Brakuje słońca. Ledwo dwa dni i znowu leje. Jednakże nie chcąc tracić nawet tych dwóch dni. Wziąłem urlop. Narty na plecy i pojechałem pod Pilsko. Plany były oczywiście inne niż realizacja. Ja zawsze tak mam. Wpierw planuję, a potem pełen spontan. Miałem zamiar wyjść na Halę Miziową potem z niej czerwonym szlakiem na Trzy Kopce i dalej przez Romankę, a tam już na dół do Korbielowa.
Trasa dość długa. Obawiałem się, że mogę nie podołać. Na parkingu w Korbielowie okazało się jednak, że krucho ze śniegiem. Dobry kilometr trzeba było iść na butach, a i potem na szlaku pokrywa śnieżna pozostawiała wiele do życzenia. Zresztą i tak oczywiście na Miziowej, zafascynowany widokiem słonecznego szczytu Pilska. Szedłem jak urzeczony i minąłem zejście na czerwony szlak. Nie mogłem się oprzeć czarowi góry. Po drodze też trafiłem na trasę narciarską, którą nigdy nie jeździliśmy. To przejście z Baby na Pilsko. Poszedłem więc na sam szczyt i nie żałuję.
Wiatr huraganowy, ale widoki przecudne. Trzy pasma górskie. Rozpoznaje tylko Tatry, potem na prawo od Tatr. Może Tatry Zachodnie? A potem jeszcze Rohacze? Nie znam się, ja tylko lubię oglądać widoki. Znawcą nie jestem. W każdym razie pięknie i słonecznie. Widoczność też powalająca. Ale ten wiatr. Z trudem można było ustać. Jak już się napatrzyłem. Zdjąłem foki i zacząłem zjeżdżać. Nie jest to takie proste. Te narty są lekkie, a na takiej pokrywie śnieżnej wysmaganej wiatrem rozjeżdżają się jak na lodowisku. Ponadto. Nogi po wspinaczce są zmęczone.
Nie był to taki szybki i swobodny zjazd jakbym sobie tego życzył. Niebo do zdjęć też nie było idealne. Ja preferuje chmurki. Trochę jednak udało mi się cyknąć. No i filmik sobie skręciłem. Wszystko tu na tej stronie oglądać można.
Trasa dość długa. Obawiałem się, że mogę nie podołać. Na parkingu w Korbielowie okazało się jednak, że krucho ze śniegiem. Dobry kilometr trzeba było iść na butach, a i potem na szlaku pokrywa śnieżna pozostawiała wiele do życzenia. Zresztą i tak oczywiście na Miziowej, zafascynowany widokiem słonecznego szczytu Pilska. Szedłem jak urzeczony i minąłem zejście na czerwony szlak. Nie mogłem się oprzeć czarowi góry. Po drodze też trafiłem na trasę narciarską, którą nigdy nie jeździliśmy. To przejście z Baby na Pilsko. Poszedłem więc na sam szczyt i nie żałuję.
Wiatr huraganowy, ale widoki przecudne. Trzy pasma górskie. Rozpoznaje tylko Tatry, potem na prawo od Tatr. Może Tatry Zachodnie? A potem jeszcze Rohacze? Nie znam się, ja tylko lubię oglądać widoki. Znawcą nie jestem. W każdym razie pięknie i słonecznie. Widoczność też powalająca. Ale ten wiatr. Z trudem można było ustać. Jak już się napatrzyłem. Zdjąłem foki i zacząłem zjeżdżać. Nie jest to takie proste. Te narty są lekkie, a na takiej pokrywie śnieżnej wysmaganej wiatrem rozjeżdżają się jak na lodowisku. Ponadto. Nogi po wspinaczce są zmęczone.
Nie był to taki szybki i swobodny zjazd jakbym sobie tego życzył. Niebo do zdjęć też nie było idealne. Ja preferuje chmurki. Trochę jednak udało mi się cyknąć. No i filmik sobie skręciłem. Wszystko tu na tej stronie oglądać można.
Komentarze