Niedziela - piękna pogoda, a ja znowu musiałem pojechać do U. i złożyć dwa stoły i wielką szafę z pawlaczem. Szafa wg instrukcji winna być składana przez trzy osoby w 90 min. Ja musiałem składać sam i zajęło mi to około pięciu godzin. Potem jeszcze wyregulować wszystkie drzwi szafek kuchennych.
Ale żeby ten dzień nie był całkiem stracony. Kupiłem bilety do kina na 19:45.
Na ten film czekałem odkąd o nim usłyszałem, czyli jakieś trzy miesiące. Czytałem książkę i jest to książka nr 2 w moim rankingu. Anna Karenina Byłem pełen niepewności. Bałem się, że zawiedzie mnie ekranizacja. Na początku czułem się trochę zdezorientowany zanim pojąłem konwencję. Film jest grany jakby w teatrze. Większość scen jest takich bajkowych i teatralnych. Aktorzy przez chwilę są w teatrze wśród dekoracji, potem wchodzą na górę tam gdzie wciągają kurtyny. Potem przechodzą wprost na śnieg przez otwartą kurtynę, gdzie z boku sceny, w polu widzenia. Widać jeszcze jakieś liny i łańcuchy. By po chwili przejść w otwarty plener. Na zachwycającym balu postaci są zamrożone w ruchu. Ożywiają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Tchnie życie w nich przemieszczająca się w tańcu para Anna i Wroński. Widzowie sadowią się na miejscach by oglądać gonitwę. Rozsuwa się kotara i przez scenę w galopie przebiegają konie. Potem kolejny nawrót i Fru-Fru wraz z Wrońskim upada ze sceny prawie na widzów. Anna nie wytrzymuje i po raz pierwszy upublicznia swoje uczucia. Od tej pory ma dość, nie będzie więcej się ukrywać. Niestety purytańskie społeczeństwo zadepcze jej miłość. Nie pozwoli na złamanie zasad. Odrzuci ją i skaże. W końcu ta tragiczna scena na dworcu. Anna kończy ze swoim bólem. W przebłysku opamiętania już zabrakło czasu i ginie pod kołami pędzącego pociągu. Wspaniałe stroje, wspaniałe wnętrza i piękna muzyka. Gra aktorska zdaje się tu być na drugim miejscu. Z powodu teatralnej konwencji jest trochę sztuczna. Jakby aktorzy grali w maskach na deskach teatru. Teatru życia.
Ale żeby ten dzień nie był całkiem stracony. Kupiłem bilety do kina na 19:45.Na ten film czekałem odkąd o nim usłyszałem, czyli jakieś trzy miesiące. Czytałem książkę i jest to książka nr 2 w moim rankingu. Anna Karenina Byłem pełen niepewności. Bałem się, że zawiedzie mnie ekranizacja. Na początku czułem się trochę zdezorientowany zanim pojąłem konwencję. Film jest grany jakby w teatrze. Większość scen jest takich bajkowych i teatralnych. Aktorzy przez chwilę są w teatrze wśród dekoracji, potem wchodzą na górę tam gdzie wciągają kurtyny. Potem przechodzą wprost na śnieg przez otwartą kurtynę, gdzie z boku sceny, w polu widzenia. Widać jeszcze jakieś liny i łańcuchy. By po chwili przejść w otwarty plener. Na zachwycającym balu postaci są zamrożone w ruchu. Ożywiają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Tchnie życie w nich przemieszczająca się w tańcu para Anna i Wroński. Widzowie sadowią się na miejscach by oglądać gonitwę. Rozsuwa się kotara i przez scenę w galopie przebiegają konie. Potem kolejny nawrót i Fru-Fru wraz z Wrońskim upada ze sceny prawie na widzów. Anna nie wytrzymuje i po raz pierwszy upublicznia swoje uczucia. Od tej pory ma dość, nie będzie więcej się ukrywać. Niestety purytańskie społeczeństwo zadepcze jej miłość. Nie pozwoli na złamanie zasad. Odrzuci ją i skaże. W końcu ta tragiczna scena na dworcu. Anna kończy ze swoim bólem. W przebłysku opamiętania już zabrakło czasu i ginie pod kołami pędzącego pociągu. Wspaniałe stroje, wspaniałe wnętrza i piękna muzyka. Gra aktorska zdaje się tu być na drugim miejscu. Z powodu teatralnej konwencji jest trochę sztuczna. Jakby aktorzy grali w maskach na deskach teatru. Teatru życia.
Komentarze
ps. Szafy faktycznie potrafią zmęczyć podczas samodzielnego montażu, Z drugiej strony... lubię skręcać meble, choć nie lubię gdy żona wmawia mi że to było "tak niesamowicie okazjonalnie, że praktycznie za darmo, a nawet jeszcze na tym zarobiliśmy..."