Dawno nie było o żadnej książce. A jutro jeszcze na dodatek idziemy na film. O Bornholmie będzie w swoim czasie. Ale to potrwa...
Wielu ten tytuł skojarzy się z animowanym serialem. Książka ma do przekazania jednak znacznie poważniejsze treści. Choć dopatrzymy się tu podobnych osobowości wśród bohaterów. Książka, to opowieść o dzieciach, które w wyniku niesprecyzowanego zagrożenia konfliktem globalnym rozbijają się samolotem na bezludnej wyspie. Dzieci te z braku dorosłych zaczynają tworzyć własną społeczność. Mimo młodego wieku wydają się być już skażone społeczno-cywilizacyjnymi nawykami. Tworzą społeczność na wzór społeczności dorosłych w jakiej zaczynały życie. Brakuje mi tu próby odpowiedzi na pytanie czy mamy to w genach, czy są to uwarunkowania wychowawcze. Dzieciom towarzyszą też ich dziecięce strachy. Tytułowy “Władca much” to targany wiatrem i gnijący trup zestrzelonego spadochroniarza. Mimo, że bohaterami są dzieci, to ich działania są bardo dorosłe i okrutne. Choć, przyznam znowu brakuje mi modyfikacji tych działań przez pryzmat niewinności nierozwiniętej jeszcze w pełni dziecięcej świadomości. Jak dla mnie poczynania tych dzieci są zbyt dorosłe, ale może właśnie to chciał autor powiedzieć i takie wnioski wyciągnąć. Ja jednak sądzę, że dzieci stworzyłyby jakiś konglomerat społeczności dorosłych, zastanych, odmiennych warunków wynikających z przebywania na wyspie i wyobrażeń o dorosłości. Myślę, że wielką rolę odegrałaby też w tym miejscu wyobraźnia dziecięca. Nie było tu żadnej próby stworzenia religii. Tak jak to miało choćby miejsce w epizodzie z filmu Mad Max. Z drugiej strony książka opisuje zbyt krótki czas z pobytu na wyspie.
Wielu ten tytuł skojarzy się z animowanym serialem. Książka ma do przekazania jednak znacznie poważniejsze treści. Choć dopatrzymy się tu podobnych osobowości wśród bohaterów. Książka, to opowieść o dzieciach, które w wyniku niesprecyzowanego zagrożenia konfliktem globalnym rozbijają się samolotem na bezludnej wyspie. Dzieci te z braku dorosłych zaczynają tworzyć własną społeczność. Mimo młodego wieku wydają się być już skażone społeczno-cywilizacyjnymi nawykami. Tworzą społeczność na wzór społeczności dorosłych w jakiej zaczynały życie. Brakuje mi tu próby odpowiedzi na pytanie czy mamy to w genach, czy są to uwarunkowania wychowawcze. Dzieciom towarzyszą też ich dziecięce strachy. Tytułowy “Władca much” to targany wiatrem i gnijący trup zestrzelonego spadochroniarza. Mimo, że bohaterami są dzieci, to ich działania są bardo dorosłe i okrutne. Choć, przyznam znowu brakuje mi modyfikacji tych działań przez pryzmat niewinności nierozwiniętej jeszcze w pełni dziecięcej świadomości. Jak dla mnie poczynania tych dzieci są zbyt dorosłe, ale może właśnie to chciał autor powiedzieć i takie wnioski wyciągnąć. Ja jednak sądzę, że dzieci stworzyłyby jakiś konglomerat społeczności dorosłych, zastanych, odmiennych warunków wynikających z przebywania na wyspie i wyobrażeń o dorosłości. Myślę, że wielką rolę odegrałaby też w tym miejscu wyobraźnia dziecięca. Nie było tu żadnej próby stworzenia religii. Tak jak to miało choćby miejsce w epizodzie z filmu Mad Max. Z drugiej strony książka opisuje zbyt krótki czas z pobytu na wyspie.

Komentarze
Judyta
Okrucieństwo jest wynikiem nienawiści niewierzących do tych którzy mają nadzieję.