Smalec i chleb za 65 zł.

Poszedłem dziś na zakupy i między innymi do Almy kupić chleb Słowiański robią tam taki, który mi bardzo odpowiada. Do tego Basia prosiła abym kupił ser mozzarella. Jest tam taki bardzo dobry i tani. Kupiłem tylko te dwie rzeczy. Ser jest po 23 zł za kilogram. Tak mniej więcej jest pakowany. Chleb Słowiański nie jest może najtańszy. Bo chyba coś koło 6 zł za kilo. Przychodzi do płacenia przy kasie. Chce przyłożyć kartę do czytnika, ale w ostatniej chwili zatrybiłem kwotę. 87 zł z groszami. Zaraz, zaraz - mówię ile ten ser kosztuje? Pani patrzy na metkę, no 23 zł. Chleb 5,76 No to jakim cudem 87 zł? Okazało się, że kasa policzyła chleb 65 zł. O mało a kupiłbym chyba najdroższy chleb na świecie. Ja wiem, że to nie jest wina sprzedawczyni, choć jednak chyba powinna kontrolować ceny. Jakoś tak zabrakło mi jednego słowa, tak po prostu po ludzku. Nie miałem pretensji żadnych oczywiści, wręcz przeciwnie uśmiech nie schodził mi z twarzy, ale jakoś byłoby milej. Byłem też na placu i zlikwidowali mi sklep z wędzonymi golonkami. Jestem zrozpaczony. Było trochę zimno, a ja oczywiście bez kurtki jak zawsze. Nie chciałem biegać po całym placu i szukać. Jakieś w ogóle przebudowy i pewnie ten sklep jest teraz gdzie indziej. Kupiłem za to słoninę i robię smalec. Już prawie się kończy topić. Taki pyszny z boczkiem, cebulką i majerankiem.

Komentarze

eldka pisze…
Czujnym trzeba być. Bardzo.
Wędzona golonka...mniam:)
Ewa pisze…
W ubiegłym miesiącu kupowałam paliwo na jednej z białostockich stacji benzynowych. Kiedy podjechałam pod dystrybutor podbiegł miły pan w średnim wieku i natychmiast zgłosił chęć wlania oleju napędowego. Nawet nie zorientowałam się, że ten zaproponowany przez niego kosztuje 6,15 zł. Ale to jeszcze nic.
Pan wydał mi się nieco podejrzany kiedy powiedział, że doleje do pełna, a już mogę iść do kasy. W kasie pani zapytała, czy potrzebuję fakturę. Powiedziałam, że nie, wiec ona na to, 325 zł. Zapłaciłam, paragonu nie otrzymałam. Ale po wyjściu zorientowałam się, że zapłaciłam o wiele za dużo, bo w zbiorniku miałam jeszcze połowę. Wróciłam i zażądałam paragonu, na którym była kwota 235 zł. Pani i pan dobrze wiedzieli, że zadrwili sobie ze mnie i oddali mi 100 zł.
Innym razem mąż płacił kartą i zamiast 150 zł, z konta "poleciało" 1500 zł. Zanim się zorientował transakcja była dokonana. Na zwrot pieniędzy czekał bardzo długo...
Nomad pisze…
To z tym paliwem, to już oszustwo.
Mamma Mia pisze…
Nomadzie, przecież Ty jesteś urodzonym kucharzem, dlaczego nie upieczesz Basi pysznego chleba na zakwasie - i zdrowo i smacznie i nie trzeba do Almy lecieć ::)). I nie oszukają ;)
Nomad pisze…
A wiesz, że już takie myśli mi się pojawiają aby chleb z własnego pieca zjeść.
Mamma Mia pisze…
to czytaj, piecz i jedz! :)
http://portia34.blogspot.com/2013/02/pyszny-chleb-na-zakwasie.html
Nomad pisze…
Dzięki, ja już chyba to u Ciebie czytałem.
Unknown pisze…
Ależ mi ślinka pociekła!
Unknown pisze…
A ja lata temu nad naszym pieknym morzem placilam za piwko banknotem 200 zlotowym a facet mi wydał z 20tu! I mimo ze moje 200 mial w szufladzie prawie doszło miedzy nami do rekoczynow bo twierdzil ze dostal 20! Po wezwaniu policji nagle wrocila mu pamięć, od tego czasu jestem ostrozna ale zdarzają sie wpadki