Od pierwszej do ostatniej sekundy wartka akcja i trzyma w napięciu. Nie zawiodłem się. Nastawiłem się na widowisko i tak było. Mowa o Grawitacja Rzecz się dzieje w kosmosie, ale to nie SF, to rok 2014. Na skutek pewnej katastrofy kosmicznej. Misja wahadłowca zostaje przerwana w dość gwałtowny sposób. Ocalało jedynie dwoje członków załogi Sandra Bullock i George Clooney Sandra dryfuje z początku w kosmosie, ale George jako ten bardziej doświadczony łapie ją. Próbują się dostać do stacji kosmicznej i stamtąd wrócić na ziemie. Po drodze Clooney... powiedzmy ginie i odtąd dzielna kosmonautka stara się wrócić na ziemię sama. Ale nie ważna fabuła. Sceny w kosmosie zapierają dech w piersiach. Nie byłem tam nigdy, ale są bardzo wiarygodne. Wróćmy do katastrofy. Wspomina się tam o wybuchu rosyjskiego satelity i to jego szczątki trafiają wpierw w prom, a potem w stację. Nie ma tu praktycznie żadnych efektów dźwiękowych. Toż to próżnia, kosmos. Tam nic nie słychać. Dźwięk się w próżni nie rozchodzi. Wszystko odbywa się bezgłośnie. Jak w niemym filmie. Sceny są jednak pełne dynamiki. Jedyne dźwięki jakie słyszymy, to radio i te przenoszone przez stykające się materiały. Poprzez drgania narzędzi i kombinezonów, czy samych ciał kosmonautów. Trochę jak pod wodą. Ale tak właśnie to zapewne słychać w kosmosie. Wielkie brawa dla twórców. Nieważkość jest tu doskonale oddana. Scena gdy Sandra płacze i jej łzy dryfują… Jest też rewelacyjna scena, gdzie Sandra wreszcie dostaje się do kapsuły i tam pozbywa się kombinezony, aby w samej bieliźnie ułożyć się w pozycji embrionalnej na tle okrągłego iluminatora jak w łonie matki. Oczywiście można się przyczepić do wielu szczegółów. Samo pozbycie się Clooneya jest mocno naciągane. No ale Sandra byłaby wtedy tylko maskotką w tle tego filmu. Szczątki z jednego satelity zmiatają po kolei wszystko w poznanym kosmosie. Przestrzeń wokół ziemska jest tak ogromna, że jest to bardzo, ale to bardzo nieprawdopodobne. Są setki tysięcy śmieci w kosmosie i jak na razie nie spowodowały jakiejś większej kolizji. Bliskość promu, międzynarodowej stacji i stacji chińskiej jest na odległość rzutu beretem. To mocno naciągane zbiegi okoliczności, ale film mimo to jest doskonały.

Komentarze