Ostatnia miłość na ziemi.

Ciekawy pomysł na film. Pojawia się niepokojące zjawisko. Na razie jest to kilka przypadków w różnych częściach świata. Ludzi ogarnia rozpacz, przygnębienie. A potem tracą zmysł węchu. W tle główny bohater. Pracownik restauracji, kucharz. I pani epidemiolog. Po pewnym czasie ta dziwna przypadłość opanowuje całą ludzkość. Utrata węchu poprzedzona jest atakiem przygnębienia, smutku i rozpaczy. Świat jednak otrząsa się z tego i trwa dalej. Restauracja podupada, a kucharz poznaje panią epidemiolog. Restauracja aby przetrwać serwuje bardziej doprawione dania. Po jakimś czasie przytrafiają się przypadki ataku niekontrolowanego obrzarstwa, po czym następuje utrata kolejnego zmysłu. zmyslu smaku. Ludzkość jest coraz bardziej przerażona. Restauracja po pewnym zastoju. Zaczyna serwować dana o różnej konsystencji, takie które chrupia, maja różna gęstość i fakturę. Świat kręci się dalej, a kucharz przeżywa burzliwą miłość z panią epidemiolog. Po kolejnej stabilizacji zaczynają się przytrafia ataki wściekłości, po których ludzkość traci słuch. To dość druzgocacy cios dla swiata. Ale i z tego ludzie zaczynają się podnosić. Na koniec po utracie wzroku bohaterom zostaje jedyne wybawienie - drugi człowiek, wzajemną miłość. Takie właśnie uczucia poprzedzają utratę zmysłu wzroku. Potrzeba bliskości, kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem. Pozostaje jedyny ważny zmysł, zmysł człowieczeństwa.

Komentarze

makroman pisze…
Może być ciekawy...