Mówiłem, że będę jeździł w tym roku po Beskidzie Śląskim. We wtorek odprawiliśmy Konrada na lotnisku, a ja pojechałem od razu do Skoczowa, a w zasadzie to już chyba Brenna. Tam zostawiłem samochód i wzdłuż rzeki Brennica piękną wstęgą asfaltową pojechałem pod czarny szlak wiodący w stronę Białego Krzyża na przełęcz Salmopolską. Po wjeździe na czarny szlak zacząłem się wahać. W zasadzie miała to być luźna wycieczka. Głównie nastawiony byłem pojeździć sobie właśnie wzdłuż Brennicy i Wisły. A tu kamieniście strasznie i stromo. A słońce piecze. Obok w zasadzie prawie na przełęcz jest droga asfaltowa. Chwilę się wahałem czy nie zawrócić. Jednak ciekawość szlaku zwyciężyła. I dobrze, bo potem było bardzo rowerowo i płasko. Prawie po samą przełęcz. Potem już znana droga. Czerwony szlak, ten sam co kiedyś na Skrzyczne. Tylko to trzeba odbić w lewo nie w prawo. Szlaki na Baranią Górę bardzo rowerowe. Wyjeździłem się wspaniale.
Muszę też nieskromnie wspomnieć, że w pewnym momencie dojechałem do dwóch rowerzystów. Tak chodziło mi zawsze po głowie, że ja po tych górach z rowerem to tak na siłę. Prawdziwi górscy rowerzyści, to śmigają po tych górkach, a ja to tak się wlokę i męczę. Ci dwaj nie wyglądali na cieniasów. Okazało się, że nie jest ze mną tak źle. Dorównywałem im bez problemu. Jeden nawet pod koniec wymiękł i został w tyle. A wiekowo tak ze dwa razy ich przeskakiwałem. Podniosło mnie to na duchu wielce. To tak po ostatniej rozczarowującej wycieczce, która okazała się totalnie nie rowerowa. Słowem jedne górki się wybitnie nadają na rower inne wybitnie nie. W końcu osiągnąłem Baranią, koledzy zjechali wcześniej na inną trasę. Na Baraniej jest platforma. Widoki rewelacyjne. W ogóle cała trasa bardzo widokowa. Chętnie przejdę się tam pieszo z Basią. Z Baraniej jest chwilka bardzo kamienistego zjazdu do schroniska, a potem asfalcik kilkukilometrowy. Będzie filmik zarówno z jazdy jak i z tego zjazdu. Na końcu ścieżkami rowerowymi wzdłuż Wisły i co rusz wąskimi wiszącymi mostkami raz na jedną stronę, a raz na drugą Wisły. Bardzo fajna nie męcząca wycieczka. Chyba takie sa najfajniejsze na rower po górkach.
Muszę też nieskromnie wspomnieć, że w pewnym momencie dojechałem do dwóch rowerzystów. Tak chodziło mi zawsze po głowie, że ja po tych górach z rowerem to tak na siłę. Prawdziwi górscy rowerzyści, to śmigają po tych górkach, a ja to tak się wlokę i męczę. Ci dwaj nie wyglądali na cieniasów. Okazało się, że nie jest ze mną tak źle. Dorównywałem im bez problemu. Jeden nawet pod koniec wymiękł i został w tyle. A wiekowo tak ze dwa razy ich przeskakiwałem. Podniosło mnie to na duchu wielce. To tak po ostatniej rozczarowującej wycieczce, która okazała się totalnie nie rowerowa. Słowem jedne górki się wybitnie nadają na rower inne wybitnie nie. W końcu osiągnąłem Baranią, koledzy zjechali wcześniej na inną trasę. Na Baraniej jest platforma. Widoki rewelacyjne. W ogóle cała trasa bardzo widokowa. Chętnie przejdę się tam pieszo z Basią. Z Baraniej jest chwilka bardzo kamienistego zjazdu do schroniska, a potem asfalcik kilkukilometrowy. Będzie filmik zarówno z jazdy jak i z tego zjazdu. Na końcu ścieżkami rowerowymi wzdłuż Wisły i co rusz wąskimi wiszącymi mostkami raz na jedną stronę, a raz na drugą Wisły. Bardzo fajna nie męcząca wycieczka. Chyba takie sa najfajniejsze na rower po górkach.
Komentarze