Pieszo przez Czantorię i Stożek

Wybraliśmy się tym razem z Basią pieszo w te rejony z których zaczynałem uprzednią wycieczkę rowerową. Zostawiliśmy samochód na parkingu w Ustroniu nieopodal niebieskiego szlaku. Ruszyliśmy dokładnie taka samą trasą jak ja rowerem. Okrężną drogą na Czantorię. Przy ośrodku narciarskim (dolnej stacji) Basia stwierdziła, że jednak pójdziemy skrótem. Jest ścieżka obok wyciągu. Zaryzykowaliśmy. Okazało się, że to strome podejście i na dodatek kończy się w lesie. Trzeba było się przedzierać przez krzaki około 50 metrów, a potem stromą łąką do ścieżki. Dotarliśmy do Czeskiego schroniska na kofolę. Tam wydałem czeskie korony jakie mi jeszcze zostały na wspomnianą kofolę i piwo owocowe dla Basi. Dziś je wypiła.


Trasa rowerowa 1795264 - powered by Wandermap 

Potem parę kroków na Czantorię i dalej na Soszów. Tam znowu kofola. Gorąco strasznie było. I dawaj na Stożek. Mały i wielki. Na stożek znowu Basia chciała skrótem. No to po samej granicy dawnym niebieskim. Rowerem raczej się nie da. To kolejny dowód na to, że rozsądnie zrobiłem skończywszy tą moją wycieczkę rowerową wcześniej. Zresztą przed samym szczytem to już trudno było nazwać szlakiem czy choćby ścieżką. Po prostu weszliśmy na szczyt po lesie. Tam schronisko. Bardzo drogie zresztą Neste 0.5 7 zł. Tu zaczęliśmy wracać. Obliczyłem wycieczkę na około 20 do 30 km. Jakimś sposobem powrót potraktowałem, że to będzie spacerek brzegiem Wisły i w ogóle go nie uwzględniłem. Okazało się, że ten spacerek, to 15 km! Dotarliśmy do samochodu prawie na 21:00 Było już ciemno. Na dodatek podczas powrotu automapa odmówiła posłuszeństwa. Znowu ruskie zestrzeliły satelity. Wracaliśmy więc tak na czuja. Trochę nie optymalną trasą, ale jakoś trafiliśmy do domu. Łącznie wycieczka wyszła 40 km jak na razie jest to życiowy rekord Basi.

Komentarze

makroman pisze…
ścieżki są zwodnicze, w nieznanym terenie wybieram szlaki.