Ani na rower za bardzo się nie da po pracy. Ciemno już prawie jak wracam, ani na narty jeszcze. U nas przynajmniej nie można. No i co tu robić, aby się nie zastać. Zawsze tak koło listopada zaczynam ćwiczyć. No i trzy dni temu się zebrałem. Żelastwo odkurzyłem i na razie spokojnie. Jedna stała seria. Znaczy: rozciąganie, trzydzieści pompeczek, dwadzieścia brzuszków, dwadzieścia przysiadów. I następnie po dwadzieścia na jedną rękę z dołu do klatki, z ramienia w górę. Potem zmiana na lżejszą i znowu po dwadzieścia noszenia wody z boku, noszenia wiadra przed sobą. I na koniec z za głowy. Jedna seria na początek, a już po pierwszym dniu wszystko boli. I tak co dzień. Znaczy sobie obiecuje, że co dzień. Ale zwykle jeden, dwa dni w tygodniu zawsze jakoś wypadną. Docelowo robię trzy takie serie. Zajmuje to około 20-30 min. Tak koło 19:00 - 20:00 Po pierwsze aby się rozgrzać jak od siedzenia chłodno zaczyna się robić. No i aby spać się zbyt wcześnie nie chciało. Takie rozruszanie się wieczorem spokojnie starcza na jakieś trzy - cztery godziny aktywności. A potem to już oko zaczyna lecieć. Zwykle obiecuje sobie, że na wiosnę i w lecie nie przestanę. Ale bez szans jak przychodzi robić z ogrodem. Dobre i to.

Komentarze
Serdecznosci
Judyta
A sylwetka? Modelowa!
Pozdrawiam