Piwniczna - tym razem pogoda

Dziś w planach rower. Dokończyć wycieczkę wzdłuż Popradu. Czyli przejechać z Piwnicznej do Muszyny. Pogoda zapowiada się z przelotnym deszczykiem. Ruszyliśmy około 9:30. Dosłownie po piętnastu minutach jazdy na granicy słowackiej złapał nas deszcz, ale faktycznie przelotny. Przeleciał i tyle. Basia zaczęła zakładać kurtkę przeciwdeszczową. Nim zdążyła założyć, przestało padać. Ja stałem, mokłem i trzymałem rower. Na granicy zamieniliśmy trochę naszego złota na euro. Pognaliśmy znaną z poprzedniej wycieczki ścieżką wzdłuż Popradu po drugiej stronie granicy. Tak jak widziałem na googlemaps, ścieżka zaraz za miejscem do którego poprzednio dojechaliśmy zmienia się w asfalt i to bardzo dobrej jakości. W jednym miejscu w największym zakolu Popradu jest spory podjazd. Tam droga robi się bardzo górska. Jakby ktoś nie wyrobił się na zakręcie, to do popradu są prawie pionowe ściany.


Jakim cudem na tym zboczu drzewa rosną to nie wiem. W końcu dojeżdża się do końca asfaltu i kończy w polu. Ale są znaki niebieskiego szlaku i Słowak-rolnik poinformował nas, że lepiej objechać pole z drugiej strony, bo tam gdzie szlak - orane. Faktycznie jechaliśmy wokół pola po trakcie traktorowym, a potem szeroką piękną łąką. Przez jej środek wiedzie nikła droga traktorowa. Po jakimś kilometrze, może mniej, kończy się w krzakach. Tam też przekracza się granicę. Idealne miejsce do przemytu. Trzeba niestety wtaczać i przenosić rower po górkach i przez strumyki. Niebawem będzie z tego film. Tak dojeżdżamy, a w zasadzie wyjeżdżamy z krzaków do Muszyny. Nic nie mówiąc ciągnąłem Basię dalej. Chciałem ją przeciągnąć przez przełęcz. Niestety po jakichś pięciu kilometrach jak zaczęła się górka. Zbuntowała się. Wiedziałem co będzie jak namówię ją do dalszej jazdy, więc zawróciliśmy. W Muszynie zrobiło się okropnie zimno, mimo słonecznego od pewnego czasu nieba. Miałem wrażenie że za chwilę zacznie padać śnieg. Marznąć zjedliśmy okropne gofry. Jeszcze pieszo, prowadząc rowery, pozwiedzaliśmy Muszynę i ruszyliśmy. Tym razem po naszej stronie z powrotem do Piwnicznej.


Liczyłem na stówę, a wyszło zaledwie siedemdziesiąt parę kilometrów. W okolicach Piwnicznej zrobiło się już bardzo słonecznie i ciepło. Po drodze minęliśmy fajną miejscowość. Poczułem się jak u siebie. Zdjęcie powyżej. Korci mnie spływ pontonowy Popradem. Można spłynąć nawet ze Słowacji. Płynie się prawie sześć godzin. Można też kajakiem. Myślę, że zbiorę jeszcze parę osób, może kuzynostwo. Basia też mam nadzieję da się namówić. A jutro w planach znowu górki. Jednakże pogoda na jutro jest zapowiadana fatalna. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Co dzień wieczorem chodzimy pić wodę z szamba. Znaczy Piwniczankę. Samym wieczorem pojechaliśmy jeszcze samochodem na granicę do sklepów. Wydać to zamienione złoto. Kupiliśmy cztery kofolę i piwo słowackie i margotki i inne smakołyki. No i wracając znowu wspięliśmy się samochodem na Obidzę. Chcieliśmy sobie tam siąść i wypić kawkę lub co innego. Posiedzieć i porobić zdjęcia. Niestety okazało się, że tam już cień i zimno. Cyknąłem jedynie kilka zdjęć i wróciliśmy.

Bike route 2 157 079 - powered by Www.bikemap.net

Komentarze

henryk pisze…
Ładna wycieczka.Moją dzisiejszą(25km pieszo) popsuli mi szalejący motokrosowcy i quady.Kajak-to jest to co uwielbiam.