Zdjęć nie będzie z wyjazdu rowerowego z ubiegłego tygodnia, a film jest. Zdjęć nie będzie, bo z prawie dwustu nie udało mi się wybrać kilku takich, które by mnie zadowoliły. Jestem wybredny, zdjęcia muszą być technicznie dobre i coś muszą mówić. Wybrałem jedno, w zasadzie po to aby cokolwiek było. Ot, trochę wody i tyle. To jezioro Orawskie. Film udało się zrobić, też nie jest jakiś atrakcyjny. Uwaga! na tym filmie manipulowano czasem. Po prostu jechał facet na rowerze. Nie robię tych filmów dla publiczności.
Jedynie dla siebie, aby cokolwiek sobie po latach przypomnieć. Ktoś kiedyś wspomniał, że się nie uśmiecham. No cóż, tak samemu jak do sera? Jakbym z kimś jeździł. Były by jakieś twarze i uśmiechy. Tu jednak, pamiętając o tym. Jest jeden taki moment w filmie :) Ze szczerym uśmiechem, dla czytających i oglądających. Jakoś tak mam, że jak jadę na Słowację czy Czechy. Zawsze uśmiech sam się pojawia. To fajne kraje. Lubię je. Niestety piwa na rowerze nie można się napić, ale Kofole, całą butle wiozłem na bagażniku. To dawka cukru dająca energię. Niestety wszystko wskazuje na to, że Tatr nie zdołam objechać. Jutro ma zacząć padać, a po takich upałach ma podobno być ostro. W zasadzie to w tym roku już się nie da pojechać na taką wycieczkę. We czwartek jedziemy w Izery, wracamy na trzy dni i jedziemy na Bornholm. Potem jest już wrzesień. O 20:00 będzie ciemno. Najlepszy czas na taki wyjazd, to chyba czerwiec. Może trzeba to marzenie zostawić na przyszły rok? Najlepszy numer jest taki, że dziś się dogadałem z moim kolegą śniadaniowym. Też we czwartek jedzie w Izery.
Będzie tam dwa dni. Mało brakowało, aby miał nocleg tam gdzie ja. I wygląda też, że prawdopodobnie koleżanka, która niegdyś z nami pracowała. Wybierze się na Bornholm z nami w miejsce wakatu. A książki nadal nie opisane. Kończę następną. W końcu przestanę je opisywać. Zrezygnowałem z opisów na stronce, bo nie ma sensu dublować z opisami w Publio.pl Zamówiłem sobie fajne koszulki, takie, żeby na ogród wyjść, czy do sklepu wsiowego po piwo. Z portalu Facet po 40-tce. Jedna ma napis “Facet po czterdziestce - nie dla idiotek.” Szczeniackie, ale mi się podoba. Byłbym zapomniał. Mieliśmy wizytę z Paryża. Nocowali u nas jeden dzień. Tak pogadaliśmy o wszystkim i o niczym.
Jedynie dla siebie, aby cokolwiek sobie po latach przypomnieć. Ktoś kiedyś wspomniał, że się nie uśmiecham. No cóż, tak samemu jak do sera? Jakbym z kimś jeździł. Były by jakieś twarze i uśmiechy. Tu jednak, pamiętając o tym. Jest jeden taki moment w filmie :) Ze szczerym uśmiechem, dla czytających i oglądających. Jakoś tak mam, że jak jadę na Słowację czy Czechy. Zawsze uśmiech sam się pojawia. To fajne kraje. Lubię je. Niestety piwa na rowerze nie można się napić, ale Kofole, całą butle wiozłem na bagażniku. To dawka cukru dająca energię. Niestety wszystko wskazuje na to, że Tatr nie zdołam objechać. Jutro ma zacząć padać, a po takich upałach ma podobno być ostro. W zasadzie to w tym roku już się nie da pojechać na taką wycieczkę. We czwartek jedziemy w Izery, wracamy na trzy dni i jedziemy na Bornholm. Potem jest już wrzesień. O 20:00 będzie ciemno. Najlepszy czas na taki wyjazd, to chyba czerwiec. Może trzeba to marzenie zostawić na przyszły rok? Najlepszy numer jest taki, że dziś się dogadałem z moim kolegą śniadaniowym. Też we czwartek jedzie w Izery.
Będzie tam dwa dni. Mało brakowało, aby miał nocleg tam gdzie ja. I wygląda też, że prawdopodobnie koleżanka, która niegdyś z nami pracowała. Wybierze się na Bornholm z nami w miejsce wakatu. A książki nadal nie opisane. Kończę następną. W końcu przestanę je opisywać. Zrezygnowałem z opisów na stronce, bo nie ma sensu dublować z opisami w Publio.pl Zamówiłem sobie fajne koszulki, takie, żeby na ogród wyjść, czy do sklepu wsiowego po piwo. Z portalu Facet po 40-tce. Jedna ma napis “Facet po czterdziestce - nie dla idiotek.” Szczeniackie, ale mi się podoba. Byłbym zapomniał. Mieliśmy wizytę z Paryża. Nocowali u nas jeden dzień. Tak pogadaliśmy o wszystkim i o niczym.

Komentarze