Być bogatym...

Mówią, że pierwszy milion trzeba ukraść. W tej książce są podane znacznie bezpieczniejsze sposoby. Książka opisuje sposoby inwestowania w fundusze. W zasadzie oszczędzania poprzez inwestowanie w fundusze. Pozbawiona jest suchych wzorów czy fachowych określeń. Wszystko jest bardzo przystępnie i jasno opisane. Podano dużo przykładów, trochę prostych obliczeń. Zaprezentowane są dwie proste strategie inwestowania. Przytoczono też kilka stron internetowych czy programów wspomagających takie inwestowanie czy kontrolowanie swoich oszczędności. To wszystko oczywiście dla tych, którzy chcą zgromadzić jakiś tam kapitał i marzą o zasobności portfela. Te sposoby, to nie przepis na zarobienie wielkich pieniędzy w krótkim czasie. Raczej odwrotnie. Wymagana jest tu cierpliwość i konsekwencja. Może i czasem silne nerwy. Jest kilka opowiastek, może faktycznie nie zmyślonych. Wszystko to powoduje, że bardzo łatwo i szybko przyswajamy wiedzę z książki. Autor gorąco namawia do oszczędzania w celu zapewnienia sobie w dłuższym terminie, a nawet na emeryturze niezależności finansowej. Dobra pozycja w dobrym czasie. Wielu jest takich którzy na fali hossy z przed 2007 roku zainwestowali w fundusze i się zrazili lub czekają cierpliwie. Ta książka na pewno wleje otuchę i nadzieję w ich serca. Dodatkowo otworzy oczy jak niewielkim kosztem (15 min na miesiąc) Ochronić swoją inwestycję, czy nawet zwiększyć zysk w przyszłości. Osobiście przeczytawszy tą książkę, potwierdziłem sobie, że zrobiłem co konieczne. Teraz też wiem co mogę zrobić więcej, aby spać spokojnie. Nie należę do ludzi którzy pokładają nadzieję i postrzegają świat poprzez pryzmat zasobności portfela. Liczą się jeszcze inne sprawy tego świata. Czytając książkę można odnieść wrażenie, że dla autora jedyne co ważne, to pieniądze. Ale taki ma zawód. (trener planowania finansów) Muszę też przyznać, że sam początek mnie trochę zirytował. Zaczyna się mniej więcej tak: Jest rok 1992, masz w kieszeni 1zł Inwestujesz w Pionier fundusz akcji, potem są podane daty w których przenosisz swoją zainwestowaną złotówkę w inne fundusze i w końcu po 15 latach masz 50 zł. Czyli 50 razy więcej. Wszystko fajnie, robi wrażenie. Tylko jest jeden problem. Z perspektywy przyszłości, znając lata kryzysów i zapaści giełdy, można tak to sobie policzyć. To tak jak z powiedzeniem, jakbym wiedział, że się przewrócę, to bym sobie usiadł. Ale książkę warto przeczytać jeśli ktoś chce zainwestować i chciałby mieć z tego korzyść w przyszłości.

Komentarze