Piwniczna... leje. MegaPiknik... leje Piknik lotniczy... leje Białka... leje

A miało być tak pięknie. Wczoraj miałem pojechać po pracy do Piwnicznej. Po drodze po Słowackie piwko i kofolę. Piwko do lodówki co by się schłodziło. Z rana dziś na rower i hajda na górki. Wieczorem na kwaterę, piwko, spanko W niedzielę z rana kościół za rogiem, spakować się do samochodu, aby kwaterę opuścić i na kolejne górki do wieczora. Trasy zaplanowane. GPS, kamerka, aparat naładowane, wszystko spakowane i leje. Jak zwykle. Alternatywą był MegaPiknik Comarchowy i Piknik lotniczy i leje. W niedziele alternatywnie przełom białki i leje. K#$%^& Wstałem o szóstej i nic mi się nie chce. We czwartek i w piątek wypuszczanie wersji. Siedziałem od 6:30 ja jestem tak zwany skowronek. Do 19:00 Na koniec dnia w piątek w pracy dowiedziałem się o jeszcze jednym zwolnieniu - k#$%^&. Ja P#$%^& Ok będzie dobrze. W tej firmie po prostu robi się co dwa lata czystki etniczne. Pewnie to dla firmy dobre, pewnie uzasadnione. W końcu to biznes, sentymentów nie ma. Dzięki temu może firma się trzyma, kilku traci pracę, a tysiące mogą egzystować dalej. Tylko, że czasami ma się wrażenie, że ktoś robi sobie w ten sposób dupochron. Ale cóż, za maluczki jestem aby to pojąć. W sumie nie powinienem tak mówić, ale trochę się zdenerwowałem. Mam prawo? K#$%^& mam. Ulży mi. A decydent z nawet nie uzasadnioną krytyką musi się liczyć i ją znosić. A tak jest w piwnicznej:

Komentarze

Ewa pisze…
Na Podlasiu siąpiło dwa dni. Dzisiaj wypogadza się i mam nadzieję, że jutro na spływie kajakowym będzie ciepło, słonecznie...
Życzę zatem i Tobie pięknej niedzieli i dobrego wypoczynku :)