Zaległości się mnożą, a brak czasu jest doskwierający. Idzie jednak zima i może będzie więcej czasu. Na domiar złego padł mi system na notebooku. Windowsy żyją czasami własnym życiem. Tak nieszczęśliwie padł, że nie byłem w stanie odtworzyć ani z backupu ?!? ani z recovery. Zdesperowany podjąłem decyzję o usunięciu wszelkich partycji. Niestety do nich należała też ta z recovery i system został odtworzony z recovery znajdującego się na CD. Potem mozolne odtwarzanie aplikacji, które miałem do tej pory. Trochę się przeczyściło jednak na dysku. Ciągle wakacje czekają do opisu. Zrobię to, obiecuję sobie. A tymczasem zaległe przeczytane książki i obejrzany jeden film kinowy.
Kiedyś, dawno oglądałem film. Jakoś pamiętam go zupełnie innym niż książka. Może istotnie taki był. Film kojarzy mi się jako wojenny. Tymczasem w książce więcej jest o interesach, korporacji. Robieniu pieniędzy za wszelką cenę. Wykorzystując niestabilne rządy młodych afrykańskich państw i ciemnotę ludzi w nich żyjących wielkie korporacje robią pieniądze. Choć samo zakończenie jest zaskakujące i jednak odwraca sytuację. To korporacja została wykorzystana. Jednak najbiedniejsi i tak zostają ci najmniejsi. Warto się czasami zastanowić przy okazji, czy kolonializm nie był dobry. Może mieli rację Ci, którzy twierdzili, że niosą cywilizację? A może tylko opóźnili dojrzewanie tych narodów. I wyeksploatowali je do cna. Kto wie. Kraje, które teraz odzyskały niepodległość są pełne konfliktów. Trzeba by dogłębnie poznać historię tych poszczególnych narodów.
No cóż jak ktoś lubi kryminały, to może i dobra książka. Dla mnie książka o niczym. Nie ma nic do zaoferowania, przekazania. Tajemnica też nijaka. Nie kręcą mnie kryminały. Zwykła opowieść o morderstwie i śledztwie.Taki kolejny odcinek Kojaka. Ale czasami warto sięgnąć po coś lekkiego dla odpoczynku i poznania gatunku.
Kiedyś zraziłem się do tej książki widząc jej okładkę. Pomyślałam sobie, kolejna książka naszego autora który nie ma nic do powiedzenia oprócz tego jaki on to mądry i lepszy od innych. W końcu jednak i na nią przyszedł czas. Intrygowała mnie mimo wszystko. Zacząłem i oniemiałem z zachwytu od samego początku. Już pierwsze słowa, pierwsze zdania były piękne. No i rozpoczęcie intrygujące. W książce nie brak ciekawych postaci. Choćby sam główny bohater i jego muszelka. Wiele wątków. Osobistych historii, kryminalnych, wojennych, podróżniczych. Jest i erotyka, co na początku zasugerowała mi okładka, ba. Nawet pornografia. Wszystko ciekawie i z polotem. Genialna jest walka z bobrami. Świetna historia Ryfki Rubin. Umieranie, poboczne wątki. Trochę to i może chaotyczne, trochę fantastyczne. Dla mnie surealistyczne. Ale tak właśnie lubię.
Romans, tragiczny romans, tak miłość bywa tu zabójcza dosłownie. Ale między wierszami romansu przemycone ciekawe i znaczące przemyślenia. Historia opowiada o niemieckim emigrancie w czasach przed drugą wojną światową. Nie wszyscy Niemcy byli źli. Niestety ci dobrzy mieli gorzej. Faszyści mieli paszporty i mogli podróżować. Emigranci - wygnani i uciekinierzy z własnego kraju, ani tam, ani nigdzie nie mogli zaznać spokojnej przystani. W krajach takich jak we Francji musieli się ukrywać przed policją. Za nielegalny pobyt byli aresztowani i deportowani. Takim emigrantem jest właśnie Niemiecki Chirurg. Dużo żalu autor wylewa na kartach tego romansu. Żalu do losu takich ludzi. Ale zwykle właśnie tak jest, że karani jesteśmy za dobroć. Bohater zdeterminowany radzi sobie z takim losem i przyjmuje go z pokorą. Usiłuje jakoś poukładać sobie życie i rozliczyć się z przeszłością aby zyskać spokój.
Czekałem na ten film o dłuższego czasu. Od czasu, gdy zobaczyłem zapowiedź. Na dodatek Ashton Kutcher Wydawał się kropla w kroplę podobny do Steve Jobsa Miałem nadzieję, że grający zwykle amantów, tu stanie na wysokości zadania i okaże się doskonałym aktorem w innych rolach. Niestety zawiodłem się. Przyznam, że zwykle sam robię sobie taką krzywdę i czytam przed filmem książkę, w tym przypadku biografię Jobsa. Moje oczekiwania wtedy są wielkie. Film nie jest zdolny przekazać wszystkiego tego co zawiera książka i podpowie wyobraźnia. Pomijając to, że film opowiada jedynie jakieś 30% tego co w biografii. Nie wiem zresztą czemu ja się nastawiłem na to, że film będzie na podstawie tej biografii, a chyba nie był? Ale jakoś tak biegł spójnie z nią. Ashton nie grał w nim Jobsa, a udawał. Samo chodzenie jak Jobs nie wystarczy aby tchnąć ducha w postać. Szkoda, bo mógł byc to punkt zwrotny w jego karierze. Zresztą przez to sam film nie potrafił oddać ducha tamtych czasów. We mnie tlą się jeszcze resztki tych wspomnień. Pomimo żelaznej kurtyny, takie informacje dochodziły jako te mniej niebezpieczne. Pamiętam jak fascynowałem się w sumie Woźniakiem. Jego bardzie pamiętam. Może dlatego, że jest w nim ziarno Polski. A może dlatego, że wtedy bardzie fascynował mnie hardware. A on sprzętowiec. Jak ktoś nie czytał biografii i nie zamierza warto się przejść na film. Przyznam, że momentami był nużący wręcz. Nie wiem jak Basia go odebrała, bo jakoś to pójście do kina minęło bez echa. A ona raczej poszła, bo ja chciałem, a nie z zainteresowania postacią, czy filmem. No może dla Ashtona...
Kiedyś, dawno oglądałem film. Jakoś pamiętam go zupełnie innym niż książka. Może istotnie taki był. Film kojarzy mi się jako wojenny. Tymczasem w książce więcej jest o interesach, korporacji. Robieniu pieniędzy za wszelką cenę. Wykorzystując niestabilne rządy młodych afrykańskich państw i ciemnotę ludzi w nich żyjących wielkie korporacje robią pieniądze. Choć samo zakończenie jest zaskakujące i jednak odwraca sytuację. To korporacja została wykorzystana. Jednak najbiedniejsi i tak zostają ci najmniejsi. Warto się czasami zastanowić przy okazji, czy kolonializm nie był dobry. Może mieli rację Ci, którzy twierdzili, że niosą cywilizację? A może tylko opóźnili dojrzewanie tych narodów. I wyeksploatowali je do cna. Kto wie. Kraje, które teraz odzyskały niepodległość są pełne konfliktów. Trzeba by dogłębnie poznać historię tych poszczególnych narodów.
No cóż jak ktoś lubi kryminały, to może i dobra książka. Dla mnie książka o niczym. Nie ma nic do zaoferowania, przekazania. Tajemnica też nijaka. Nie kręcą mnie kryminały. Zwykła opowieść o morderstwie i śledztwie.Taki kolejny odcinek Kojaka. Ale czasami warto sięgnąć po coś lekkiego dla odpoczynku i poznania gatunku.
Kiedyś zraziłem się do tej książki widząc jej okładkę. Pomyślałam sobie, kolejna książka naszego autora który nie ma nic do powiedzenia oprócz tego jaki on to mądry i lepszy od innych. W końcu jednak i na nią przyszedł czas. Intrygowała mnie mimo wszystko. Zacząłem i oniemiałem z zachwytu od samego początku. Już pierwsze słowa, pierwsze zdania były piękne. No i rozpoczęcie intrygujące. W książce nie brak ciekawych postaci. Choćby sam główny bohater i jego muszelka. Wiele wątków. Osobistych historii, kryminalnych, wojennych, podróżniczych. Jest i erotyka, co na początku zasugerowała mi okładka, ba. Nawet pornografia. Wszystko ciekawie i z polotem. Genialna jest walka z bobrami. Świetna historia Ryfki Rubin. Umieranie, poboczne wątki. Trochę to i może chaotyczne, trochę fantastyczne. Dla mnie surealistyczne. Ale tak właśnie lubię.
Romans, tragiczny romans, tak miłość bywa tu zabójcza dosłownie. Ale między wierszami romansu przemycone ciekawe i znaczące przemyślenia. Historia opowiada o niemieckim emigrancie w czasach przed drugą wojną światową. Nie wszyscy Niemcy byli źli. Niestety ci dobrzy mieli gorzej. Faszyści mieli paszporty i mogli podróżować. Emigranci - wygnani i uciekinierzy z własnego kraju, ani tam, ani nigdzie nie mogli zaznać spokojnej przystani. W krajach takich jak we Francji musieli się ukrywać przed policją. Za nielegalny pobyt byli aresztowani i deportowani. Takim emigrantem jest właśnie Niemiecki Chirurg. Dużo żalu autor wylewa na kartach tego romansu. Żalu do losu takich ludzi. Ale zwykle właśnie tak jest, że karani jesteśmy za dobroć. Bohater zdeterminowany radzi sobie z takim losem i przyjmuje go z pokorą. Usiłuje jakoś poukładać sobie życie i rozliczyć się z przeszłością aby zyskać spokój.
Czekałem na ten film o dłuższego czasu. Od czasu, gdy zobaczyłem zapowiedź. Na dodatek Ashton Kutcher Wydawał się kropla w kroplę podobny do Steve Jobsa Miałem nadzieję, że grający zwykle amantów, tu stanie na wysokości zadania i okaże się doskonałym aktorem w innych rolach. Niestety zawiodłem się. Przyznam, że zwykle sam robię sobie taką krzywdę i czytam przed filmem książkę, w tym przypadku biografię Jobsa. Moje oczekiwania wtedy są wielkie. Film nie jest zdolny przekazać wszystkiego tego co zawiera książka i podpowie wyobraźnia. Pomijając to, że film opowiada jedynie jakieś 30% tego co w biografii. Nie wiem zresztą czemu ja się nastawiłem na to, że film będzie na podstawie tej biografii, a chyba nie był? Ale jakoś tak biegł spójnie z nią. Ashton nie grał w nim Jobsa, a udawał. Samo chodzenie jak Jobs nie wystarczy aby tchnąć ducha w postać. Szkoda, bo mógł byc to punkt zwrotny w jego karierze. Zresztą przez to sam film nie potrafił oddać ducha tamtych czasów. We mnie tlą się jeszcze resztki tych wspomnień. Pomimo żelaznej kurtyny, takie informacje dochodziły jako te mniej niebezpieczne. Pamiętam jak fascynowałem się w sumie Woźniakiem. Jego bardzie pamiętam. Może dlatego, że jest w nim ziarno Polski. A może dlatego, że wtedy bardzie fascynował mnie hardware. A on sprzętowiec. Jak ktoś nie czytał biografii i nie zamierza warto się przejść na film. Przyznam, że momentami był nużący wręcz. Nie wiem jak Basia go odebrała, bo jakoś to pójście do kina minęło bez echa. A ona raczej poszła, bo ja chciałem, a nie z zainteresowania postacią, czy filmem. No może dla Ashtona...





Komentarze