Usiłowałem obrabiać jakieś zdjęcia, coś nawet napisać. Ale nie da rady. Tu jest tyle do zobaczenia, że po prostu nie starczy czasu. Wyjeżdżamy z kwatery o dziewiątej i wracamy na dwudziestą. Coś przekąsić, wziąć prysznic i do spania. Sił nie starcza. Dziennie robimy około 80 km rowerem. W tym jest zwykle 10 pieszo. Widzieliśmy już kilka kościołów, wiatraków. Dolinę echa i okolice. Najwyższy szczyt. Wiele miast. Klify, wodospad, kopalnie. Nawet jaskinię do której zagląda morze. Kilka plaż. A dziś to nawet popłynęliśmy na pobliskie wyspy. Cztery godziny zwiedzania, dwie popłynąć w te i wewte. Nikt nie rzygał. A bujało trochę. Potem jeszcze kilkadziesiąt kilometrów rowerem. Aby zobaczyć wodospad i kolejne klify. Co pięć minut się zatrzymujemy i trzaskamy zdjęcia. Mam ich chyba z tysiąc. 10 GB materiału filmowego. Jutro największa plaża w planach i dwa miasta. Może jeszcze coś wciśniemy. Tu co krok jest powalająca atrakcja. P. Dendrolog, to i drzewa mierzymy. Na razie najgrubsze ponad 6 metrów. A są tu nawet owocujące figowce i jakieś takie egzotyczne. Araukaria z łuskami zamiast liści. Każdy dzień jest treściwy do granic. Zdjęcia i coś więcej dopiero po powrocie.
Komentarze
Też chciałabym na Bornholm :)
Ściskam serdecznie i czekam z niecierpliwością kolejnych wpisów...
Patrz, zapamiętuj, wzdychaj, a po powrocie wszystko nam pokaż.
Miłego wypoczywania.
Masz zdjęcia Sassnitz?
Spędziłam tam kilka miesięcy swego czasu, odświezyłabym chetnie wspomnienia...