Hak założony. Byłem tam o 8:00 punktualnie. Wcześniej nie można było zostawić samochodu. Zaraz potem ruszyłem rowerem w trasę. Tym samym samochód przeszedł chrzest bojowy. Zawiozłem rower 100 km wrzucając go po prostu na tył. Spokojne wchodzą dwa. Tyle, że wtedy jeden leży na drugim. Co rowerom może nie wyjść na dobre. Ale w końcu ten hak montuję aby bezpiecznie wozić rowery na platformie jak będziemy jeździli gdzieś dalej z Basią. Pojechałem więc w trasę, ale musiałem być najpóźniej na 17:00 więc nie mogłem zaszaleć. No i raczej musiałem jechać tak, aby móc w razie jakichś problemów z montażem wrócić w rozsądnym czasie. Wybrałem zatem asfalty. W szczególności szlaki rowerowe. Jest ich tam mnóstwo. W ogóle tam wszędzie są takie wąskie alejki asfaltowe. Zerowy prawie ruch. Długie, ale łagodne podjazdy i jeszcze dłuższe zjazdy. Choć w pewnym momencie licznik zarejestrował 64,3 km/h. Przypomniałem sobie jednak, że amortyzatory mam niepewne. W sumie na rowerku wyszło prawie 80 km. Po drodze, jeszcze samochodem. Jadę sobie “czwórką” Z przodu TIR, a miedzy mną a TIR-em samochód.
Nagle patrzę! Co on robi, chce wyprzedzać TIR-a z prawej? Samochód uderzył wpierw w krawężnik, potem w barierkę. Odbił się. Przejechał jeszcze kawałek i zatrzymał się na poboczu. Spojrzałem czy coś za mną jedzie. Nic. Zatrzymałem się, odsunąłem szybę. Pytam czy nic się pani nie stało. Na szczęście nic. Zagapiła się i zjechała z drogi. Mało brakowało, ale samochód chyba trochę obdarty. Co do haka. Okazuje się, że muszę teraz pojechać do urzędu po to aby zarejestrować hak. Strasznie dużo z nim zachodu. Chciałem w domu go zdemontować. Ale po pierwsze, nie wiem czy muszę go pokazać w tym urzędzie? Chyba nie. Z drugiej strony podobno nie można jeździć z hakiem tak sobie. Nie ciągnąc nic. Odkręciłem go, ale musiałem i tak zakręcić śruby, bo moduł elektryczny wisiał na kablu. Na dodatek te szczęki od haka od razu się zwężają. Sporo się namęczyłem aby go z powrotem wepchnąć. Posmarowałem śruby towotem dla zabezpieczenia. Muszę coś wymyślić. Jakieś rozpórki. Chyba najlepsze będą tulejki aluminiowe. Na razie muszę jeździć z hakiem. Policji mam nadzieję się jakoś wytłumaczę przez ten czas. Z drugiej strony widzę sporo samochodów z hakami. Mówiłem już, że nie znoszę mechaniki?
Nagle patrzę! Co on robi, chce wyprzedzać TIR-a z prawej? Samochód uderzył wpierw w krawężnik, potem w barierkę. Odbił się. Przejechał jeszcze kawałek i zatrzymał się na poboczu. Spojrzałem czy coś za mną jedzie. Nic. Zatrzymałem się, odsunąłem szybę. Pytam czy nic się pani nie stało. Na szczęście nic. Zagapiła się i zjechała z drogi. Mało brakowało, ale samochód chyba trochę obdarty. Co do haka. Okazuje się, że muszę teraz pojechać do urzędu po to aby zarejestrować hak. Strasznie dużo z nim zachodu. Chciałem w domu go zdemontować. Ale po pierwsze, nie wiem czy muszę go pokazać w tym urzędzie? Chyba nie. Z drugiej strony podobno nie można jeździć z hakiem tak sobie. Nie ciągnąc nic. Odkręciłem go, ale musiałem i tak zakręcić śruby, bo moduł elektryczny wisiał na kablu. Na dodatek te szczęki od haka od razu się zwężają. Sporo się namęczyłem aby go z powrotem wepchnąć. Posmarowałem śruby towotem dla zabezpieczenia. Muszę coś wymyślić. Jakieś rozpórki. Chyba najlepsze będą tulejki aluminiowe. Na razie muszę jeździć z hakiem. Policji mam nadzieję się jakoś wytłumaczę przez ten czas. Z drugiej strony widzę sporo samochodów z hakami. Mówiłem już, że nie znoszę mechaniki?
Komentarze
Serdecznosci
Judith
Gdyby tak mój mąż rozpoczynał robotę i kończył, a jeszcze żeby posprzątał po sobie. Jesteś jak złoto!
Lubię umiarkowany pedantyzm.
Kiedyś moja koleżanka opowiadała o swoim mężu pedancie, że zdarza mu się wrócić z jakieś imieninowej czy jubileuszowej imprezy i zaraz potem ze zmęczenia zasnąć. Ale jak?! Kładzie się na plecach, kanty spodni stawia na baczność i tak do rana ani milimetr się nie poruszy. Chi, chi...
Ciekawa jestem jak Basia, czy też pedantyczna. U nas ja posiadam takie cechy, a mąż jest bałaganiarzem...
Uściski i pogody na rowerowe wycieczki :)