Obawiam się, że dla tych co książki nie czytali. Będzie to Czeski film. “Nikt nic nie wie” W książce jest pięć opowieści łączących się szczegółami i podobieństwem losów ludzkich, które niosą w sobie jakiś przekaz. Tutaj te opowieści są tak pocięte i pomieszane, że trudno się w tym wszystkim połapać. Z tego też powodu film wydaje się nudny. Przejścia często są po dosłownie jednej scenie, po kilku sekundach.
Frustruje to widza. Jeśli mielibyśmy tu dwie, maksymalnie trzy opowieści. Można byłoby się jeszcze pewnie w tym połapać. Zamierzeniem twórców było zapewne przekazanie istoty książki. Pokazanie splątanych losów ludzi z wielu epok. Zawsze jesteśmy w jakiś sposób zniewoleni i dążymy do zmian na lepsze. Chciano to pokazać przez pokazanie i przyrównanie podobnych zdarzeń w życiu bohaterów. Nie udało się to. Film też, mimo tego, że jest długi pokazuje niespełna połowę wydarzeń z książki. Jest też trochę zmian. Widowisko byłoby faktycznie imponujące jeśli sceny pościgu na latających pojazdach nie przeplatałyby się z pościgami na koniach. Ma się wrażenie, że w montażowni ktoś niepoczytalny szalał z nożyczkami. Wiele zawartych idei z książki jedynie zostało tu wspomnianych, myślę, że nie wielu załapało. Cała korporacyjność świata tu ledwo jest zaznaczona, jakże piętnowana w książce. W książce mocno obnażana jest religia i wykorzystanie jej do zniewalania ludzi z ograniczonym dostępem do wiedzy. To właśnie przewaga książki nad filmem. Sama książka nie jest jakimś arcydziełem. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest mierna. Lecz film jeszcze bardziej ją spłyca. Nie pomaga w filmie ciągłe powtarzanie słów, że wszystkie losy ludzkie są splątane i że wszyscy jesteśmy równi. Trzeba jeszcze umieć to pokazać. Myślę, że wystarczyłoby zrobić film z jednej z tych opowieści. Tej o fabrykantach z PapaSong. Wyszedłby widowiskowy film SF z jasnym, prostym przekazem i ostrzeżeniem przed przyszłością. Jedyną wartością filmu w tym wypadku wydają się być jedynie kreacje aktorskie, a w szczególności charakteryzacje aktorów.
Frustruje to widza. Jeśli mielibyśmy tu dwie, maksymalnie trzy opowieści. Można byłoby się jeszcze pewnie w tym połapać. Zamierzeniem twórców było zapewne przekazanie istoty książki. Pokazanie splątanych losów ludzi z wielu epok. Zawsze jesteśmy w jakiś sposób zniewoleni i dążymy do zmian na lepsze. Chciano to pokazać przez pokazanie i przyrównanie podobnych zdarzeń w życiu bohaterów. Nie udało się to. Film też, mimo tego, że jest długi pokazuje niespełna połowę wydarzeń z książki. Jest też trochę zmian. Widowisko byłoby faktycznie imponujące jeśli sceny pościgu na latających pojazdach nie przeplatałyby się z pościgami na koniach. Ma się wrażenie, że w montażowni ktoś niepoczytalny szalał z nożyczkami. Wiele zawartych idei z książki jedynie zostało tu wspomnianych, myślę, że nie wielu załapało. Cała korporacyjność świata tu ledwo jest zaznaczona, jakże piętnowana w książce. W książce mocno obnażana jest religia i wykorzystanie jej do zniewalania ludzi z ograniczonym dostępem do wiedzy. To właśnie przewaga książki nad filmem. Sama książka nie jest jakimś arcydziełem. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest mierna. Lecz film jeszcze bardziej ją spłyca. Nie pomaga w filmie ciągłe powtarzanie słów, że wszystkie losy ludzkie są splątane i że wszyscy jesteśmy równi. Trzeba jeszcze umieć to pokazać. Myślę, że wystarczyłoby zrobić film z jednej z tych opowieści. Tej o fabrykantach z PapaSong. Wyszedłby widowiskowy film SF z jasnym, prostym przekazem i ostrzeżeniem przed przyszłością. Jedyną wartością filmu w tym wypadku wydają się być jedynie kreacje aktorskie, a w szczególności charakteryzacje aktorów.
Komentarze