Jestem zmęczony. Co dzień w pracy myślę, że coś skrobnę i co dzień mam pustkę w głowie. A tyle się dzieje. W zasadzie działo. Potem znowu na kolejny dzień w pracy. Obiecuje sobie i notuje, że kolejnego posta trzeba napisać. Wiem. Była sobota i niedziela. Ale... Wyjdzie w tekście. W piątek była integracyjna impreza firmowa. Wyjazd nad jezioro Rożnowskie, tam pajacowanie, które organizuje jakaś firma zajmująca się pajacowaniem. Potem pijaństwo do rana. Potraktowałem ten wyjazd jako darmowy transport. Przyjechaliśmy na miejsce około 15:00. Błyskawicznie zjadłem obiad. Głęboki PRL. Zupa pomidorowa z ryżem. Zimne ziemniaki z mięsem. Przełknąłem, popiłem kompotem i się ewakuowałem. Poszedłem sobie na pagórki. Widoki piękne na jezioro. Około 18:30 zaczęło się robić ciemno. Miałem dwie czołówki i latarkę. Byłem przygotowany. Poszedłem szlakiem w stronę Jamnej.
Tam niestety się zgubiłem. Chciałem pójść zielonym, a potem niebieskim szlakiem. Ale w zupełnych ciemnościach szlak prowadzi dobre 500 m przez pola, gdzie nie ma kompletnie oznaczeń. Chciałem dojść na przełaj przez las i w każdą ścieżkę jaką wszedłem, kończyła się terenem prywatnym. W końcu zawróciłem. Błądzenie zajęło mi godzinę. Po jakimś czasie zszedłem z drogi powrotnej, aby zmienić trasę. Nie lubię wracać tą samą drogą. W sumie przeszedłem ponad 30 km. Wróciłem gdzieś w okolicy 23:00. O 1:00 był autobus dla tych co wracali w nocy. Posiedziałem dwie godzinki i się pointegrowałem trochę. Przy okazji uświadomiłem sobie, że nigdy w życiu nie wróciłem do domu pijany. W ogóle nigdy w życiu nie byłem pijany. Może dlatego, że nigdy nie piję wódki? Owszem jak wypije piwo czy dwa. (kiedyś miałem rekord trzy na jednym grillu. Trwał dobrych kilka godzin) Czuje jakiś tam śladowy szum w głowie. A autobus, ten o pierwszej. Był pełen takich.
W sobotę wróciłem o trzeciej w nocy. Przespałem się do ósmej. I dawaj w ogród do roboty. Porobiłem porządki jesienne. Obrałem pełno jabłek i inne takie. A w niedzielę około 12:00 pojechaliśmy do U. Dostała mieszkanie, remontuje i kupiła sobie meble kuchenne. W zasadzie to Basia jej kupiła. Dosłownie. Ekipa remontowa powiedziała, że jej złożą za 350 zł, bo to trzeba robić dwa dni w dwie osoby. Niestety ma faceta. Hmm... nie umie czytać (nigdy nie widziałem aby czytał), więc nie przeczyta, a już na pewno o czymś takim jak internet nie słyszał. No po prostu “dupa wołowa” nie facet. U. załatwia wszystko, on d... nie ruszył z fotela przed TV. Mieszkanie jest remontowane od prawie dwóch miesięcy, a on nie był jeszcze zobaczyć! Nie złoży mebli, no to jak takiego faceta nazwać. Zirytowałem się nań i na tą ekipę. Pojechaliśmy w niedzielę i od 13:00 do 20:30 złożyłem te p... meble. Wziąłem tylko do domu dwie szuflady do sklejenia na dziś, bo już nie miałem siły. No i oczywiści jak złożyłem te meble, to już mam robotę następną Wersalka, na szczęście tylko boki trzeba przykręcić. Stół, to będzie proste. No i szafa. O tego już sam nie dam rady chyba. No bo tu wydaje się, że trzeba będzie coś pewnie przytrzymać. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że płacenie rachunków, a w zasadzie zawiadywanie tym. Remonty, bieżące naprawy, ogród. Przetykanie WC. Karnisze. Wszelkie załatwiania w urzędach, składanie mebli, postawienie domu. Naprawa sprzętów. Obsługa samochodu. I wiele innych należą do faceta. Jeśli musi robić, to kobieta, to facet jest “dupa wołowa” i tyle. Podkreślam “musi”. Bo jak chce i woli, bo tak się podzielili obowiązkami, to nie ma sprawy. Ale ma to umieć zrobić i koniec!
Dziś dostałem telefon, że samochód już jest. Wysyła mi dokumenty i prawdopodobnie w tym tygodniu odbiór. Jak tylko wszystko pozałatwiam, znaczy zarejestruje. Aż się boję jak ja przyjadę tu z Nowego Sącza. A na koniec - Konrad wreszcie skręcił film z Hiszpanii. Ach! jeszcze, ja naprawdę czytam praktycznie każdy wpis na blogach, które obserwuje, no może czasami przeglądam tylko jak długi wpis. Ale i tak wiem o czym. Nie komentuje, bo nie lubię pisać aby pisać. Jedynie jak mam coś naprawdę do powiedzenia.
Tam niestety się zgubiłem. Chciałem pójść zielonym, a potem niebieskim szlakiem. Ale w zupełnych ciemnościach szlak prowadzi dobre 500 m przez pola, gdzie nie ma kompletnie oznaczeń. Chciałem dojść na przełaj przez las i w każdą ścieżkę jaką wszedłem, kończyła się terenem prywatnym. W końcu zawróciłem. Błądzenie zajęło mi godzinę. Po jakimś czasie zszedłem z drogi powrotnej, aby zmienić trasę. Nie lubię wracać tą samą drogą. W sumie przeszedłem ponad 30 km. Wróciłem gdzieś w okolicy 23:00. O 1:00 był autobus dla tych co wracali w nocy. Posiedziałem dwie godzinki i się pointegrowałem trochę. Przy okazji uświadomiłem sobie, że nigdy w życiu nie wróciłem do domu pijany. W ogóle nigdy w życiu nie byłem pijany. Może dlatego, że nigdy nie piję wódki? Owszem jak wypije piwo czy dwa. (kiedyś miałem rekord trzy na jednym grillu. Trwał dobrych kilka godzin) Czuje jakiś tam śladowy szum w głowie. A autobus, ten o pierwszej. Był pełen takich.
W sobotę wróciłem o trzeciej w nocy. Przespałem się do ósmej. I dawaj w ogród do roboty. Porobiłem porządki jesienne. Obrałem pełno jabłek i inne takie. A w niedzielę około 12:00 pojechaliśmy do U. Dostała mieszkanie, remontuje i kupiła sobie meble kuchenne. W zasadzie to Basia jej kupiła. Dosłownie. Ekipa remontowa powiedziała, że jej złożą za 350 zł, bo to trzeba robić dwa dni w dwie osoby. Niestety ma faceta. Hmm... nie umie czytać (nigdy nie widziałem aby czytał), więc nie przeczyta, a już na pewno o czymś takim jak internet nie słyszał. No po prostu “dupa wołowa” nie facet. U. załatwia wszystko, on d... nie ruszył z fotela przed TV. Mieszkanie jest remontowane od prawie dwóch miesięcy, a on nie był jeszcze zobaczyć! Nie złoży mebli, no to jak takiego faceta nazwać. Zirytowałem się nań i na tą ekipę. Pojechaliśmy w niedzielę i od 13:00 do 20:30 złożyłem te p... meble. Wziąłem tylko do domu dwie szuflady do sklejenia na dziś, bo już nie miałem siły. No i oczywiści jak złożyłem te meble, to już mam robotę następną Wersalka, na szczęście tylko boki trzeba przykręcić. Stół, to będzie proste. No i szafa. O tego już sam nie dam rady chyba. No bo tu wydaje się, że trzeba będzie coś pewnie przytrzymać. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że płacenie rachunków, a w zasadzie zawiadywanie tym. Remonty, bieżące naprawy, ogród. Przetykanie WC. Karnisze. Wszelkie załatwiania w urzędach, składanie mebli, postawienie domu. Naprawa sprzętów. Obsługa samochodu. I wiele innych należą do faceta. Jeśli musi robić, to kobieta, to facet jest “dupa wołowa” i tyle. Podkreślam “musi”. Bo jak chce i woli, bo tak się podzielili obowiązkami, to nie ma sprawy. Ale ma to umieć zrobić i koniec!
Dziś dostałem telefon, że samochód już jest. Wysyła mi dokumenty i prawdopodobnie w tym tygodniu odbiór. Jak tylko wszystko pozałatwiam, znaczy zarejestruje. Aż się boję jak ja przyjadę tu z Nowego Sącza. A na koniec - Konrad wreszcie skręcił film z Hiszpanii. Ach! jeszcze, ja naprawdę czytam praktycznie każdy wpis na blogach, które obserwuje, no może czasami przeglądam tylko jak długi wpis. Ale i tak wiem o czym. Nie komentuje, bo nie lubię pisać aby pisać. Jedynie jak mam coś naprawdę do powiedzenia.
Komentarze