Krew za krew

Wczoraj, w sobotę o 11:00 odbył się pogrzeb Davida. W kaplicy na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Wzięliśmy sobie z Basią urlop i poszliśmy. Jadąc na pogrzeb zadzwoniła do mnie “kropelka” z krwiodawstwa abym przyjechał oddać płytki krwi. Musiałem odmówić. Znajdzie się na pewno jeszcze wielu innych którzy będą mogli. Zresztą mam niewielki katar. Od rana strasznie lało, ale jak tylko weszliśmy pod kaplicę niebo rozpogodziło się. Przez całą mszę i pogrzeb świeciło słońce. Były nieprzebrane tłumy. Oczywiście nie obyło się bez reporterów i telewizji. Najtrudniejsze było złożenie kondolencji Monice i Krzyśkowi. Podziwiam ich za postawę. Oświadczyli na fejsbuku, że przebaczają mordercy ich syna. Zresztą na pogrzebie też dzielnie się trzymali. Mieli cały tydzień czasu na rozpaczanie. Współczuję im, bo tak naprawdę najtrudniejszy okres dopiero przed nimi. Minie cały szum medialny, zacznie się normalne życie i dopiero wtedy dotrze to do nich z całą świadomością. Nie wyobrażam sobie takiej tragedii. Jak ją przeżyć. Po pogrzebie zostaliśmy w Krakowie. Basia miała wizytę u lekarza dopiero na 17:20. Pojechaliśmy do Galerii Bonarka. Tam posiedzieliśmy na kawie, Basia kupiła sobie buty aby rozgonić lęki i smutek. Wizyta u lekarza poprawiła jej jednak nastrój. Wróciliśmy do domu prawie na 20:00 Sami mamy syna w podobnym wieku jak był David. Nie jesteśmy nadopiekuńczymi rodzicami. Od dawna ma swobodę. Wczoraj znowu pojechał do Lidki. A my teraz coraz bardziej się martwimy pod jego nieobecność. To jest cena jaką płacą rodzice za swobodę i indywidualizm dziecka. Czasami się zastanawiam czy dobrze robiłem pozostawiając mu zawsze możliwość wyboru. Ograniczałem się tylko do wskazania mu wielu różnych dróg. Nigdy nie indokrynowałem go w żadnym kierunku. Nie został elektronikiem ani informatykiem. Nie jeździ też na rowerze. Czasami mi z tego powodu smutno. Tym bardziej jak widzę, że zdecydowana większość dzieci poszła w ślady rodziców. A czasami jestem z tego dumny, że nie stworzyłem swojej kopii, a pozostawiłem wolną wolę. Starałem się mu pokazać wiele dróg aby mógł sam wybrać i zdecydować, nawet takich, które nie do końca akceptuje. Nie mam monopolu na prawdę. Nie jestem zadowolony z niektórych jego wyborów, ale są to jego wybory i muszę je uszanować. Nie wolno mi ich krytykować. Nawet jeśli nie zgadzam się z jego światopoglądem jaki obrał. Zresztą jest młody, więc ewoluuje. Nigdy nie będę mógł go ocenić jako człowieka, dopóki nie przeżyje swojego życia. A jeszcze i to mało. Musiałbym ocenić jakie dzieci wychowa, a nawet jakie dzieci wychowają jego dzieci. Nie wolno oceniać człowieka w połowie jego drogi.

Komentarze

Ewa pisze…
Nie wiem czy można wyrazić słowami ból po stracie dziecka. Najtrudniejsze chwile dopiero nadejdą, tak jak piszesz.
Ja także mam syna w wieku prawie 21 lat.
Ściskam serdecznie :)