Wóda - wstyd za piątkę.

Dziś mam jechać zawieźć Basię i ciekawską koleżankę do baby z brodą. Jak tam nie mam zamiaru iść. O Gogolu, czy mechanice kwantowej, czy choćby o wycieczkach w góry nie porozmawiał bym. Co najwyżej o tym co we wsi słychać. Tak się złożyło, że baba z brodą mieszka nieopodal moich młodzieńczych miejsc. Na kozłówku. Choć nie pamiętam, czy to się nie mówiło “na kozłówce” Nieraz jako młodzi gniewni uciekaliśmy stamtąd i nieraz jeden z nas dostał w pie… pod przejściem podziemnym jak już powstało, wracając do Prokocimia. Sam nawet miałem tam dziewczynę. Ale na tyle krótko, że nawet imienia nie pamiętam. W końcu tyle ich było, kto by tam spamiętał imiona :) Przy okazji jak Basia i koleżanka będą nawiązywały tam więzy miedzy-ludzkie, tak kobietom potrzebne. Ja mam zamiar iść na “bunkry” Biorę aparat, latarkę i kamerkę. Może coś z tego wyjdzie. Bunkry to obszar za dzisiejszym Tesco. To miejsce naszych zabaw dziecięcych. Nie wiem czy da się tam w ogóle w tej chwili wejść. Poza tym dziś mam pewne wyzwanie. Muszę kupić cztery litry wódy! Ostatni raz kupowałem wódkę ponad 20 lat temu. Spłonę chyba przy kasie ze wstydu. Zebrałem ponad 4 kilogramy aronii i mam zamiar zrobić nalewkę. Potrzeba do tego 2l spirytusu i 2l wódki. Toż 8 butelek. Nie mam pojęcia ile kosztuje spirytus czy wódka. Jakoś to muszę przeżyć. Aronie w tej chwili mrożą się w zamrażarce aby pozbawić je goryczki, choć mróz już w zasadzie był kiedyś. Muszę też kupić gąsiorek. Mam albo takie 40l albo 5l Potrzebny jest 10l. Z innych przyjemnych rzeczy, bo sporo zaległości się nazbierało. Ostatnio jak szalony czytałem/słuchałem książek. Pięć już jest do opisania. W tamtą niedzielę byłem na rowerku. Objechałem trzy dolinki. Pogoda piękna, a kolory przecudne. Zrobiłem filmik, ale muszę go przerobić. Muszę się pochwalić - wjechałem pod górę dolinką Bolechowicką. Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe bez zsiadania z roweru. Jakoś tak się chyba wypłaszczyła ostatnio. Oczywiście pominąwszy schodki w dwóch miejscach. W poniedziałek zdarzył się mały cud. Basia pomogła mi w grabieniu liści. Wygrabiliśmy cały wewnętrzny ogród. W piątek zrobiłem pyszną zapiekankę z kurczakiem i grzybami. Zrobiłem też drugie w moim życiu ciasto. Bananowo-czekoladowe. Muszę stwierdzić, że robienie ciast jest znacznie prostsze niż gotowanie różnych dań. Wystarczy wymieszać składniki i tyle. W sobotę, wczoraj byłem w pracy. A po pracy skosiłem ostatni raz ogród. Na wewnętrznym głównie w celu zebrania liści, a na zewnętrznym w celu ich zmielenia. Ten tydzień muszę poświęcić po pracy na dalsze prace ogrodowe. Ale już prawie jestem przygotowany do zimy.

Komentarze

Ewa pisze…
Uwielbiam Twoją spontaniczność i szczerość
... a mnie zima zaskoczy /smiech/!
Serdecznosci
Judyta
Bożena pisze…
chciałabym widzieć, jak kupujesz te hektolitry wódy :) Twoja mina - bezcenna ;D