Wisła jakiej nie znacie

Po takim sobotnim śniadaniu wybraliśmy się na rower. A śniadanie składało się z placuszków jogurtowych z rabarbarem. Musli zalanych czekoladą i dużej porcji owoców. Co ciekawe. Rozkroiłem kilkadziesiąt czereśni, tych sercówek. W absolutnie żadnej nie znalazłem nawet najmniejszego robaczka.


Tym razem też pojechaliśmy wzdłuż Wisły, ale teraz w stronę Oświęcimia. Poprzednia wycieczka była w stronę Niepołomic, przez Kraków. Brak jakichkolwiek wzniesień. Teraz trzeba było przejechać przez brzeg rowu Krzeszowickiego. Pojechaliśmy przez puszczę Dulowską, choć ten kawałek to jeszcze tylko las. Do Rudna, pod ruiny zamku. Stamtąd przez Alwernię. Prosto nad Wisłę. I tu już cały czas wzdłuż Wisły. O ile w stronę Niepołomic trzeba było jechać wsiowymi uliczkami, gdzie ruch samochodowy był znikomy, ale jednak. Tu w większości jechaliśmy asfaltowymi czy szutrowymi alejkami. Często nad samą Wisłą. Upał był niemiłośierny. Zapowiadano do 38 stopni. Jak spoglądam na temperatury w Gdańsku, to naprawdę trzeba być niepoważnym aby spędzać urlop nad naszym morzem. Tam temperatura nie wzrasta powyżej 15 stopni. Przy wjeździe do Gdańska powinno się sprawdzać czy na wyposażeniu samochodu jest strzelba. Na wypadek spotkania niedźwiedzia polarnego. Jedyną atrakcją nad morzem pewnie tego roku będzie to, że jakaś góra lodowa przybije do wybrzeża. A ja 10 lat swego życia straciłem na wczasach nad morzem. Nigdy więcej.


Górny wykres to Kraków, dolny to Gdańsk. Wracając do słonecznej wycieczki brzegiem Wisły. Mieliśmy w planach pozwiedzać Oświęcim, ale po drodze Basi wyszło uczulenie od słońca. W ogóle zaczęła wymiękać. Robiło jej się niedobrze. Musięliśmy stawać w cieniu. Rozkładać kalimatkę. Poleżała trochę, zjadła batonika. Szybko znalazłem kładkę przez Wisłę. Jest taka przed Oświęcimiem. Techniczna kładka przy elektrowni wodnej. Moja znajomość terenu niekiedy się bardzo przydaje. Zawróciliśmy. Po drugiej stronie Wisły jest kilka rezerwatów leśnych. Tam schroniliśmy się choć atakowały komary. Poleżała sobie Basia pół godzinki. Zrobiła się godzina 17:00 i ruszyliśmy dalej. Potem jest rezerwat, gdzie są stawy i szuwary. Coś pięknego. Stada ptaków, Łabędzi.


genialnie. Przepiękne miejsce. Łącznie zrobiliśmy 102 km. Przy setce zatrzymałem się i pogratulowałem Basi. To jej pierwsze 100 km rowerem. A skoro wczoraj był pierwszy dzień wakacji, a Konrad zdał wszystkie egzaminy i to jak mówią z zapasem. Wczoraj zrobił ognisko. Przyjechało wiele osób. Teraz jest Ania. M. zwykle nie miała czasu. Ania jest fajna. A ognisko się bardzo udało. Do domu z ogrodu przyszli dopiero o trzeciej w nocy. W nocy temperatura nie zeszła poniżej 23 stopni. Nie to co nad morzem. Tam ludzie podczas romantycnej nocy na plaży zamarzają. Nie cierpię morza.


Trasa rowerowa 1675204 - powered by Bikemap 

Komentarze

eldka pisze…
Zazdroszczę wycieczki :)

Piękne zdjęcia jak zawsze.