Nareszcie hajda na górki

Zrobiło się okienko pogodowe. Nie będę ryzykował i czekał na sobotę. Zadzwoniłem tam gdzie byliśmy z Basią kilka tygodni temu. Do Piwnicznej i zarezerwowałem sobie dwie noce. Nie wiele to kosztuje, a co za komfort. Pojadę na luzaka. Nie ma problemu, że zostawię gdzieś samochód, a potem po dwóch dniach muszę po niego wracać bezsensownie asfaltami. Tu akurat od Piwnicznej zaplanowałem trasę w jedną stronę pętelkę, potem na drugi dzień w drugą stronę. Tak jest idealnie. Dawno nie jechałem już tak luźno. Nie trzeba taszczyć namiotu, śpiwora i ciężkiego plecaka. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że pogoda pewna. Dziś już jestem tu na miejscu. Pokój fajny. Zrobiłem sobie śniadanie na jutro, aby nie tracić czasu. Ruszam jak tylko wstanę. Podejrzewam, że najpóźniej o siódmej będę już na siodełku. Nie ma też co szaleć. Prawie do 22:00 jest jasno. Teraz o dwudziestej jest jeszcze ciepło. Zaplanowałem jutro jazdę w stronę Szczawnicy przez Radziejową, a potem obok wąwozu Homole, Białą Wodą na Granicę i Planowany zjazd z Obidzy. W sumie z mapy wyszło 72 km. Jakieś 75% całkowicie po górach szlakami. Wbrew pozorom jest tu mniej więcej pół/na pół rowerowych co pieszych. Będę się starał rowerowymi, ale oczywiście te omijają zwykle szczyty, a ja sobie ich nie odpuszczę. Na drugi i ostatni dzień pętelka w stronę Krynicy przez Wierchomlę i Jaworzynę i dalej za Krynicę, tą trasą którą z Basią musiałem odpuścić. Zjazd wzdłuż Muszynki, a potem Popradu. W sumie 94 km. Oczywiście to są plany. Trasy są tak zaplanowane, że w każdej chwili można zjechać wcześniej i zacieśnić/skrócić pętlę. Nie jestem jakiś fanatyk. Wszystko ma być przyjemnością i dużo zdjęć. Może i filmik się zrobi. Wszystko jutro się okaże. Wygląda na to, że pogoda będzie bardzo zdjęciowa. Dziś taka była. Wreszcie się wyszaleje i naładuje akumulatory. A teraz już mogę napisać na koniec. Odbyło się spotkanie w pracy i nie jest to już tajemnicą. Zwolnili naszego dyrektora #$%^&.

Komentarze