Krew i pot i łzy.

We wtorek rano jak zbierałem się do pracy zadzwonił Konrad, że są już na bramkach autostrady w Katowicach i planują coś złapać do Krakowa. Tyle, że wysiedli sobie jakieś dwa kilometry od węzła gdzie mogą coś złapać do Krakowa. Nie pojechałem do pracy tylko czekałem aby odebrać ich jak dojadą w nasze okolice. Czyli na węzeł w Modlniczce. Około 7:00 rano okazało się, że są na Azorach. Pojechałem, są cali i szczęśliwi choć dość zmęczeni. Z pod Barcelony powrót zajął im 48 godzin stopem. Konrad spał tylko godzinę i to w samochodzie. Odwieźliśmy jeszcze Anię do domu i wróciliśmy.


Ja sobie pomyślałem, że miałem oddać krew. W poniedziałek nie poszedłem, bo byłem u fryzjera. Nigdy nie korzystam z tego przywileju. Zawsze chodzę po pracy. Ale raz można. Nie będę musiał brać urlopu. Pojechałem więc ponownie do Krakowa. W krwiodawstwie byłem około 9:00. Pech - jakaś klasa przyjechała oddać krew. Wreszcie doszedłem do rejestracji. Dałem dowód. Pani postukała coś na klawiaturze i pyta. A mógłby pan oddać dziś płytki? Nie ma sprawy, mogę. Będę miał mniejsze wyrzuty sumienia, że biorę wolne. Morfologia i wizyta u pani doktor. Oczywiście eozynofile nieszczęsne. I znowu tłumaczenie, że taki mój urok. Potem zainteresowała się, że miałem transfuzję w 1985. Szmat czasu. Ktoś nawet w między czasie wpisał w moich aktach 1995. Dociekliwa ta pani doktor. No to zacząłem wykładać, a bo mając 19 lat zaziębiłem się i w efekcie przestała mi krzepnąć krew. Leżałem dwa tygodnie na hematologi. Badali szpik i takie inne. W końcu stwierdzili, że przeziębiłem krew. Dokładnie to “Trombocytopemia autoimmunologika” Ale jestem zupełnie zdrów. Pani nie mogła się nadziwić. To w ogóle nie powinienem być dawcą. Nikt wcześniej tego nie sprawdził? Jakże nie! Pierwszy raz nawet pytałem czy nie powinienem zaznaczyć “choroby krwi” Ale stwierdzono, że to nie przeszkadza. Było dawno i jestem zdrowy. Zresztą od czasu do czasu pytają i ponownie zawsze opowiadam jak to było i skąd ta transfuzja. Wtedy miałem krwotoki. Na szczęście nie wewnętrzne, bo pewnie bym tego nie pisał teraz. Pani za telefon i konsultować. A że ja tu byłem w szpitalu, że nie krzepła mi krew w 85, ale, że jestem wielokrotnym dawcą i to nawet płytek. W końcu po drugiej stronie ktoś podjął właściwą decyzję. No to ok. Może pan oddać. Poszedłem jeszcze do samochodu po słuchawki do audiobooka. Bowiem płytki to się leży w takiej maszynie co całą krew ze mnie wysysa. Obrabia i do drugiej ręki oddaje. To taka sama metoda jakiej się używa do pobrania szpiku. Nazywa się to afereza. U mnie, zależy to zwykle od wagi i ilości w danym dniu płytek we krwi, dla dwóch donacji około 90 min sama afereza. Do tego dochodzi wkłucie i wyjęcie igieł wraz z jakimiś tam innymi rzeczami. Zwykle około 100 min. Zawsze do tej pory oddawałem dwie donacje. Teraz okazuje się, że pobierają już zawsze tylko jedną. maszyna wyliczyła czas na 50 min. Odebrałem czekolady i poszedłem po L4. Pani się roześmiała i mówi. L4, to się daje na chorobę, a pan jest super zdrowy. To jest zaświadczenie. Okazało się też, że skończyła mi się kolejna książeczka. Pani wystawiła nową. Zawsze na początku takiej jest wpis ile się do tej pory oddało. U mnie wyszło prawie 7 litrów krwi i odpowiednik prawie 5 litrów krwi w płytkach. 9 donacji. Płytki chyba liczą się podwójnie czy jakoś tak. Wychodzi na to, że oddałem do tej pory w przeliczeniu prawie 12 litrów. Za 12 jest jakiś srebrny medal. Ale nie należę do żadnego PCK. Jak w Krakowie będzie można jeździć za darmochę komunikacją miejską wtedy sobie sprawię taki medal. Albo jak oddam 20 wtedy dostaje się gratulacje od ministra zdrowia. O ile wcześniej nie znajdzie się jakaś lekarka co stwierdzi, że nie mogę być dawcą, bo eozynofile lub że transfuzja była 180 lat temu.

A wracając do Konrada. Nakręcił chyba ze dwie godziny filmu. Mam nadzieję, że niebawem obrobi go. Zrobił też 250 zdjęć. Co prawda ja nie lubię zwiedzać murów i miast. Nie robię takich zdjęć. Wolę otwarte przestrzenie. Ale zrobił jedno rewelacyjne ujęcie. Co prawda technicznie zdjęcie nie specjalne. Zrobił zdjęcie na Gibraltarze, spali nieopodal tej skały na plaży. Zdjęcie zrobione o poranku.

A jeszcze tylko wspomnę, że teraz czytam chyba z pięć książek na raz. Może jutro lub pojutrze opiszę “Kora, Kora. A planety szaleją” To biografia Kory. Książka mnie naprawdę zaskoczyła i powaliła. Do tej pory pojmowałem tą kobietę tylko przez pryzmat muzyki.

Komentarze

makroman pisze…
Przez lata oddawałem krew honorowo - ale zawsze były z tym problemy, bo mam bardzo szybko krzepnącą, i zdarzało się że zakrzepła w igle - podobno to jakaś ciekawa cecha, bo cholesterol mam w niższych stanach normy a nadciśnienie wywołuje sobie sztucznie kawą i adrenaliną.
Ale oddawać przestałem, bo do jednego pobrania kłuto mnie niekiedy trzy razy - więc ręce miałem jak długoletni narkoman...

A propos "Nikt wcześniej tego nie sprawdził?" - dopiero w zeszłym roku, pani doktor powiedziała mi że ostatnie dziesięć lat ratownikiem chemicznym byłem nielegalnie! ale teraz jestem legalnie bo zdążyły się zmienić przepisy... No popatrz, czyli akcje w których brałem udział tez były nielegalne...