Muszę się nauczyć języka migowego. Niestety Basia wczoraj ogłuchła prawie zupełnie. Nie pójdzie do lekarza, lekarz gryzie. Dziś nadal nie słysząc wreszcie się zdecydowała. Należy do osób którym zatykając się uszy. W połączeniu z katarem i chodzeniem bez czapki niestety tak się to kończy. Na szczęście skończyło się jedynie na przepłukaniu uszu i dziś już jest ok. W sobotę wyjeżdżamy na narty. W związku z tym wszystko co tylko możliwe zaczyna się psuć. Kilka dni temu spaliła się żarówka w lampie zmierzchowej na schodach przed domem. Wczoraj poszedłem ja wymontować. Aby wiedzieć jaką kupić. Zszedłem na dół po taboret, aby na nim stanąć i zdjąć osłonę. Okazało się że na dole puściła uszczelka w kranie i kapie woda, dość intensywnie. Dokręciłem mocno. Nadal kapie, ale do wytrzymania. Potem zgasły światła w kuchni nad blatem. Poświęciłem godzinę na rozebranie transformatora, bowiem jak się nim postukało. Zaczynały świecić. Po godzinie doszedłem że przerwa lub raczej zwarcie następuje w cefce w przetwornicy. Dziś pojechałem kupić i wymieniłem cały transformator. Po dziesięciu minutach padł drugi. Od drugiego zestawu lampek. Po około 10 minutach gasną. Trzeba stuknąć w blat i się zaswiecaja ponownie. Sprawdziłem przewody wszystko ok. Wygląda na dokładnie takie samo uszkodzenie. Żarówkę na schodach przed drzwiami wymieniłem. Z kranem zrobię po przyjeździe, choć kupiłem zestaw uszczelek. Boje się. Że rozłoże baterie i jej nie będę mógł z jakiegoś powodu złożyć, bo na przykład uszczelka nie będzie pasowała. Nie zostawię tak na wyjazd. Oczywiście telefon, który był w serwisie nie został naprawiony. Nie wiedzą co mu jest. Zamówiłem na allegro taki sam za dwie stówy, ale raczej nie dojdzie przed wyjazdem. Czekam jeszcze co jutro, albo w sobotę rano przed wyjazdem się stanie.
Komentarze
Serdecznosci
Judith