Hrabal też był dzieckiem, nie ulega wątpliwości. W tej książce właśnie nim jest. Opowieści ze swego dzieciństwa? Nie znam biografii autora, jeśli nawet jednak zmyśla, to robi to zabawnie. Mały rozrabiaka. Nie sili się tu na żadną pompatyczność. Nie przedstawia się jako mały geniusz, co to nauczył się pisać i czytać w wieku czterech lat i z tego taki wspaniały pisarz teraz jest. Nie nawiązuje w żaden sposób do teraźniejszości. Do obecnego siebie. Jest po prostu dzieckiem. Z dziecięcymi zabawami i z dziecięcymi problemami. Widzi świat oczyma dziecka. Dzieli się obserwacjami. Rodzice prowadzą browar. Wiadomo, w Czechach musi być browar. Jego życie kręci się właśnie w tej okolicy. To plac jego zabaw. W szczery i zabawny sposób opisuje rodzinę, sąsiadów i ludzi których wtedy znał. Dzięki tym opowieściom przenosimy się w te czasy i te miejsca stając się małym chłopczykiem w marynarskim ubranku. Sikamy z łózka na podłogę ratując życie własnej matce.
Znowu sam Hrabal o samym Hrabalu. Tym razem jednak nie o dzieciństwie swoim, a o życiu dorosłym. Tu poznajemy go już jako dojrzałego pisarza. Pisał na wsi z dala od zgiełku miasta. Miał nadzieję, że w ciszy i spokoju będzie mógł swobodnie oddać się swojej twórczości. Kochał też jednak koty. Ale nadmiar zaczął doskwierać. "Co my zrobimy z tymi wszystkimi kotami" mawiała jego żona. Ukochane koty stawały się powoli utrapieniem. Problemem nie do rozwiązania. Jednego ukochanego, zaskoczony niespodziewaną propozycją oddał. Po jakimś czasie został mu zwrócony, ale już nie ten sam. Pojawiły się wyrzuty sumienia. To sam kot, swoją obecnością i innością był tym wyrzutem. Nowe mioty trzeba było rozdawać, albo topić. W końcu zdesperowany zaczął je mordować roztrzaskując o drzewo w pocztowym worku. Stał się mordercą swoich ukochanych kotów. Zaczął zastanawiać się nad swoimi czynami i targany poczuciem winy porównał mordowanie kotów do mordowania ludzi podczas pogromu żydów w czasie wojny. Tak, tłumaczy się z takiego niewłaściwego porównania. Ale zadaje sobie też pytanie. Skoro on ma takie moralne obiekcje, jakim trzeba być człowiekiem aby mordować ludzi. Może jednak to dobre porównanie. Jego postępowanie nie daje mu spokoju i dręczy go aż do wypadku samochodowego w którym omal nie zginął. To poczytuje sobie jako swoiste odkupienie win. Cała książka zaczyna się od wywiadu dziennikarskiego w którym opowiada o sobie. Tytułowe auteczko, to ruda kotka podobna kolorystycznie do samochodu, który tak pieszczotliwie nazywał. Ten kolor prześladował go po zamordowaniu kotki.
Książka napisana w formie relacji naocznych świadków. Opisywaną tu osobą jest tytułowa czarownica. To kobieta o pewnych zdolnościach. Mogą one być postrzegane jako paranormalne. Kobieta porzucona w wieku niemowlęcym, adoptowana, ciągle szuka miłości i przywiązania. Chce być ważna dla kogoś. Pragnie aby ją akceptowana. Chce być czyjaś. Oszukiwana i odrzucana przez kolejne osoby. A może po prostu zbyt wiele wymaga. Sama wychowuje syna, w życiu radzi sobie doskonale. Jednak książka napisana bez polotu. Ciekawa osobowość a jednak miernie opisana. Książka jak wiele tego autora pełna mistycyzmu. Z takiej historii można naprawdę o wiele więcej wyciągnąć. "Gimnazjalalistki" pewnie będą łkać czytając, ale bardziej wymagający czytelnicy spostrzegą płaskość i miernotę opisów tej postaci. To taka reklama papieru toaletowego z kosmicznym tłem. Chyba najsłabsza z książek tego autora jaką czytałem.
Nie czytam gazet, nie oglądam wiadomości. Nie interesują mnie wiadomości chwilowe. Ta książka w większości to taka wielka gazeta. Nie znoszę też tematów politycznych. Ta książka pełna jest tego. Końcówka to już w ogóle same przedruki artykułów gazetowych do bólu pełne nawet obecnych polityków. Jak sam autor wspomina, kto będzie za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat pamiętał co to takiego AWS Takie wiadomości gazetowe żyją czasami kilka dni, czy tygodni. To takie śmieci, którymi zaśmiecamy sobie niepotrzebnie pamięć. Podniecamy się i angażujemy emocjonalnie w jakieś spory polityczne za kilka miesięcy nie mające znaczenia. Liczyłem na biografię, czy choćby opowieści ciekawego człowieka, tymczasem dostałem ponad 400 stron niczego. Może i początkowe opowieści o działaniach wojennych w byłej Jugosławii czy Afryce były by ciekawe, w końcu to egzotyka jakaś, ale konkluzje i oś tych opowieści były mocno polityczne. Nawet osobiste młodzieńcze poczynania autora były opowiadane w pryzmacie stanu wojennego, ale raczej jako wydarzenia politycznego. Żałuję, że sięgnąłem po tą pozycję.
Wspaniała, na wskroś kobieca książka. To jak zaglądanie komuś w duszę. Historia kobiety, zakochanej kobiety jej oczyma. Wciąż się zastanawia i analizuje. Samą siebie, wydarzenia i otaczający ją świat. Rozdarta miedzy dwóch mężczyzn, choć jak wszystko w tej książce trochę nierealnych. Malina to jeden z nich, bardziej jak marzenie niż jak rzeczywistość. Jest jeszcze trzeci jej ojciec, ta opowieść jest jak sen o nim. Jest straszna i zatrważająca. Ta powieść jest jak poezja pisana prozą. Autorka opowiada o swoim życiu wewnętrznym, o miłości. Zapowiada też swój koniec. Przepiękne słowa i zdania, przepiękne pisanie. Czytając, słyszy się niemalże muzykę tych słów. To myśli biegnące wprost z serca nie z głowy.
Znowu sam Hrabal o samym Hrabalu. Tym razem jednak nie o dzieciństwie swoim, a o życiu dorosłym. Tu poznajemy go już jako dojrzałego pisarza. Pisał na wsi z dala od zgiełku miasta. Miał nadzieję, że w ciszy i spokoju będzie mógł swobodnie oddać się swojej twórczości. Kochał też jednak koty. Ale nadmiar zaczął doskwierać. "Co my zrobimy z tymi wszystkimi kotami" mawiała jego żona. Ukochane koty stawały się powoli utrapieniem. Problemem nie do rozwiązania. Jednego ukochanego, zaskoczony niespodziewaną propozycją oddał. Po jakimś czasie został mu zwrócony, ale już nie ten sam. Pojawiły się wyrzuty sumienia. To sam kot, swoją obecnością i innością był tym wyrzutem. Nowe mioty trzeba było rozdawać, albo topić. W końcu zdesperowany zaczął je mordować roztrzaskując o drzewo w pocztowym worku. Stał się mordercą swoich ukochanych kotów. Zaczął zastanawiać się nad swoimi czynami i targany poczuciem winy porównał mordowanie kotów do mordowania ludzi podczas pogromu żydów w czasie wojny. Tak, tłumaczy się z takiego niewłaściwego porównania. Ale zadaje sobie też pytanie. Skoro on ma takie moralne obiekcje, jakim trzeba być człowiekiem aby mordować ludzi. Może jednak to dobre porównanie. Jego postępowanie nie daje mu spokoju i dręczy go aż do wypadku samochodowego w którym omal nie zginął. To poczytuje sobie jako swoiste odkupienie win. Cała książka zaczyna się od wywiadu dziennikarskiego w którym opowiada o sobie. Tytułowe auteczko, to ruda kotka podobna kolorystycznie do samochodu, który tak pieszczotliwie nazywał. Ten kolor prześladował go po zamordowaniu kotki.
Książka napisana w formie relacji naocznych świadków. Opisywaną tu osobą jest tytułowa czarownica. To kobieta o pewnych zdolnościach. Mogą one być postrzegane jako paranormalne. Kobieta porzucona w wieku niemowlęcym, adoptowana, ciągle szuka miłości i przywiązania. Chce być ważna dla kogoś. Pragnie aby ją akceptowana. Chce być czyjaś. Oszukiwana i odrzucana przez kolejne osoby. A może po prostu zbyt wiele wymaga. Sama wychowuje syna, w życiu radzi sobie doskonale. Jednak książka napisana bez polotu. Ciekawa osobowość a jednak miernie opisana. Książka jak wiele tego autora pełna mistycyzmu. Z takiej historii można naprawdę o wiele więcej wyciągnąć. "Gimnazjalalistki" pewnie będą łkać czytając, ale bardziej wymagający czytelnicy spostrzegą płaskość i miernotę opisów tej postaci. To taka reklama papieru toaletowego z kosmicznym tłem. Chyba najsłabsza z książek tego autora jaką czytałem.
Nie czytam gazet, nie oglądam wiadomości. Nie interesują mnie wiadomości chwilowe. Ta książka w większości to taka wielka gazeta. Nie znoszę też tematów politycznych. Ta książka pełna jest tego. Końcówka to już w ogóle same przedruki artykułów gazetowych do bólu pełne nawet obecnych polityków. Jak sam autor wspomina, kto będzie za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat pamiętał co to takiego AWS Takie wiadomości gazetowe żyją czasami kilka dni, czy tygodni. To takie śmieci, którymi zaśmiecamy sobie niepotrzebnie pamięć. Podniecamy się i angażujemy emocjonalnie w jakieś spory polityczne za kilka miesięcy nie mające znaczenia. Liczyłem na biografię, czy choćby opowieści ciekawego człowieka, tymczasem dostałem ponad 400 stron niczego. Może i początkowe opowieści o działaniach wojennych w byłej Jugosławii czy Afryce były by ciekawe, w końcu to egzotyka jakaś, ale konkluzje i oś tych opowieści były mocno polityczne. Nawet osobiste młodzieńcze poczynania autora były opowiadane w pryzmacie stanu wojennego, ale raczej jako wydarzenia politycznego. Żałuję, że sięgnąłem po tą pozycję.
Wspaniała, na wskroś kobieca książka. To jak zaglądanie komuś w duszę. Historia kobiety, zakochanej kobiety jej oczyma. Wciąż się zastanawia i analizuje. Samą siebie, wydarzenia i otaczający ją świat. Rozdarta miedzy dwóch mężczyzn, choć jak wszystko w tej książce trochę nierealnych. Malina to jeden z nich, bardziej jak marzenie niż jak rzeczywistość. Jest jeszcze trzeci jej ojciec, ta opowieść jest jak sen o nim. Jest straszna i zatrważająca. Ta powieść jest jak poezja pisana prozą. Autorka opowiada o swoim życiu wewnętrznym, o miłości. Zapowiada też swój koniec. Przepiękne słowa i zdania, przepiękne pisanie. Czytając, słyszy się niemalże muzykę tych słów. To myśli biegnące wprost z serca nie z głowy.





Komentarze
Spokojnych Świąt:)