ciekawe czy ktoś się jest w stanie po tym stwierdzeniu domyślić co to za książka?

Komentarze

Mamma Mia pisze…
książka kucharska? :D
Nomad pisze…
To nie może być takie proste.
makroman pisze…
Mi wczoraj zamarzała gołoledź na przedniej szybie auta, gdy jechałem obwodnicą, musiałem zwolnic do 80, żeby nawiew poradził sobie z ogrzewaniem.