Po górkach dzień kolejny

Od samego rana źle zacząłem. Ruszyłem zaraz po szóstej. Wieczorem byłem już spakowany. Z rana zniosłem wszystko do samochodu. Wcześniej umówiłem się z gospodarzami, że zostawię samochód do wieczora. Wymysłiłem sobie, aby pojechać od razu z kwatery w górę czarnym szlakiem rowerowym. Wjeżdża na właściwy grzbiet, który prowadzi aż do Jaworzyny. Jakieś siedem kilometrów podjazdu. Pomyślałem, że skoro rowerowy, będzie jak wczoraj - luzik. Nie chciało mi się zjechać i nabrać “wody z szamba” znaczy piwniczanki. No i okazało się, że szlaku już nie ma. Ja, jak pisałem nie potrafię się wracać. Blokada na poziomie genomu. Dojechałem do czyjejś bramy. Gospodarz był na podwórku. Wypytałem, potwierdził, że już tędy szlak nie idzie, ale pozwolił otworzyć bramę i przejechać. Oczywiście napadło mnie stado psów. W tym jeden wielki, który zaczął tarmosić za buta.


Na szczęście dało się jechać na rowerze, więc dokręciłem na maksa wywijawszy nogą aby się uwolnić. Jedynie rozdarł mi trochę butya, który i tak już bardzo był nadwyrężony. Jakoś udało mi się przeżyć i przejechać. Przez łąkę zdołałem dotrzeć do żółtego pieszego i nim wreszcie po półtorej prawie godzinie na grzbiet. Do schroniska i wody pozostało kolejne pięć kilometrów. Na szczęście tam było już więcej jazdy niż noszenia roweru. Tu już prawdziwy szlak rowerowy. Siadłem w schronisku i wypiłem powoli chyba ze dwa litry aby się nawodnić. Napełniłem bidony i jeszcze butlę do plecaka. W drogę do Jaworzyny. Jazda przednia. Borówek mnóstwo. Zbierających też. Coś niestety zaczęło się pieprzyć z kamerą. Zmieniłem wcześniej kartę, bo zapełniłem poprzednią. Na Jaworzynie mnóstwo ludzi. Tam można wjechać gondolą. Irytują mnie turyści, którzy wybierają się w góry bez mapy i pytają: “A tam to gdzie dojdziemy” Jak się idzie w góry, to po pierwsze planuje się wycieczkę i zabiera mapę. Zjechałem z Jaworzyny. Długi szutrowy zjazd. I od teraz asfalty. Do samej Krynicy. Od razu widać, że to chyba najbogatsza miejscowość w okolicy. Wypasione hotele, piękne bulwary. Pognałem za miasto i zacząłem się wtaczać na wzniesienie do Tylicza. Długi podjazd. A potem taki sam zjazd. Na skrzyżowanie i tu dylemat. Jechać przez przełącz na drugą stronę i wracać Popradem. Czy zjechać dalej wzdłuż Muszynki.

Bike route 2 214 938 - powered by Www.bikemap.net

Postanowiłem iść na kompromis. Podjadę pod przełęcz do końca asfaltu i tam zdecyduję. Korciła mnie ta Muszynka strasznie. Stwierdziłem, że jak na końcu asfaltu będzie niespecjalny szlak zawrócę i zjadę do Muszyny. Szlak okazał się rozkopany jakimś spychaczem i strasznie błotnisty. Długo się nie zastanawiałem. Podjazd do niego był znowu stromy, więc teraz ponownie zjeżdżałem gnąc się na zakrętach i potem tak aż do samej Muszyny. Z niej pozostało jedynie Karpackm rowerowym wrócić około 30 kilometrów do Piwnicznej.Dotarłem około szesnastej. Mimo tego że wg licznika zrobiłem 95 km. (endomondo pokazało 91) to zabrało mi to mniej o dwie godziny niż wczoraj 72 km. Trasa o wiele łatwiejsza i zdecydowanie więcej asfaltów. Bardzo jestem zadowolony z tego wyjazdu. Mnóstwo zdjęć i frajdy. Mam nadzieję, że z kamerą wszystko ok i niebawem będzie film. Ale zdjęcia na picasa coś mi się nie podobają. Po wrzuceniu ich mam wrażenie, że jakoś automatycznie zostały wysycone kolory. Nie wiem co to jest. ja takiego intensywnego nieba nie mam u siebie w oryginałach.

Komentarze

Ewa pisze…
No pięknie, pięknie, taaaakie trasy...
A na bezpańskie groźne psy może jakiś gaz spowalniający. Na szczęście jest ich coraz mniej. Ostatnio też miałam taka przygodę. Przez otwartą bramę leśniczówki wyskoczył cięty kudłacz. Ledwo uszłam z życiem...
Pozdrawiam :))))
Zazdroszcze...
Serdecznosci
Judith
Nomad pisze…
Ewa: To były pańskie psy, ja przy uprzejmości gospodarza przechodziłem przez podwórka. A gaz to ja mam ze sobą.
Judith: No to na co czekasz? Brak Ci roweru?
Mamma Mia pisze…
uch, mój mąż to by się chętnie podpiął pod tę wycieczkę... póki co obskakuje (objeżdża) z Żywca na Skrzyczne, potem Małe Skrzyczne, Malinowska Skałka, Barania już już w zasięgu i z powrotem do Twardorzeczki i do Żywca :)
Nomad pisze…
W tamtym roku tam jeździłem. Patrz na moim picasa. A może miałby ochotę na karpaty ukraińskie? Korci mnie aby się tam wybrać ponownie: https://sites.google.com/site/andrzejakowacz/rowerowo/ukraina2011
Mamma Mia pisze…
Nomadzie, dwa razy tego nie powtarzaj :)
czy miałby ochotę??? podejrzewam, że by się posikał ze szczęścia :)
Nomad pisze…
To jak się zdecyduję, dam znać. Teraz celem byłaby Borżawa. Dojazd samochodem do Roztok Górnych i stamtąd już rower. Byłem już trzy razy w Karpatach Ukraińskich. Nie ukrywam, że nie jest łatwo. Jak się wjedzie w góry, to zupełny brak cywilizacji. W grę wchodzi jedynie namiot. Okolice 15-20 sierpnia. Ale to nic pewnego, bo żona też ma urlop wtedy i nie wiem czy nie wybierzemy się z Izery.
Mamma Mia pisze…
my 18 wracamy z Karkonoszy, więc już będziemy po urlopie...
ale może kiedyś...