Skusiła mnie postać autora. Znana postać. Filmy z jego udziałem są ok. Nawet te dokumentalne, które obejrzałem. Książką zawiodłem się niestety na całego. Gdzieś tam miała być tajemnica, gdzieś kryminał. Różnie o niej czytałem, że błyskotliwa, że nawiązania i podobieństwo do Jądra ciemności. Co z czym porównywać. Do Jądra Ciemności można przyrównać wszystko, to książka uniwersalna. Można przyrównać na takiej samej zasadzie jak liczenie odległości ziemi do księżyca razy PI i dzielone przez drzwi, a wychodzi podstawa piramidy. Książka nudna. Trochę o ekologi, o dziennikarstwie. Egzotycznie bo w Indiach. Miała być może i jakaś puenta. A wyszło paplanie i nic więcej.
Rzadko mi się zdarza czytać biografie. Może ze trzy przeczytałem. Ta jest napisana z polotem i bardzo obiektywnie. Powstawała pod koniec życia człowieka legendy. Z racji tego, że identyfikuje się z tymi zdarzeniami i z tą profesją pewnie trochę plusów nabrała dzięki temu. To prawie moje czasy. Pamiętam jak w młodzieńczych latach czytałem o tych ludziach z branży. Fascynował mnie zawsze ten świat. Do tego stopnia, aż zostałem programistom. Czuje niemalże zapach zx spectrum. Książka zbudziła wspomnienia i tęsknoty. A może nawet pewien wyrzut życia w socjalizmie. Mogłem jedynie o tym czytać jakieś tam wzmianki. Wiele mnie ominęło na bieżąco. Dzięki tej książce ponownie mogłem się zanurzyć w ten świat. Autor bardzo obiektywnie pisze o bohaterze biografii. Rysuje obraz człowieka genialnego, ale i wrednego. Człowieka którego prześladowało pasmo porażek biznesowych, bo obsesyjnie podążał za ideałami. Wreszcie lata poświęceń i konsekwencji owocują chwałą. Chwałą, która nie przeminie. Która zapisze Go na kartach historii trwale. Trochę tylko przykro, że jednak okienka, myszkę przy komputerze identyfikujemy raczej z Microsoftem, a nie z Aple.
Książka bardzo znana, oczekiwania spore. Sam nie wiem zresztą czego się spodziewałem po tej książce. Amerykanie w odróżnieniu od Rosyjskich autorów piszą krótkie książki, miast epopei. Człowiek nie zżywa się z bohaterami, nie żyje ich życiem, a jedynie wyciąga jakieś końcowe wnioski. Nie wiem, muszę to sprawdzić, ale książka nie jest pisana chyba przez dojrzałego autora. Odnosi się wrażenie, że autorem jest rówieśnik bohatera. To książka w stylu - łam zasady, miej wszystko gdzieś, dorośli się mylą. Są sztywni i nie mają radości z życia. Brak im jaj, bo wszędzie widzą konsekwencje. Bohater zostaje wylany ze szkoły i rozpoczyna wcześniej wakacje. Buszując po mieście - tytułowym zbożu. Bez konsekwencji, bez planu na przyszłość, jest szczery, a boi się jedynie rodziców. Na ówczesne czasy początek, lat pięćdziesiątych. Ta książka mogła faktycznie zamieszać w purytańskim społeczeństwie. Ale teraz...
Po wielu prawie ateistycznych książkach, ta jest jak lekcja religii. To taka biblijna opowieść. Piękna opowieść. Prawie Quo Vadis. Piękny młodzieniec, nieszczęśliwym trafem pogrąża rodzinę i traci majątek, a sam zostaje skazany na galery. Tu jednak los mu sprzyja, a Pan doświadcza. To opowieść o wczesnym chrześcijaństwie i oczekiwaniach ludzi co do Chrystusa. Opowieść o tym, że Chrystusa nie da się nijak ludzkimi oczekiwaniami i pojęciami zakwalifikować. Opowieść o tym co nieuniknione. Bohaterami są tu nawet trzej królowie. Wszystkie znane fakty z życia Jezusa pojawiają się w fabule tej książki. Doświadczamy cudów i samej Męki Pańskiej. Bohater wreszcie pojmuje, że tak musiało się stać, to było nieuniknione.
Rzadko mi się zdarza czytać biografie. Może ze trzy przeczytałem. Ta jest napisana z polotem i bardzo obiektywnie. Powstawała pod koniec życia człowieka legendy. Z racji tego, że identyfikuje się z tymi zdarzeniami i z tą profesją pewnie trochę plusów nabrała dzięki temu. To prawie moje czasy. Pamiętam jak w młodzieńczych latach czytałem o tych ludziach z branży. Fascynował mnie zawsze ten świat. Do tego stopnia, aż zostałem programistom. Czuje niemalże zapach zx spectrum. Książka zbudziła wspomnienia i tęsknoty. A może nawet pewien wyrzut życia w socjalizmie. Mogłem jedynie o tym czytać jakieś tam wzmianki. Wiele mnie ominęło na bieżąco. Dzięki tej książce ponownie mogłem się zanurzyć w ten świat. Autor bardzo obiektywnie pisze o bohaterze biografii. Rysuje obraz człowieka genialnego, ale i wrednego. Człowieka którego prześladowało pasmo porażek biznesowych, bo obsesyjnie podążał za ideałami. Wreszcie lata poświęceń i konsekwencji owocują chwałą. Chwałą, która nie przeminie. Która zapisze Go na kartach historii trwale. Trochę tylko przykro, że jednak okienka, myszkę przy komputerze identyfikujemy raczej z Microsoftem, a nie z Aple.
Książka bardzo znana, oczekiwania spore. Sam nie wiem zresztą czego się spodziewałem po tej książce. Amerykanie w odróżnieniu od Rosyjskich autorów piszą krótkie książki, miast epopei. Człowiek nie zżywa się z bohaterami, nie żyje ich życiem, a jedynie wyciąga jakieś końcowe wnioski. Nie wiem, muszę to sprawdzić, ale książka nie jest pisana chyba przez dojrzałego autora. Odnosi się wrażenie, że autorem jest rówieśnik bohatera. To książka w stylu - łam zasady, miej wszystko gdzieś, dorośli się mylą. Są sztywni i nie mają radości z życia. Brak im jaj, bo wszędzie widzą konsekwencje. Bohater zostaje wylany ze szkoły i rozpoczyna wcześniej wakacje. Buszując po mieście - tytułowym zbożu. Bez konsekwencji, bez planu na przyszłość, jest szczery, a boi się jedynie rodziców. Na ówczesne czasy początek, lat pięćdziesiątych. Ta książka mogła faktycznie zamieszać w purytańskim społeczeństwie. Ale teraz...
Po wielu prawie ateistycznych książkach, ta jest jak lekcja religii. To taka biblijna opowieść. Piękna opowieść. Prawie Quo Vadis. Piękny młodzieniec, nieszczęśliwym trafem pogrąża rodzinę i traci majątek, a sam zostaje skazany na galery. Tu jednak los mu sprzyja, a Pan doświadcza. To opowieść o wczesnym chrześcijaństwie i oczekiwaniach ludzi co do Chrystusa. Opowieść o tym, że Chrystusa nie da się nijak ludzkimi oczekiwaniami i pojęciami zakwalifikować. Opowieść o tym co nieuniknione. Bohaterami są tu nawet trzej królowie. Wszystkie znane fakty z życia Jezusa pojawiają się w fabule tej książki. Doświadczamy cudów i samej Męki Pańskiej. Bohater wreszcie pojmuje, że tak musiało się stać, to było nieuniknione.




Komentarze