Trochę pracy i trochę rowerka

Sobota zaczęła się pięknym słońcem, aby po niespełna godzinie przejść w siąpiący deszcz. Myślałem, że już po pracy. Całe niebo się zaciągło. Jednak po kolejnych dwóch godzinach przestało siąpić i nawet zaczęło robić się sucho. Miałem dość leniuchowania i postanowiłem mimo niepogody coś jednak zrobić na ogrodzie. Po godzinie pracy znowu całe niebo zrobiło się błękitne i piękne. Az miło się pracowało. Szlifierka kątowa, to chyba najlepsze i najbardziej uniwersalne narzędzie w moim garażu. Wziąłem stary niewykorzystany parapet z blachy i za pomocą tej szlifierki wyciąłem z niego piękne dwa daszki na te moje skrzynki rozrządcze z prądem i wodą na obu końcach ogrodu. W tamtym tygodniu udało mi się między nimi wkopać rurki w których skryłem wąż ogrodowy i kabel. Na ich końcach z kostki granitowej zrobiłem zgrabne skrzynki w których są teraz puszki z gniazdkami i zakończenie węża z zaworem do wody. Chodziło o to aby szczególnie elementy z prądem i same gniazdka przykryć jakimś zadaszeniem i chronić od wilgoci. Wąż wyprowadziłem jednak na jakieś pół metra z tych skrzynek. Po pierwsze aby końcówka nie była blisko prądu i aby można było swobodnie się podłączyć. Początkowo miały być zawory w tych skrzynkach. Pozostało mi teraz tylko zalać jeszcze wszystko pianką montażową aby same gniazdka dobrze i skrzynki z prądem dobrze usztywnić. I uszczelnić też wszystko, a szczególnie rurki silikonem. Chcę aby wilgoć nie dostawała się do tych ciągów. Szczególnie z prądem. W sumie zgrabnie to wyszło. Jak całkowicie to zakończę postaram się zrobić zdjęcie. Oczywiście jedno gniazdko jakimś cudem kupiłem nie zewnętrzne, a wewnętrzne. Muszę jutro dokupić. Jak skończyłem pracę, znowu zaczął padać deszcz i nie przestał już do samego wieczora. Choć ten deszcz to taki prawie na niby. Od miesiąca nie może się napełnić zbiornik na wodę.


Trasa rowerowa 1849502 - powered by Bikemap 

Za to w niedzielę mimo zimna zrobiło się bardzo słonecznie. Ubraliśmy się w miarę ciepło i ruszyliśmy na rower. Pojechaliśmy przez dolinę Będkowską. Okazało się, że pod Sokolicą jest meta i chyba start biegu przez dolinę. Zawróciliśmy i przez bramę Będkowską opuściliśmy dolinę. Zrobiliśmy trzydziestokilometrową pętelkę.

Komentarze

makroman pisze…
Ciekawy pomysł z tymi węzami - ja mam gniazdka przy świerczku i sosence - jak potrzeba to można się do nich włączyć z czymkolwiek, a w zimie służą do podłączania światełek.
Nomad pisze…
A taki przy świerczku też mam w świątecznym celu. Choć do niedawna uważałem światełka na ogrodzie za kicz świąteczny :)
makroman pisze…
Nadal tak uważam - ale dzieci mają inne gusta.