Chwilę mnie nie było, ale jestem. Niebawem znowu mnie nie będzie. Byłem w Izerach. Tam bida. Brak internetu. Mieszkaliśmy w poniemieckim budynku. Mury tak grube, że telefon nie odbierał. Internet miałem w tablecie jedynie na zewnątrz. Wracaliśmy na nocleg, zwykle tak wykończeni, że tylko coś przekąsić. siku, mycie i do spania. Na zwiedzanie tak naprawdę mieliśmy jedynie cztery pełne dni.
Dotarliśmy tam dopiero na 16:00 w dniu przyjazdu. Po drodze minęliśmy płonący samochód na autostradzie i korek na półtorej godziny. Udało się zjechać dopiero w “Kostomłotach” czy jakoś tak. Z parkingu autostradowego, polną drogą. W dniu wyjazdu zaczęło padać z rana, więc zaliczyliśmy tylko wodospad szklarski. W sumie to jestem trochę zawiedziony Izerami. Czemu? Bo ja lubię skaliście, ciekawie. Liczyłem na coś w stylu Gór Stołowych. Niestety cztery dni to zbyt mało. Jest tam tyle do zobaczenia, że trudno dokonać właściwego wyboru. My też nie bardzo lubimy oglądać budynki. Rajcują nas plenery. Owszem zwiedziliśmy Zamek Czocha. Bardziej jednak interesował mnie z zewnątrz jako obiekt do fotografowania. Nawet popływaliśmy wokół niego po jeziorku. Obie tamy bardzo mi się podobały. Na jeziorze Leśniańskim i Złotnickim. Ta druga bardziej. Będzie widać przejazd na filmie. Tunele są świetne.
Same tamy bardzo ładne i ciekawe architektonicznie. Byliśmy też rowerem w Czechach. Pojechaliśmy do Frydlandu. Zwiedzanie zamku już sobie darowaliśmy. Jest jedynie z oddali na dwóch fotografiach. Byliśmy tam dosłownie dwa tygodnie po tym jak rzeki wylały. Choć rzeki to zbyt wielkie słowa na takie strumyczki. Można mówić, widząc w telewizji. A czemu to się nie ubezpieczyli, a po co nad rzeką mieszkają? Jak kto tego nie widział na miejscu to może tak pieprzyć. Ci ludzie mają tam domy stuletnie. Jakoś nigdy się tam nic takiego nie działo. Można tak mówić o ludziach, którzy teraz budują domy przy wałach Wisły. Ale różnica między tamtymi regionami, a małopolską jest kolosalna. To jak u nas 40 lat temu.
A Czechy, zaraz za granicą, to wymarłe miejscowości. Na przestrzeni 20 km nie wiem czy minęły nas trzy samochody. Istny raj dla rowerzystów. Tam są wszędzie ścieżki rowerowe. A w samych Izerach, po górach jest chyba więcej ścieżek rowerowych niż pieszych. Już postanowione. Jadę tam na kolejny rok. Sam na kilka dni. Prawdopodobnie do Izerki. I będę jeździł po górach dzień i noc. Pieprzyć Ukrainę. Wolę w Izerach. Pagórki do 1000 m Większość asfaltowanych ścieżek. Po prostu rewelacja. Kolejne wyzwanie - wyjechać na Stóg Izerski rowerem, tą najstromszą ścieżką. Chyba nie dam rady, ale muszę spróbować. Spotkaliśmy tam żmiję, odmiana czarna. Jest na zdjęciu. Wyjątkowo zrobiłem 109 zdjęć. Jak na cztery dni, to bardzo dużo. Zrobiliśmy jedną bardzo treściwą wycieczkę. 35 km. Wtedy darowaliśmy sobie już wejście na Stóg. Wjechaliśmy kolejką, to też atrakcja. Zaliczyliśmy Stóg, Smrk, Chatkę górzystów. Polanę Izerską, Torfowiska i Kopalnie Kwarcu.
Czuję jednak niedosyt. Źle wybrałem miejsce na kwaterę, choć powiem, że było to rewelacyjne miejsce. Mieliśmy nawet na podwórku staw z karpiami. Było przepięknie. Ale my widzieliśmy to jedynie rano i wieczorem. Reszta w trasie. Miejsce wybrałem z uwagi na jeziora. W planach było opalanie, ale czasu nie starczyło. Zrobiliśmy pieszo ponad 50 km. I rowerowo prawie 100. Tu jedynie trzy logi z GPS. Te najważniejsze. No i zdjęcia, ponad sto. A teraz od piątku na Bornholm.
Dotarliśmy tam dopiero na 16:00 w dniu przyjazdu. Po drodze minęliśmy płonący samochód na autostradzie i korek na półtorej godziny. Udało się zjechać dopiero w “Kostomłotach” czy jakoś tak. Z parkingu autostradowego, polną drogą. W dniu wyjazdu zaczęło padać z rana, więc zaliczyliśmy tylko wodospad szklarski. W sumie to jestem trochę zawiedziony Izerami. Czemu? Bo ja lubię skaliście, ciekawie. Liczyłem na coś w stylu Gór Stołowych. Niestety cztery dni to zbyt mało. Jest tam tyle do zobaczenia, że trudno dokonać właściwego wyboru. My też nie bardzo lubimy oglądać budynki. Rajcują nas plenery. Owszem zwiedziliśmy Zamek Czocha. Bardziej jednak interesował mnie z zewnątrz jako obiekt do fotografowania. Nawet popływaliśmy wokół niego po jeziorku. Obie tamy bardzo mi się podobały. Na jeziorze Leśniańskim i Złotnickim. Ta druga bardziej. Będzie widać przejazd na filmie. Tunele są świetne.
Bike route 2 295 120 - powered by Www.bikemap.net
Same tamy bardzo ładne i ciekawe architektonicznie. Byliśmy też rowerem w Czechach. Pojechaliśmy do Frydlandu. Zwiedzanie zamku już sobie darowaliśmy. Jest jedynie z oddali na dwóch fotografiach. Byliśmy tam dosłownie dwa tygodnie po tym jak rzeki wylały. Choć rzeki to zbyt wielkie słowa na takie strumyczki. Można mówić, widząc w telewizji. A czemu to się nie ubezpieczyli, a po co nad rzeką mieszkają? Jak kto tego nie widział na miejscu to może tak pieprzyć. Ci ludzie mają tam domy stuletnie. Jakoś nigdy się tam nic takiego nie działo. Można tak mówić o ludziach, którzy teraz budują domy przy wałach Wisły. Ale różnica między tamtymi regionami, a małopolską jest kolosalna. To jak u nas 40 lat temu.
Bike route 2 295 128 - powered by Www.wandermap.net
A Czechy, zaraz za granicą, to wymarłe miejscowości. Na przestrzeni 20 km nie wiem czy minęły nas trzy samochody. Istny raj dla rowerzystów. Tam są wszędzie ścieżki rowerowe. A w samych Izerach, po górach jest chyba więcej ścieżek rowerowych niż pieszych. Już postanowione. Jadę tam na kolejny rok. Sam na kilka dni. Prawdopodobnie do Izerki. I będę jeździł po górach dzień i noc. Pieprzyć Ukrainę. Wolę w Izerach. Pagórki do 1000 m Większość asfaltowanych ścieżek. Po prostu rewelacja. Kolejne wyzwanie - wyjechać na Stóg Izerski rowerem, tą najstromszą ścieżką. Chyba nie dam rady, ale muszę spróbować. Spotkaliśmy tam żmiję, odmiana czarna. Jest na zdjęciu. Wyjątkowo zrobiłem 109 zdjęć. Jak na cztery dni, to bardzo dużo. Zrobiliśmy jedną bardzo treściwą wycieczkę. 35 km. Wtedy darowaliśmy sobie już wejście na Stóg. Wjechaliśmy kolejką, to też atrakcja. Zaliczyliśmy Stóg, Smrk, Chatkę górzystów. Polanę Izerską, Torfowiska i Kopalnie Kwarcu.
Bike route 2 295 131 - powered by Www.wandermap.net
Czuję jednak niedosyt. Źle wybrałem miejsce na kwaterę, choć powiem, że było to rewelacyjne miejsce. Mieliśmy nawet na podwórku staw z karpiami. Było przepięknie. Ale my widzieliśmy to jedynie rano i wieczorem. Reszta w trasie. Miejsce wybrałem z uwagi na jeziora. W planach było opalanie, ale czasu nie starczyło. Zrobiliśmy pieszo ponad 50 km. I rowerowo prawie 100. Tu jedynie trzy logi z GPS. Te najważniejsze. No i zdjęcia, ponad sto. A teraz od piątku na Bornholm.
Komentarze
Naleśniki w Chatce Górzystów smakowały?