Piwo w fotelu prezesa.

Konrad na urodziny/imieniny zażyczył sobie dobre krzesło do pokoju. Takie do biurka.
Do tej pory miał zwykłe drewniane na kółkach. Poszliśmy szukać odpowiedniego do Ikei. Nie wiem co tak wszystkich tam ciągnie. Nawet jego. ja tego sklepu nie cierpię. Tam są rzeczy jak zrobione na pracach ręcznych w podstawówce do maciupkich mieszkanek w bloku. Sorry, ale nie mogę się powstrzymać. Na szczęście po wybraniu sobie odpowiedniego dał się przekonać, żeby jeszcze wstąpić gdzie indziej. Podjechaliśmy do “Jysk” czy jakoś tak. Akurat mieliśmy szczęście i trafiliśmy chyba na jakąś likwidacje sklepu. Było mnóstwo foteli w przecenie. Nawet takie z prawie siedmiuset zł do 250. Wreszcie wybraliśmy imponujący fotel. Fotel prezesa. Raczej skóra to nie jest, tylko imitacja. Waży 17,5 kg Bardo wygodny. Taki właśnie chciał. Tańszy niż w Ikei i nieporównanie lepszy. W ogóle byliśmy dziś u lekarza. Ja to mam. Sam zdrowy, tylko ze wszystkimi po lekarzach chodzę. Potem jeszcze do moich rodziców. Oni nie bardzo są już w stanie wybrać się do nas na urodziny/imieniny. Więc pojechaliśmy do nich. A potem na zakupy po ten fotel. Potem jeszcze pomogłem Konradowi zmontować fotel. I wreszcie czas dla siebie. Wyciągnąłem dawno już kupione piwo z lodówki. Powalające. Piwo z Pinty. “ŻytoRillo” To piwo dla prawdziwego faceta. Pierwszy łyk zwala z nóg nawet najtwardszych. Zrobiłem sobie do tego kromkę chleba ze smalcem paprykowym. Piwo jest prawie czarne i gęste jak smoła. Aż chlupocze w szklance. Jak mus owocowy. Jest tak chmielowe i goryczkowe, że aż dreszcz przechodzi. Kolejne łyki przechodzą już z rozkoszą jak gardło przyzwyczai się do goryczy. Zmieniają mi się smaki. Dawno nie byłbym w stanie takiego piwa przełknąć. Teraz potrafię się nim niemal delektować.

Komentarze